niedziela, 17 kwietnia 2016

O wyzysku i kulturze, czyli człowiek człowiekowi wilkiem


Dzisiaj post zupełnie inny niż zawsze. Może to i dobrze, ponieważ od dawna zbieram się na wpisy lekko filozoficzne. Moje prywatne przemyślenia. Dlaczego chcę się nimi dzielić? Z prostego powodu. Nie rozumiem niektórych zachowań i szukam wyjaśnienia. Może ktoś pozna mój punkt widzenia i da mi znać dlaczego dzieją się wspomniane przeze mnie rzeczy. Może da radę.
Zaczynamy :)
Ostrzegam jeszcze, że znajdziecie w poście słowa niecenzuralne...

Przeglądając sobie Facebook'a natrafiłam na takie oto ogłoszenie:


Zaczęłam śledzić wątek i jego rozwój. To co się później działo to jak Sodoma i Gomora w jednym. Ludzie, łącznie ze mną, zaczęli wyrażać swoje oburzenie na taki obrót sprawy. W ciągu całej dyskusji dowiedziałam się od wystawiającej, następujących rzeczy:


1. Osoba wystawiająca nie zatrudnia, tylko wystawia ogłoszenie. Nie rozumie dlaczego ludzie się czepiają. To, że popiera wyzysk ludzki wcale nie jest dziwne;
2.     Praca jest niewymagająca...;
3.     Przepracować w miesiącu trzeba 240 h!!! co daje 1440 zł. Takie 1,5 etatu za mniej niż cały etat;
4.     Ta praca wcale nie łamie praw pracownika i najniższej krajowej;
5.     Nie wiadomo czy praca jest na umowę;
6.     Nie wiadomo tez czy praca jest brutto czy netto;
7.     Ludzie komentujący są parapetem lub taboretem, ona zaś człowiekiem;
8.     Pracuje tam i jest szczęśliwa (dobrze dla niej);
9.     Zdanie innych ludzi jest nieistotne;
10. Każdy komentarz, który nie zgada się z wizją, jest niemądry;
11. Pracą się nie gardzi, nawet taką która uwłacza;
12. Każdy kto uważa, że praca to wykorzystywanie człowieka - ma za duże wymagania i aspiracje;
13. Od wszystkich komentarzy niedobrze się robi;
14. Wszyscy uczestnicy dyskusji pierdolą = można ich obrażać;
15. Na stwierdzenie, że do czego to doszło z naszym kraju otrzymaliśmy odpowiedź - do końca świata. Czas chyba pożegnać się z bliskimi;
16. Pani lubi pracować za taką stawkę, ale za 20 groszy więcej już nie chce;
17. Ciągle nam życzono powodzenia :)
18. Na pytanie czy prócz kawy też się coś podaje, otrzymaliśmy odpowiedź, że można siebie.



Znalazło się również dwóch obrońców muru, którzy skutecznie popierali wpis. Od jednej Pani dowiedziałam się, że jak nam się coś nie podoba to to jesteśmy tępymi pustakami oraz że wszyscy niezadowoleni to rekiny biznesu. Jestem rekinem!! Nie wiedziałam :D

Następnie pojawił się młodociany rycerz w lśniącej zbroi. Janusz biznesu, podwórkowy Eminem. Chłopczyk, który kozaczy w Internecie, a jak rodzice go przyłapią to się kaja i sra pod siebie. Muszę wstawić niektóre teksty, bo nie da się tego zinterpretować nawet. Oczywiście pisownia oryginalna: To tak.

1.   Jebane papulaze psita tam bo wasz muzg jest wielkosci pestki pomidora i chyba wam sie kompetencje popierdolily.
2.     Cioty
3.     A kolezanka ma krzywe zeby i jebie jej z buzi pytonami kolegow
4.     Ruchasz sie czy trzeba z toba chodzic ? ( za reke oczywiscie )
5.     Haha dziecko ktorego kutsas w gardle by ci utknol
6.     Prosze pani karoliny prosze zajac sie goleniem piet bo chleb ci stanol w pizdzie i mieso sie zepsulo
7.     Amnbicje chyba na trasie nadarzynskiej za 200 zl na godzine Emotikon grin :)
8.     I prosze sie nie pogazac bo kupie pani mleko Na kture pani nie stac
9.     I nie prubuje byc fajny tylko jestem
10. Ola lapie za patola
11. Wata to psity se wucieraja bo juz maja mokro jak je tak cisne fetyszysta yo
12. A ty bluszczysz jak pizda w spuscie konia rasy cwel
13. Ja skonczylem podstawowke a nie studja jezyka polskiego.




To tak. Rycerz obrażał, wyzywał, śmiał się i nie potrafił dokończyć wątku, kiedy coś go przerosło. I nie ma tu nic do rzeczy, że skończył tylko podstawówkę. Chodzi o styl wypowiedzi, błędy ortograficzne i brak interpunkcji... FB ma coś takiego jak korekta, skoro nie wyniósł takiej wiedzy z podstawówki... Błędy zdarzają się każdemu, ale nie w takiej ilości. Nie wiem czy mam się śmiać, czy płakać nad losem dzisiejszej młodzieży.

Podsumowując. Wyzysk jest, był i będzie. Tylko walka z takim typem zachowań może coś zmienić. Zdaje sobie sprawę, że do pracy za takie grosze zmusza ludzi sytuacja życiowa. Nie wiem czego Pani się spodziewała po wstawieniu tego postu. Uwielbienia, całowania po rękach, czy może miliona ofert...
Szkoda, że wszystko weszło na tragiczny ton. Uważam, że można dyskutować bez używania inwektyw 
w stosunku do drugiego człowieka.
Dodam jeszcze, że nie jestem jakąś księżniczką śpiącą na ziarnku grochu. Miałam parę prac. Jedne były lekkie, a inne ciężkie. Od stycznia jestem bez pracy i działam w marketingu sieciowym. Może się zdarzyć tak, że wrócę na etat. Nikt nie wie co będzie w przyszłości. Zdarzało się też pracować na czarno. Jednak 2400 h za 1440 zł? I do tego jeszcze chyba na czarno? Ręce mi opadają i jest mi zwyczajnie smutno, że można tak pogardzać drugą osobą.
Co sądzicie na dany temat? Chciałabym poznać Wasze zdanie.

Pozdrawiam serdecznie. High wings sowixy :)
Czytaj dalej »

wtorek, 5 kwietnia 2016

Mia Sheridan - Bez słów Lista Archer'a, czyli TOP 13 utworów A



Zastanawiałam się długo jak ogarnąć cały dzisiejszy post. Żeby nie spoilerować  i nie zrobić zbytniego misz maszu. Pomysł przyszedł nagle. Top 13 Archera? Dlaczego 13? To taka optymalny ilość żeby nie było ani za dużo, ani za mało i przeciwdziałać pechowości owej liczny :P Moim pierwszym zamysłem było przypisanie muzyki do konkretnej sytuacji w książce, ale.... Nie... Czuje, że za bardzo bym zdradziła, zahaczając o spoiler, a przecież nikt tego nie chce :)
Teraz myślicie pewnie: Kasia, to jak to ma wyglądać?
Ano... Po prostu lista utworów i już. Może dzięki mnie wejdziecie w świat Archera. Starałam się dodawać piosenki chronologicznie do rozwijania się akcji.
Zobaczcie jak mi to wyszło :)

13


                                                                    





12


                                                                    





11
      
                                                                                                                                                                     





10


 





9


 





8


 





7


 





6


 





5

   
 





4


                                                                    





3







2








1


     







To tyle. Jak Wam się podoba moja lista? Oczywiście jest ona subiektywna i każdy może mieć swoją po przeczytaniu książki :)
Czytaliście już Bez słów? Jeśli nie to gorąco polecam. Zresztą przeczytajcie recenzję i sami się przekonajcie czy warto :P

Do następnego sowixy :*
                 



                 
Czytaj dalej »

środa, 30 marca 2016

Sowie opowieści #9 Suzanne Young - Plaga samobójców. Tom 1 Program. Book Tour





Iiii... pisze kolejny raz recenzję książki Plaga samobójców. Pierwsza zaginęła w internetowych odmętach. Przypominałam sobie dzisiaj, że nie wysłałam jej do Wydawnictwa.
W związku z powyższym podejmuje się odtworzenia wcześniejszego wpisu, reaktywacji pisania, podjęcia wątku... Jak zwał tak zwał...

Wcięło, normalnie ją wcięło. Czy ktoś, kiedyś spotkał się z taką sytuacją?



Fabuła




W wielkim i zaludnionym USA dochodzi do koszmarnego żniwa. Nastolatki masowo popełniają samobójstwa. Nikt nie wie dlaczego tak się dzieje, a tęgie głowy próbują znaleźć magiczny lek na powyższą przypadłość. I..  Eureka! Wpadają na pomysł cud metody. Powstaje Program. Nie taki komputerowy czy odchudzający. Jest to przebiegły Program wymazujący nastoletnie wspomnienia powodujące myśli samobójcze. Całe Stany oszalały na jego punkcie. Władze wyszukują potencjalnych kandydatów w szkołach. Jeśli masz mniej niż 18 lat i nie chcesz trafić do placówki - lepiej się pilnuj...



Główną bohaterką jest Sloane. Jej brat popełnił samobójstwo, więc jest pod szczególnym nadzorem. Ma chłopaka James'a i przyjaciela Miller'a. Wszyscy pilnują się nawzajem
i wspierają. Póki dziewczyna M, Lacey, nie wraca z "odwyku" 
i wszystko się zmienia. Najpierw traci Millera, później zabierają James'a, a na koniec.... Na koniec przychodzi po nią to przed czym cały czas się broniła. Program.













Wypuścił głośno powietrze i potrząsnął głową, jakby próbował przywołać się do porządku. Przypominanie mu, że go potrzebuje i nie umiałabym bez niego żyć, ratowało go przed depresją. Zawsze tak było - strona 75



Moim zdaniem

Ok, ok. Chwila. Parę oddechów i lecimy. Jaka petarda! Nic nie poradzę -  to właśnie mój klimat. Taki mój, mój. Co? Dystopia? Proszę tutaj! Z kocykiem, kubkiem herbaty i zamkniętymi drzwiami, aż do ostatniej strony. Bez dyskusji!!!

Zacznijmy od oprawy techniczno artystycznej. Książka jest biała. Normalnie jakoś mnie to nie kręci, a wręcz odstrasza, ale w tym przypadku tak nie jest. Twarz samotnej dziewczyny, z mega rzęsami (musiałam, tak musiałam) ukazuje sens książki. Podoba mi się, 

no kurde podoba :D



Wtem jego usta przycisnęły się do moich. Były gorące i miękkie. Objęłam go i przyciągnęłam do siebie, a nasz pocałunek stał się bardziej namiętny. Nasze języki spotkały się i splotły. Było to najbardziej niesamowite uczucie, jakiego doświadczyłam


Mamy S. Na pozór to zwykła dziewczyna, która wydaje sie radosna. Właśnie. Po stracie brata podupadła. Cały czas próbuje rozgryźć czy mogłaby pomóc i jak. Przez takie błędne koło uzależnia się od J. Ok, może nie całkowicie, ale przez dużo początek książki często można się spotkać ze stwierdzeniem: Gdyby nie J, to nie wiem co by ze mną było. Ok, rozumiem zagubienie, bycie w związku, ale nie można się uzależniać. Człowiek jest najsilniejszy kiedy zna swą silę i wartość. I... bam. Bańka pryska, James znika. S totalnie się gubi, ale walczy dzielnie.


Bardzo przypadła mi do gustu retrospekcja z poznania J i S. Pokazanie, jak to się zaczęło, co było po drodze. Pokazanie życia przed ukazało jak drastycznie zmieniła się rzeczywistość bohaterów.
Właśnie za tą determinacje ma dla mnie wielki szacunek. Mimo przeciwności losu widać w niej wielką siłę. Niespodzianka - S jest silna. W pewnym momencie jednak życie ją dopada. Całe warstwy żalu wychodzą na wierzch. Najgorsze jest to, że własna matka ją wydała.
Zatrzymajmy się tu na chwilę.... Hola, hola! Własna matka? Kiedy dotarło do mnie, że właśni rodzice wydają swoje dzieci, aż poszłam do swoich. Chyba z 10 minut przyglądałam im się podejrzliwie. Nie wytrzymali :) Głupio się czujemy.... I dobrze!!! Zapamiętaj to uczucie. Tak samo się poczujesz, jak wyślesz mnie na wymazanie mózgu.
Nie przejmujcie się, bliskie mi osoby już się przyzwyczaili do głupich tekstów jak czytam albo oglądam serial.





Ok, ale teraz na serio. Byłam totalnie zdumiona i przerażona taką wizją. Z drugiej strony zaczęłam się zastanawiać. Nasze społeczeństwo jest coraz gorsze. Króluje materializm, social media i nagonka. Faktem jest, że młodzież jest coraz bardziej słaba psychicznie. Większość nie poradziłaby sobie z realiami w jakich żyli nasi rodzice, czy dziadkowie. Wiem jednak, że wymazywanie wspomnień to nie jest wyjście. 

Zdecydowanym plusem powieści jest część, w którym S trafia do Programu. Autorka trafnie i obrazowo ukazuje emocje i odczucia podczas wszystkich etapów. Macie czasem takie uczucie, że próbujecie sobie coś przypomnieć, ale za nic nie daje rady? Właśnie... Tak czują się osoby po przejściu kuracji. Coś dzwoni, ale nie wiadomo w którym kościele. Przerażająca opcja. Nie mogłabym chyba nigdy zaufać bliskim mi osobom. Skoro nie wiem wielu rzeczy, to skąd mam wiedzieć, że jest jak mówią?
Każdy z bohaterów ma cechy charakteru, które polubiłam. L - buntowniczka, M - super przyjaciel, J - determinacja, S- całokształt i to że widzimy jak się rozwija z każdą następną stroną, Realm - nie wiem jak go opisać żeby nic nie zdradzić.
Ok, nie lubię agenta z piekła rodem. Szuja i tyle!

Moja ocena:
6/6  

Nie mogę inaczej. Nie mówię, że jest super, mega idealnie, ale książka bardzo mi się podoba! Uważam, że jest to kawał porządnej lektury, który nie jest rozmokłą papką naszych czasów. Dla mnie jest przestroga. Już niedługo może być tak u Nas jak się nie zmieni...

Swój egzemplarz zakupiłam już jakiś czas temu i dumnie się bieli. Ta recenzja jednak powstała dzięki inicjatywie Book Tour'a :) Organizatorką jest Natalia oraz Wydawnictwo Feeria Young



Regulamin akcji:

1. Chęć przystąpienia do akcji prosimy zgłaszać do 27 września w komentarzach pod tym wpisem. W treści komentarza należy zamieścić adres swojego bloga. Kolejność zgłoszeń wpływa na kolejność na liście oczekujących, przy czym równorzędnie powstawać będą dwie listy (w Book Tour będą brały udział dwa egzemplarze książki), aby skrócić czas oczekiwania na książkę.
2. W ciągu 8 dni od otrzymania książki prosimy opublikować recenzję na swoim blogu, w tytule uwzględniając frazę „Book Tour”. W recenzji prosimy umieścić zdjęcie pierwszej strony z wpisami poprzednich Recenzentów oraz linki do stron organizatorów: bloga Organizatora - Książkowego kocha, nie kocha - oraz fanpage'a Feeria Young. Jeśli dodatkowo prześlą Państwo link na adres: promocja@wydawnictwojk.pl, Wydawnictwo Feeria Young będzie mogło opublikować recenzję na fanpage'u na Facebook'u.
3. Po przeczytaniu książki prosimy o kontakt z następną osobą z listy (otrzymają Państwo od Książkowego Kocha, Nie Kocha adres mailowy do kolejnego Recenzenta). Bardzo prosimy o wysyłkę listem poleconym priorytetowym.
4. Na koniec książka trafi z powrotem do Wydawnictwa, a zdjęcie strony z wpisami zostanie opublikowane na fanpage'u Feeria Young.
5. Każdy uczestnik proszony jest o wstawienie pod recenzją regulaminu akcji i kontakt z blogerką - Natalią Pych na maila nathalie.pych@gmail.com w sprawie kontaktu
z kolejnym recenzentem oraz opublikowania linku również na fanpejdżu Książkowego Kocha, Nie Kocha.




I to tyle. High wing sowixy :)

Czytaj dalej »

środa, 16 marca 2016

PRZEDPREMIEROWO Sowie opowieści #10 Mia Sheridan - Bez słów




Ufff.... Jak tu znaleźć słowa do opisu książki, w której słowa wcale nie są najważniejsze? Przeważają w niej czyny, to kim jesteśmy i jak się zachowujemy.
Jest to powieść trafiająca w samo serce. Autorka najwyraźniej ma w głębokim poważaniu, że zarwiesz nockę, serce ci stanie parę razy, a  twoją duszą będzie jeździć po papierze ściernym.
Znacie to uczucie, kiedy nie możecie złapać oddechu z wrażenia? Tak, to jest właśnie taki tytuł i można przyzwać w tym momencie wiele innych, ale jedno jest pewne.
Ta książka odbierze Wam wszystko podczas czytania i pozostawi.... Bez słów


Wyjęłam fiolkę z lekarstwem z jego dłoni i wtedy nasze spojrzenia się spotkały. Nieznajomy miał oczy koloru whisky, o głębokim wejrzeniu, ocienione długimi, ciemnymi rzęsami. Piękne oczy.

Fabuła


Jak to bywa w historiach miłosnych, mam dziewczynę - Bree Prescott oraz chłopaka - Archer'a Hale'a. Przedstawiam Wam dwójkę ludzi, którzy pozornie nie mają nic ze sobą wspólnego. Dobrze, że tylko pozornie.
Cała historia rozpoczyna się kiedy B ucieka od swojej przeszłości i przypadkiem/zrządzeniem losu trafia do Pelion. Jest to mała mieścina rozkwitająca w sezonie letnim rządząca się swoimi prawami. Główna bohaterka pragnie odnaleźć siebie, odpocząć, przeanalizować co dalej zrobić z własnym życiem. Wraz z małą kompanką (Phoebe) szuka swojego miejsca na ziemi. Podczas torebkowego incydentu, pod sklepem, poznaje Archer'a Hale'a. Poznaje to zbyt dużo powiedziane, naocznie identyfikuje :P Po tej sytuacji chłopak zaczyna ją fascynować. Kim jest? Dlaczego się jej boi? Czemu nic nie mówi? Ciąg przyczynowo-skutkowy. Postanawia wybadać sytuację u mieszkańców. A im dalej w las, tym droga do poznania krótsza :)







Przerwałam rozmyślania, kiedy ujrzałam posiadłość Archera. Otaczał ją wysoki płot, sponad którego wystawały czubki drzew – nie sposób było zajrzeć do środka. Usiłowałam ocenić, jak daleko się ciągnie, ale z drogi trudno było to stwierdzić, poza tym las po obu stronach skutecznie zasłaniał widok. Brama była zamknięta.

Moim zdaniem

Może to dziwne, ale ostatnimi czasy rzadko mi się zdarza zarwać nockę. Szczególnie przez książkę. Nie wiem czy to ten wiek, czy co :) W przypadku książki "Brak słów" było zupełnie inaczej. Nie mogłam się oderwać. Po prostu ją wchłonęłam. Co lepsze, przeczytałam 
e-book'a na lapku, a wiemy jakie jest to komfortowe.
Książka wywołała u mnie wszystko, co dobra powieść powinna. Śmiech, łzy, wzruszenie, zdumienie, szok, smutek, radość, Z zapartym tchem śledziłam co się zaraz zdarzy.
Czy B trafi do A i zmiękczy jego zamknięte serce?
Oj już nie ukrywajmy, że wnętrze to jedno, a ciałko to drugie. Ja się wcale dziewczynie nie dziwię. Tyle czasu chłopak separował się od Świata. Wszystko robi sam, mięśnie same rosną, a oczy tylko cieszą :)
Przyznam się, że niejednokrotnie zastanawiałam się jakby to było ze mną. Czy mogłabym się tak samo odseparować od ludzi? Wnioskuję - oczywiście. Wiem, na Ziemi jest pełno sympatycznych i pomocnych ludzi, jednak są też źle . Przeważnie Ci drudzy wpływają na całkowity osąd sytuacji. Kto raz się sparzy, wiem o czym mówię. Sytuacja jest mi o tyle bliska, ponieważ sama mam ostatnio duży dystans do gatunku ludzkiego. Coś co kiedyś mnie nie obchodziło, teraz mnie przerażą. Zaczęłam dostrzegać zapatrzenie w siebie 
i bycie wygodnym. Wytykanie błędów u innych, zamiast im pomóc. Kto w życiu nie narozrabiał, niech pierwszy rzuci kamieniem... Mam wrażenie, że empatia zanikła, a większość działań jest pod publikę. Nie mówię, że wszyscy tak mają - ale większość. Kiedyś w ciągłym centrum zainteresowania, teraz wycofuję się z tego.
Fałsz zaczął wywoływać u mnie wysypkę. Nie podoba mi się ta nowa rzeczywistość. Utopienie drugiego człowieka w łyżeczce wody - norma...


Drgnął, a potem znieruchomiał. Gdzieś nieopodal zaszczebiotał ptak, a spomiędzy drzew rozniosło się echo odpowiedzi. Zamknęłam usta i uśmiechnęłam się. Archer zmierzył mnie wzrokiem od stóp do głów i zmrużył oczy. Podziwiałam jego gładki, wyrzeźbiony tors i twardy brzuch. Nigdy wcześniej nie widziałam na żywo takiej muskulatury. Cóż, nikt nie powiedział, że odrobinę dziwny, milczący pustelnik nie może mieć pięknego ciała. I dobrze.


Wracając jednak do wątku z książki :)
Archer uciekł od ludzi. Ich obłuda go odstraszyła. Zbyt wiele wycierpiał w swoim życiu, żeby teraz mógł normalnie egzystować. Wycofany, walczy ciągle ze swoimi demonami. A ile on ich ma....
Nigdy bym nie pomyślała, że przeczytam taką historię. Stwierdzam definitywnie, iż A ma dupę ze stali albo tytanu lub czegoś podobnego.
B mimo skomplikowanej przeszłości patrzy pozytywnie w przyszłość. Stara się pomagać i żyć chwilą.


I to właśnie te dwa, na pozór zupełnie inne światy, trafiają na siebie, aby stworzyć coś spektakularnego :) Pomagają sobie nawzajem, uczą ponownie życia i jak być szczęśliwym.

Najbardziej chyba w całej historii podoba mi się fakt, iż ratują się wzajemnie. Przed złem, ciemnością. Odnajdują poczucie bezpieczeństwa w momencie kiedy sami nie wierzą w istnienie takiego uczucia.

Historia napędzana jest powłóczystymi spojrzeniami poruszającymi serce, śmiechem, pasją oraz seksualnością A. Oj, ok, nie ukrywajmy. Jak przeczytacie to sami mi przyznacie rację, poklepiecie po głowie i podacie żelki :D

Pisząc recenzję przypomniałam sobie jak się czułam zaraz po skończeniu e-book'a. Wyprana 
z uczuć to idealne stwierdzenie. Jakby ktoś wyciągnął mi emocjonalne bebechy i wykręcał je przy każdej stronie. Nad tym nie da się zapanować. Temu trzeba się poddać. Uwielbiam, od czasu do czasu, dostać takiego mentalnego kopa! 
Autorka jest dla mnie wyciskaczką duszy. Potrafi sponiewierać sercem jak mój pies swoim ukochanym, pluszowym szczurem. Nie wiem jak ona to robi, ale im bardziej poznajemy A, tym bardziej odczuwamy. Empatia na najwyższych obrotach. Nie da się nad tym zapanować. Im dalej 
w las, tym więcej trupów. A do tego Mia wprowadza fenomenalne zwroty akcji. Dla mnie są w książce dwa ważne momenty kiedy odsunęłam się od laptopa z miną - AYFKM?
Do tego, on jest taki inny. Patrząc na dzisiejszych karków, skejtów, dresów, Justin'ów Bieber'ów, gotów - Archer jest prawdziwy. Doskonale męski, a do tego nie sobie z tego sprawy :) Większość rzeczy poznaje po raz pierwszy, więc dodatkowo rozczula wizja małego chłopca odkrywającego Świat :)

Przyglądałem się jej, usiłując zrozumieć. Walczyłaś, Bree, powiedziałem wreszcie. Przetrwałaś. Walczyłaś o przeżycie i udało ci się. Tego właśnie chciał twój tata. Nie chciałabyś tego samego dla ukochanej osoby?


Były sceny przeciągane, znalazły się także przesłodzone, jednak cała reszta je przykrywa. Stają się tak mało ważne. I może wkurzają kiedy je czytamy, ale za chwilę otrzymujemy istną petardę, więc reszta nie ma znaczenia.

Książka jest fenomenalna. Polecam każdej osobie, która chce spojrzeć na swoje życie z perspektywy. Co by było gdyby? Dostrzec, 

że inni mogą mieć gorzej. Docenić to co się ma. Ukazuje jak wiara, miłość, pasja i działanie - mogą zdziałać cuda :)

Moja ocena: 5,5/6 (przeciąganie scen jednak musiało trochę zabrać) 




Moja recenzja powstała na potrzeby przedpremierowej akcji organizowanej przez Wydawnictwo Otwarte oraz Książkowe Kocha, Nie kocha :) Dziękuję za możliwość brania udziału w tak wyjątkowym wydarzeniu :)
Czytaj dalej »

środa, 2 marca 2016

#1 Unboxing. Mój pierwszy i wyczekany Epik Box :)

Ja też stałam się duża i samodzielna. Ja też kupiłam. Jestem dumna jak matka kwoka patrząca za odpływającym kuperkiem. Nie może być jednak za kolorowo. Jako osoba kupująca tony książek - tak, tony! :D, musiałam dowiedzieć co za książeczka ukryje się w takim ładnym, papierowym pudełeczku. Z misją i zmysłem lepszym niż SH ruszyłam na podbój :) 
Tak? Ta ma być? To ja biorę, bo jej pragnę. Ok, ok :)
Wiele osób teraz pewnie dojdzie do wniosku, że to trochę głupie i zaburza przesłanie pudełka. Może i tak, ale czy ktoś kiedyś powiedział o mojej normalności? Kochani... Ja nigdy normalna nie byłam. Poza tym nie mogę ryzykować. Na ten moment mam już chyba z 3 zdublowane, nowe książki :P I tak się zastanawiam... Może konkurs :)
Dobra, dobra. Ja już tu nie zbaczam z tematu i ruszam z tym co najlepsze, a mianowicie :


Co w trawie piszczy!



Na pierwszy rzut oka powiecie pudło jak pudło. Ok, każdy ma swoje zdanie, ale ja nawet na takie detale zwracam uwagę. Dlaczego? Ponieważ jeśli już coś zamawiam to chcę żeby przyszło mi to jednym kawałku, a nie wyplute we wszystkie strony. Może wydaje się to głupotą, ale nie byłoby do śmiechu gdyby lakier wybuchł Wam prosto w twarz albo zamówienie zostało zniszczone, bo jakiś płyn uciekł
z kontenerka. Do tego jeśli pudełko jest dobre, to mogę później wykorzystać na swoje chomicze sprawy :P

W przypadku EB (uwielbiam skróty rodem z Plotkary) pudełko jest wykonane z solidnej tektury. Wymiary są odpowiednie, ani nic nie lata jak gołąb na sterydach, ani nie ma ścisku jak ja w rozmiarze 34. Model klapowy, który pozwala na szczelne zamknięcie :)
Unoszę pokrywę, odginam papirus ( niebieski <3 Kochają mnie!) 




 i widzę.... chrupki kukurydziane :D





Dobra, głodna wtedy byłam, bo do Paczkomatu pognałam bez śniadania. Jest to lekkie, styropianowe wypełnienie. W takiej formie jeszcze nie widziałam, ale podoba mi się :)
Bez przynudzania przechodzę do dalszych zasobów pudła:



A tu żeby nikt się nie bulwersował, że nie miał. Dorzuciłam sobie zakładki do zamówienia. A co! Można? Można! :D




Uwielbiam przesłania dla czytelników. Od razu człowiek się lepiej czuje jak kupujesz, a sprzedający wysila się choć na pozdrowienia :) Mi to jakoś tak masełko na serce <3


Ladies and gentleman, a oto gwiazda wieczoru! MAGONIA! TAK! Obłoczki, pióreczka i szukanie swojego miejsca :) Nie mogę się doczekać aż przeczytam :)



Dla wszystkich sroko pochodnych.... Błyszczy się.... Mieni się :)



Nazywam się Taara Kez, a ty? :)



I jedna z fajniejszych rzeczy. Tak, jestem maniakiem bawełnianych ustrojstw. I to w takim stopniu, że zawsze w torebce mam chyba
z 5,6, 15... :P Ekonomiczne, wygodne, nie rozwalą się na środku chodnika. Miodzio. Każdy powinien mieć jedną. Mam tylko takie jedno ale. Dlaczego całe białe? Przecież to jest często mordęga. Podchodzę do kasy, wyciągam torbę (trzeci raz w użyciu), a tu wszyscy na mnie jak na kloszarda pierwszej klasy... Nie da się nie uświnić białej torby na zakupy. No nie... Wiem, że grafika lepiej wygląda na takim tle, ale chyba można jakoś to rozwiązać? Np. torba czarna, z przodu biały prostokąt jako tło grafiki. Chodzi o to żeby spód był ciemniejszy. Postawie gdziekolwiek i już syf.



Pudło czytelnicze oferuje w tym miesiącu.... jeszcze więcej czytania :D Na niebieskim tle (oł je :)) mamy piórko (oł je x 2 :)) i zapowiedź czegoś niebanalnego. Z reguły nie czytam fragmentów, przed tym internetowymi uciekam jak królik, Tutaj jednak dostałam, do ręki, jak mogłabym nie przeczytać :P Wiem, że chcę pełnowymiarówkę Leslye Walton - "Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender. Czy tylko ja mam wrażenie, że imię autorki jest inne? :)


Jaram się jak głupia. Przecież ja nie mam zakładek... Ani jednej...


Uprzedzam pytania. Czekam na pierwszy Fandom :P


A tu mamy coś dla typowej gwiazdy :) Trochę nosiłam, trochę leży. Wymyślam stylizacje z użyciem owego okrągło kulistego przedmiotu. Na zdjęciach nie mogłam złapać, ale tył się mieni. To już wiecie dlaczego nosiłam. Mieni się <3



I hit hitów! Co tam książka, co tam torba, co tam świecidełka. Proszę Państwa tu jest SOWA! AAAAAA! SOWA! Niejeden kabaret wymiękłby przy mnie kiedy ją zobaczyłam. Wiecie, kocham sowy ponad no nie wiem, prawie wszystko. Nie ma dwóch takich samych, nie ma podobnych. Mogę mieć ich pełno, w każdej postaci, fasonie, na wszystkim :) Jeśli nie wiecie co chce to już wiecie :P
Kiedy wyciągnęłam ją z pudełka zaczęłam dumać (oczywiście po tym jak skończyłam piszczeć z radości) do czego to kurde jest? Nie to nie to, a może to, ale książkowe to może tak...
I teraz lista pomysłów do czego sowa zostanie użyta:

  1. Zakładka - myślę, że takie jest jej przesłanie. Gumka do książki i takie tam :P;
  2. Przepaska - wiecie jak ona wygląda z rozpuszczonymi włosami? :);
  3. Bransoletka - rozmiar dobierasz sam/sama według grubości nadgarstka;
  4. Pasek - dla tych co szczuplejszych. Mój chłop na pewno by dał radę;
  5. Dekoracja - na półki opasać parę tomów albo wisząca. Może jako trzyma firanki?;
  6. Naszyjnik - zarzucasz i ruszasz na miasto;
Tak obecnie prezentuje się moja lista. Jeszcze pewnie coś mi przyjdzie do głowy :) A może wy macie jakieś pomysły? :)


Tandem idealny: przepasko sowa i naszyjnik :P


Następny gadżet, który przyda się każdemu książkoholikowi. Powiecie pewnie, że ja ktoś kocha książki to poniższego ustrojstwa pełno. Fakt, ale nigdy za wiele! Mam swoje sekretne zapasy. Poza tym mimo, że plastikowe są droższe to jednak wole je od papierowych. I tak mam oba typy :P Zakładki z EB są także unikatowe pod względem "futerału", w którym się znajdują. Wrzucam do torby i nie boje się, że stracę cały zapas. 


Teraz całość razem :)




Moja ocena

Mój pierwszy box i jestem zadowolona :) Ok, skłamałam. Miałam jeszcze wersję świąteczną, która była średnia. Tak, wiedziałam wcześniej co będzie, mimo to nie powaliła mnie na kolana.
Lutowy box uważam za naprawdę dobry. Jest coś dla każdego. Żałuje, że nie ma kubeczka, ale był w poprzedniej na który się nie załapałam.
Podczas kupowania box'ów wszelkiego rodzaju mam jeden wyznacznik - Czy czuję, że wyrzuciłam pieniądze w błoto? Nie! Zdecydowanie tutaj tego nie ma.
Ktoś może powiedzieć, że aż tak się nie opłaca. Może i tak, bo pudło stoi po 47 zł plus przesyłka, a samą książkę można kupić poniżej 30 zł, ale nie o to tu chodzi.
Dla mnie całe przesłanie takiego przedsięwzięcia to zaskoczenie i niespodzianka. Mimo, że ja ją zawsze trochę wybadam i tak czekam
z niecierpliwością jak wygląda reszta :)
Tutaj tez tak było :)
Epikusie daj Wam porządne 6 na 6 i czekam na następne pudełko, które jak Bóg da i partia pozwoli - kupię! :)

High wing sowixy :) :*
Czytaj dalej »