środa, 25 stycznia 2017

Sowie opowieści #34 Louise O'Neill - Sama się prosiła


Każda historia ma swój początek i koniec... Tak zawsze myślałam, lecz Louise O'Neill otworzyła mi oczy i popukała palcem w czoło. „Sama się prosiła” porusza bardzo ciężką tematykę, ale spotykaną w dzisiejszych czasach. Muszę przyznać, że historia wstrząsnęła mną oraz nie pozwoliła zapomnieć o sobie przez wiele dni. Nie wiem czy kiedykolwiek o nie zapomnę. Najważniejszym pytaniem jest: Czy ja na pewno chcę zapomnieć? Nie. Dlaczego? Zaraz się wszystko wyjaśni. Zapraszam na recenzję kolejnej, poruszającej książki ze stajni Feeria Young. „Sama się prosiła” aż krzyczy o czytelniczą uwagę.

Zrywając się z krzesła, zrzucam na podłogę piórnik Josephine. Udaję, ze nie słyszę, jak piszczy oburzona. Sama może go podnieść, głupia suka.


Fabuła

Emma O'Donovan jest piękna, bystra, popularna i większość dziewczyn chce być jak ona. Jedna królowa, która ma pomocnice na każde zawołanie. Całość uzupełnia wielkie grono przyjaciół. Przed Państwem życie jak z bajki. Do czasu. Po jednej z imprez, rodzice Emmy znajdują ją na ganku domu. Dziewczyna jest poturbowana, poparzona, brudna i nic nie pamięta. Nikt nie odpisuje na smsy, ani nie odbiera telefonu. Emma nie wie co się dzieje. Prawda uderza niespodziewanie. Dziewczyna odkrywa w Internecie zdjęcia z zapomnianego wieczoru. Fotografie umieszczone na specjalnie utworzonej grupie na Facebooku. Nikt nie powinien ich widzieć. Są okropne, upokarzające, obnażające i zmieniają życie głównej bohaterki w piekło. Jak Emma poradzi sobie w nowej sytuacji? Czy będzie umiała się podnieść po takim upokorzeniu?




Moim zdaniem

Wstrząsająca historia, która poruszyła moim światem oraz nerwami. Dawno się tak nie frustrowałam przy książce. I nie dlatego, że jest zła. Wręcz przeciwnie, kocham ją. Problem jest z czynnikiem ludzkim opisanym na stronach. Jakby zebrać największe, nastoletnie gnidy ze świata rzeczywistego i upchnąć je między literami. Niby się nie da, ale Louise O'Neill dokonała tego cudu.

Autorka stworzyła kreację głównej bohaterki, w sposób tak niezwykły, że nie wiem jak do końca to sklasyfikować. Nie jest osobą, którą się z marszu lubi. Ma swoje wzloty i upadki, ale jej historia jest do cna prawdziwa. Zdecydowanie to osoba, przy której nie da się przejść obojętnie. Autorka bardzo dobrze pokazała świat młodzieży. Mroczną odsłonę, która potrafi zszokować i jednocześnie zadziwić. Niejednokrotnie zadawałam sobie pytanie: tak jest naprawdę? Nie ma tu przesłodzonych schematów
o pierwszej miłości. Realizm uderza na każdym kroku. Reszta bohaterów stworzona jest idealnie. Każdy detal jest istotny. Książka skupia się na sytuacji Emmy, ale reszta postaci nie jest pomijana. Ich losy i zachowania tworzą spójną całość.

Książka, niejednokrotnie, daje powody do zadumy. Autorka sięga po najcięższe tematy i bardzo dobrze je opisuje. Porusza kwestie gwałtu, akceptacji, odrzucenia oraz więzi międzyludzkich. Emma, przez jeden wieczór, traci swoje życie. To, w którym czuła się dobrze i znała.
O sytuację obwinia siebie. Dzięki takiemu zabiegowi, możemy zobaczyć jak działa schemat traumy oraz wpływ otoczenia. Zdaję sobie sprawę, że przez nierozważne działania, główna bohaterka, znalazła się w chaosie. Jednak wina, tak naprawdę nie leży po jej stronie. Nie powinna obwiniać się za działania innych osób. Rys psychologiczny Emmy jest wyraźny oraz pozwala zrozumieć targające nią emocje. Trudna sprawa, pozwala czytelnikowi „wejść” w uczucia bohaterki.

Nie jest to książka powodująca depresje. Nazwałabym ją raczej traumatyczną. Do bólu szczera opowieść. W wielu momentach wręcz brutalna i jeżąca włos na głowie. Autorka przedstawiła schemat zastraszania we wszystkich możliwych etapach. Jak zmienia się postrzeganie sytuacji, poprzez wpływ otoczenia. Kiedy nawet osoby najbliższe, nie wierzą w wersję wydarzeń. Pierwsze co się rzuca w oczy podczas czytania, to marazm dzisiejszego społeczeństwa. Ciągłe dążenie do perfekcji, przez co przyjmowane są maski. Ciągła gra, aby zadowolić obserwatorów. Najgorzej kiedy własna rodzina zmusza do ukrywania prawdy o sobie.  




Odwracam się w stronę taty, żeby go przeprosić, pocieszyć albo już sama nie wiem po co. Ale on na mnie nie patrzy. Po prostu stoi tam, przygarbiony, ze wzrokiem wbitym w czubki własnych butów. 


Nie mogłam się nadziwić, że gwałt może być powszechnie akceptowalny. Słyszałam o wielu takich sytuacjach, ale ciągle wprowadza mnie to w konsternacje. Nie ma znaczenia, czy osoba wykorzystana seksualnie, jest pijana czy nie. Przepraszam,
w sumie ma, jeśli jest nieprzytomna i niezdolna do podejmowania żadnych decyzji. Nie można wykorzystywać drugiego człowieka pod żadnym pozorem. Tak się po prostu nie robi. Na przykładzie „Sama się prosiła” widać wpływ popularności na odpuszczenie win. Gwiazdom piłki nożna, koszykówki...itp więcej jest odpuszczane, ponieważ ważny jest image. Treść ukazuje, że społeczeństwu lepiej jest odwracać oczy. Coś, co jest niewygodne, najlepiej zakopać albo stwierdzić, że jest fałszem. Prawda boli najmocniej, i gdy nie jest ubrana w ładne ciuszki, odstrasza.

Okładka jest odzwierciedleniem wnętrza. Widać na niej brutalną prawdę. Piękne oblicze i ból w oczach. Skrywanie urazu, który zjada od środka. Główna bohaterka zachowuje się tak samo. Stara się tworzyć pozory, że radzi sobie coraz lepiej. W środku jest jedną, wielką paniką. Dzięki temu, że czytelnik ma wgląd do jej myśli, zna całą transformacje i burzę która kryje się w środku.

Książka dzieje się na przestrzeni dłuższego okresu. Louis O'neill pokazała świat Emmy przed gwałtem i jeszcze długo po. Minął rok od wydarzeń, a główna bohaterka nie potrafi się odnaleźć. Dawne przyjaciółki próbują nawiązać kontakt, lecz na próżno. Pokazany jest tu ciekawy mechanizm. Jak przyjaźń potrafi być krucha. Jedno potknięcie potrafi zerwać najsilniejsze więzi. Przyjaciółki nawet nie wysłuchały co Emma ma do powiedzenia. Oceniły ją przez pryzmat zdjęci i niosącej się famy.

Zakończenie książki jest zaskakujące. Przynajmniej w moim odbiorze. Dużo osób może poczuć się oszukanych. Nie ma happy endu oraz latających jednorożców na tęczy. Autorka sama stwierdziła, że może się nie spodobać, ale takie właśnie miało być. Nauczyć i pokazać, że życie nie jest bajką, a karma nie zawsze wraca. Ucząc się na błędach Emmy, możemy nie dopuścić do smutnej sytuacji. Nauka na potknięciach innych ludzi – takie odbieram przesłanie całości.  






Autorka wpada do kanonu moich ulubionych. Potrzebuje czasem realizmu, który wyciągnie mnie
z cudownych zakończeń i słodkich czytadełek. Klimat trzeba zmieniać, a jej książki są do tego idealne. Styl pisania jest lekki i konkretny, przez co przekaz jasny, a powieść czyta się szybko. Autorka potrafi wykreować trudny temat tak, że książki nie ma ochoty się odkładać na półkę. Kiedyś uciekałam od mroku. Teraz wiem, że jeśli książka jest dobrze napisana, to nawet najgorszą prawdę da się przeczytać. Ciekawostką jest to, że nareszcie fabuła nie jest osadzona w U.S.A. Dzieje się w Irlandii.

Podsumowując, wiem, ze chce więcej, częściej i teraz. Uważam, że jest to książka dla każdego. Starsi czytelnicy poznają historie, która może wstrząsnąć ich światopoglądem. Jeśli mają dzieci, jest to swoista przestroga. Dla młodzieży – jasny przekaz. Bawić się z umiarem i nie wierzyć we wszystko co się widzi/słyszy. Trzeba mieć własny rozum oraz nim się kierować. Żadna impreza nie jest warta późniejszego wstydu. Ludzie potrafią bardzo szybko przykleić komuś krzywdzącą łatkę. Wiem, że chce więcej takich książek. Otwierają oczy i rzucają prawdę prosto w twarz. Człowiek wybudza się ze słodkiego snu, odkrywa prawdę. Nie wszystko jest takie kolorowe jakby się mogło wydawać.  


Moja ocena: 6/6

Za możliwość recenzji dziękuję Wydawnictwu Feeria Young :) :*.

A Wy lubicie takie dzieła? Dajcie znać sowixy :).





Czytaj dalej »

wtorek, 24 stycznia 2017

Sowie opowieści #33 Kasie West - P.S. I like you


Książki o miłości młodzieńczej nigdy się nie nudzą. Jest taka świeża, niewinna i przełamuje bariery. Często mylona ze zwykły zauroczeniem. Kasie West potrafi idealnie oddać klimat licealnych potyczek,waśni, miłości oraz przyjaźni. Jej książki są pełne ciepła. Porusza aspekty, z którymi nastolatki muszą borykać się codziennie. Zapraszam Cię na recenzje najnowszej książki „P.S. I like you”.


Przez chwilę nie mogłam jeszcze uwierzyć, że napisałam coś takiego do kompletnie nieznanej mi osoby. Zastanawiałam się nawet, czy nie zrezygnować z ponownego złożenia tej kartki i umieszczenia jej pod stolikiem



Fabuła

Lily jest zwariowaną nastolatką. Outsiderka, która nie podąża za tłumem. Wyznacza swoje własne kanony, a nieśmiałość ukrywa za sarkazmem. Podczas nudnej lekcji chemii zapisuje na ławce fragment piosenki ukochanego zespołu. Następnego dnia odkrywa, że ktoś dopisał dalszą część! Radość, niedowierzanie
i początek korespondencji, która może zmienić życie. Ławkowi towarzysze, z biegiem czasu, rozmawiają
o wszystkim oraz zaczynają się sobie zwierzać. Kto jest tajemniczą osobą? Czy Lily odkryje z kim pisze,
a może będzie się za bardzo bała?
Pełna ciepła i zwariowanych momentów książka, która nie pozwala się od siebie oderwać. Pozory mogą zwodzić, a prawda wyzwala.




Moim zdaniem

Oooo tak. Właśnie wykonałam mały taniec radości. Tak właśnie czuję się po przeczytaniu najnowszej powieści Kasie West. Tego mi było trzeba. Na wstępie napiszę, że jest to moja pierwsza książka autorki. Mam „Chłopaka z sąsiedztwa” na półce, a na „Chłopaka na zastępstwo” nadal poluję. Już wiem, że na pewno muszę zdobyć. Ok, wiedziałam wcześniej, ale teraz się utwierdziłam. Kasie West pisze w stylu, który wprost ubóstwiam. Lekko i przyjemnie. Młodzieżówka na najwyższym poziomie. Potrafi rozkręcić cudowny klimat, przez który nie ma się ochoty odłożyć książki nawet na chwilę. I mówię tu serio. Zawładnęła mną do tego stopnia, że siedziałam do 3:30, a wstaję do pracy ok. 5:45. Nie mogłam jej odłożyć. Najlepsze jest to, że dała mi następnego dnia mega powera. Cały czas analizowałam co się działo albo jak mogą potoczyć się dalsze losy Lily.

Autorka przypomniała mi stare dobre czasy, kiedy to z wypiekami na twarzy czytałam książki o nastoletniej miłości. Mimo, że stuknie mi w tym roku magiczna cyfra z trójką, to nadal lubię wracać to młodzieżowych tytułów. Wiem także, że przeczytam wszystko co Kasie West wyda. Nie będę potrafiła inaczej. Przyczyn jest parę.

Na pewno z powodu kreacji bohaterów. Każdy jest starannie przemyślany i nie ma tutaj mowy o żadnej pomyłce. Główna bohaterka, to osoba, z którą na pewno znalazłabym nić porozumienia. Ma swoje marzenia i cele. Nie napiszę, że się nie przejmuje, bo każdy to robi, ale wyznacza swoje własne ścieżki. Nie idzie tam, gdzie jej karzą. Najlepsza przyjaciółka Isabel, to podpora. Rozumie Lily i zawsze stara się jej pomóc. Czasem aż za bardzo.


Wpatrywałam się w Einsteina na suficie u Isabel, bo na nią wolałam nie patrzeć. Już lepiej, żeby osądzał mnie Einstein.


Na uwagę zasługuje wesoła gromada, którą jest rodziną głównej bohaterki. Starsza siostra, niby taka oddalona, ale widać, że kocha Lily. Młodsi bracia, to wulkan energii i... kłopotów. Rodzice są nietuzinkowi. Wiem, że artystyczne dusze tak mają. Główna bohaterka nazywa ich bałaganem, a ja wielką miłością.

Nie, nie powiem wam kto jest tajemniczą, korespondującą osobą. Wiem, że na to czekacie. Nie mogę, zepsułoby to całą zabawę. Nie wiem czy tylko ja tak mam, ale bardzo szybko odkryłam kto to jest. Ekscytacja, przy oczekiwaniu na następne listy, wcale nie zmalała. Mimo, że spodziewałam się rozwoju zdarzeń, to niecierpliwie czekałam co się stanie za chwilę. Mam dziwne wrażenie, że zabieg był celowy, a autorka chciała dać nam poczucie, jacy my to jesteśmy domyślni. Hmm... sprawa do przemyślenia, niemniej wiem, że żadne przewidywania nie zepsują czytania. Tak naprawdę, nic nie może zepsuć wrażeń podczas odkrywania przygód Lily. Ok, chyba że ktoś buchnie nam książkę. Wtedy trzeba zrobić śledztwo i dorwać gnidę.

Świat Lily jest jak jajko niespodzianka, nie wiesz co się za chwile wydarzy. Do tego ciepły, pełen barw i ludzkich emocji. Lily pokazuje, że można mieć dobrą minę, do złej gry. Nie zawsze, kiedy idziemy innym torem, nie znaczy, że się człowiek nie przejmuje. Mam dokładnie tak samo. Fasada jest nienaruszona, ale środek czasem skacze od emocji. Ludzie tylko czekają na odrobinę zawahania. Wtedy ruszają jak rekiny w poszukiwaniu świeżej krwi.

Jestem po prostu zachwycona. Co jest wyjątkowego? Magia Kasie West. Niczym dobra wróżka potrafi zaczarować czytelnika i powiedzieć mu: tak, chcesz tego. Cudowna oprawa utartych szlagierów. To jest najlepsze: pomysł nie jest wcale oryginalny. Zlepek paru utartych schematów, jednak podany jest na nowym talerzu, w trochę inny sposób. Okraszenie wszystkiego sarkastycznym humorem, nadaje całości realizmu i nie wybija z przekazywanej bajki. Przez całą książkę, czuje się wieź z bohaterkom. Jakby to wszystko dotyczyło nas. Wchodzisz do środka powieści oraz tam sobie żyjesz. Jakie to uczucie? Cudowne! Lubię zatracać się bez reszty podczas czytania. Świat doczesny ukrywa się za kotarą, a ja siedzę oraz oddycham magicznym pyłkiem. Może i brzmię jak rasowy ćpun, ale trudno. Mój narkotyk, moje literki. 




Po przeczytaniu wiem, że zawsze zaufam autorce. Nie będzie to czas stracony, a wręcz przeciwnie. Nawet jak książka mnie nie zachwyci, to i tak będzie dobra. To jest taka pewność, która ma się w środku. Migocząca lampka mówiąca: ona tego na pewno nie spie.... Całość nakreślonego świata skłania do refleksji. Nie takich nad sensem życia
i równaniami, ale postępowaniem. A już szczególnie na temat oceny innych ludzi. Powiedzmy sobie szczerze: czy kiedyś kogoś oceniłeś/łaś pochopnie? Tylko nie kłamać. Wiem, że ciśnie się nie, ale prawda jest inna. Na pewno była w życiu osoba, która została przez was błędnie oceniona. Przyznaje, mi też się zdarzyło. Po czasie nawet nie wiem dlaczego tak się stało. Autorka pokazuje konsekwencje takiego zachowania. Jaki to ma wpływ i ile można stracić czasu przez własny osąd.


Polecam z całego serducha. Przyklepuje wszystkie łapki i mówię wam: młodzieżówka pierwsza klasa. Kiedyś rozczytywałam się w serii „Nie dla mamy, nie dla taty...”, a teraz rządzi Kasie West. Poproszę więcej, poproszę częściej i teraz. Już natychmiast. Jeśli interesują was lekkie lektury, które nie wymagają wielkiego kombinowania, jesteście w domu. Tu się wszystko samo toczy, a wy cieszycie się przejażdżką. Dajcie szansę „P.S. I like you” - żałuje się nieprzeczytanych książek. Nie możecie mieć tego na sumieniu. A na koniec mam takie głupie pytanie: Czy tylko mi się wydaje, że bohaterka, z tyłu książki, jest jakaś nieproporcjonalnie długa?




Moja ocena: 5/6


Polecam serdecznie. Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Feeria Young :*


Czytaj dalej »

sobota, 14 stycznia 2017

Przedpremierowo Sowie opowieści #32 Veronica Roth - Naznaczeni śmiercią



Zwaśnione rody i dzieci, które nie mają wpływu na swój los. Tak zagmatwane są życia w „Romeo i Julii”. Wątek ten, jest często wykorzystywany przez pisarzy. Nie inaczej było z Veronicą Roth, która w nowej powieści, postanowiła pójść w trochę innym kierunku niż dotychczas.

I wyszedł. Miał rację: wiedziałam, zawsze wiedziałam. Chciał by wszyscy wiedzieli, że cienie wędrujące pod moją skórą potrafią nie tylko zadawać ból. Że potrafią także zabijać. Od teraz miałam być nie tylko Biczem Ryzeka. Nadszedł czas awansu na Kata Ryzeka. 


Fabuła 

Walka i krew, pot oraz łzy. Tak można pokrótce odwzorować spotkania dwóch walczących ze sobą rodów. Kiedy Shotet spotyka się Thuvhe - trup ściele się gęsto. Nie ma innej opcji. Żyją na jednej planecie, w jednej galaktyce, ale od wielu lat prowadzą między sobą wojnę. Cyra jest córką władcy Shotet, a Akos – synem z Thuvhe. Wielkim zrządzeniem losu spotykają się. Początkowa niechęć przeradza się w wzajemne zrozumienie oraz pomoc. Kiełkujące uczucie, przebija przez ich pancerze, które wyhodowali przez lata. Tylko czy w tak brutalnym świecie, ich miłość ma rację bytu? Czy będą umieli zawalczyć o siebie nawzajem, czy zły los rozdzieli ich na zawsze?  


Moim zdaniem

Veronicę Roth zna już chyba każdy. Podbiła rynek swoją serią Niezgodna, która ukazała się w trzech tomach. Przyznaje się, bez bicia, że nie nie przeczytałam wszystkich. Trochę inaczej jest z ekranizacjami, ponieważ te mam na bieżąco. Nie to, że pałam jakąś wielką miłością, ale chętnie obejrzę. Są lepsze i gorsze momenty. Jak to z super seriami bywa, każdy fan czekał na informację o nowej książce swojej ulubionej autorki. Nie powiem, żebym nie spała po nocach w oczekiwaniu. Fajnie będzie zapoznać się, ale nie jest to must have. Nie ukrywam, seria Niezgodna wyszła
w takim momencie, że odebrałam ją jako literaturę wtórną, które trąca starym kotletem. Wiele scen nie zaskakiwało, mimo że całość jest przyjemna w odbiorze. Solennie kibicuje pół-rodacze i mam nadzieję, że osiągnie wszystko co najlepsze. Zresztą liczby nie kłamią. Jest fenomenem. Może to po prostu ja miałam przesyt, w tamtym okresie, konkretnego gatunku.

Cały czas byłam przekonana, że nowa książka Veronicy wyjdzie nakładem Ambera. A tu taka niespodzianka! Moje ukochane wydawnictwo pokusiło się o takie zaskoczenie. Ale od początku. Już od samego początku grudnia, słyszałam, że wydawnictwo Jaguar chce nas zaskoczyć styczniową nowością. Czekałam i czekałam. Czułam, że jeśli moje najlepsze wydawnictwo tak pisze, to będzie to super petarda. I stało się! Poznałam tytuł, zobaczyłam okładkę oraz... przepadłam. Szybko ustawiłam się po egzemplarz przedpremierowy. Nie było innej opcji! I tak to się stało, że dzisiaj przekazuje wam recenzję tego cudeńka. Bo jest to niezwykłe dzieło.


Pragnął jej. Pragnął przesunąć palcami po jej ostrych kościach policzkowych. Pragnął spróbować smaku zgrabnego znamienia na szyi, poczuć jej oddech na swoich ustach, owinąć jej włosy wokół palców, aż nie będzie mógł ich uwolnić.  

Mamy świat zwaśniony, mroczny, ciemny i rządzony przez chłopaczka, który boi się swojego losu. Ryzek, brat Cyry, udaje twardziela na zewnątrz, a w środku trzęsie się jak osika. Czy los się spełni, a on zginie śmiercią niechybną? Lud Shotet żyje w ciągłym strachu. Nie wiedzą co może stać się za chwilę. Cyra ma dar wyjątkowy, który chętnie by komuś oddała. Najmniejszy jej dotyk sprawia ból. Doprowadza do utraty zmysłów, a ofiara błaga o śmierć. Najpierw była narzędziem w rękach ojca, a teraz stała się marionetką brata. Akos, jako jeden z nielicznych pomaga jej w cierpieniach. Odcina działanie nieubłaganego nurtu. Jego dotyk jest ukojeniem. Buntownicza natury Cyry
i determinacja Akosa, powodują, że bohaterowie stają się sobie bliżsi. Walka z uczuciem jest zaledwie tchnieniem książki, lecz wprowadza niezdrową ciekawość. Strasznie im kibicuje.

Książka, jest dla mnie petardą wśród ostatnio czytanych. Taki orzeźwiający oddech, po długiej zimnie. Naprawdę nie spodziewałam się, że książka Pani Roth, wywoła u mnie niezdrową fascynację. Powód jest prosty: idealne wyważenie wątków. Nie ma czegoś za dużo albo za mało. Ok, moja dusza romantyczki, chciałaby więcej scen relacji Cyry i Akosa. Wiem jednak, że takie podejście do tematu jest zdrowe, ponieważ wzbudza fascynację oraz niedosyt. Nie przeładowuje książki zbędnym mydleniem oczu. Autorka idealnie pokazała rodzące się, zakazane uczucie. Sami bohaterowie z nim walczą i nie potrafią określić.
Z czasem zauważają zachodzące w nich zmiany.

Najbardziej żal mi głównej bohaterki. Przyjazna i otwarta, musiała zamknąć swoje uczucia przez nurt. Wszyscy się jej boją, a jest to bardzo silne uczucie. Nie podoba mi się, że jest narzędziem w rękach despoty. Nie liczy się z jej uczuciami. Cel jest najważniejszy, a nie to co jego siostra straci przez takie działania. Dlatego Cyra walczy na swój własny sposób. Uczy się języków, szkoli się w walce, próbuje osiągnąć jak najwięcej. Jest to swoisty objaw buntu oraz nadzieja na wolność. 

Akos i jego brat Eijeh zostali brutalnie wyrwani ze swojego świata. Ich naród, Thuve, jest pokojowo nastawiony. Wrzuceni do nowej rzeczywistości musieli zmienić patrzenie na świat. Akos nauczył się nienawidzić tego, co mu się nie podoba. Autorka bardzo dobrze pokazała wpływ nowego środowiska, na zmianę charakteru. Jak nowe otoczenie wpływa na zachowanie. Dzięki rodzącemu się uczuciu do Cyry, poznał jak to jest walczyć za coś więcej, niż tylko swoja rodzinę. Na początku chciał ją wykorzystać do ucieczki, z czasem jednak zobaczył, że nie każdy z Shotet jest taki zły. Zaufanie to ciężka sztuka. Czy Cyra i Akos zbudują nić porozumienia, aby wyrwać się spod władczych macek Ryzeka?
Uważam, że „Naznaczeni śmiercią” to dobra, lecz ciężka lektura. Od samego początku czułam się zagubiona. Dlaczego? Przez mnogość informacji. Dawno nie musiałam przyswajać tyle dziwnych nazw
i sformułowań. Czułam się jak dziecko we mgle. Gdy już myślałam, że opanowałam sztukę poruszania się po świecie Cyry i Akosa, za chwile wchodziłam na minę. Za dużo kombinowania. Zawsze wiedziałam, że autorka ma bogatą wyobraźnię, ale tutaj przedobrzyła. Nazwy są obco brzmiące i ciężkie do zapamiętania. Nawet metoda skojarzeń nic nie daje. Za dużo światów, za dużo kombinowania. I nie licz, drogi czytelniku, że im dalej w las, tym łatwiej. Trzeba po prostu pogodzić się, że książka ma taki urok. Jeśli przymkniesz oko na ten aspekt, gwarantuje, że dalsza droga będzie cudowna. Książka jest warta wysiłku, o jest!

Nie mogłam się oderwać. Międzygalaktyczne podróże nie są moimi ulubionymi, ale tym razem wsiąknęłam jak woda w gąbkę. Autorka idealnie bawi się uczuciami. Kiedy potrzeba to je łagodzi, by za chwilę podkręcić licznik na maksa. Nie myślałam, że tak się wczuję! Najbardziej reagowałam na wątki dotyczące Cyry i Akosa. Ryzek'a nienawidzę tak bardzo, że sama wydrapałabym mu oczy. Veronica Roth niejednokrotnie wywiodła mnie w pole. Gdy już myślałam, że znam dalsze losy książki, ona obracała fabułę o 180 stopni. To jest takie piękne. Kiedy treść zaskakuje czytelnika. Na początku byłam zbulwersowana, bo jak to tak! Za chwilę jednak stwierdzałam, że co to za zabawa, kiedy wiesz jak fabuła się potoczy. Ukłony dla twórcy, za pokazanie prawdziwego talentu pisarskiego. Przysięgam – dawno tak nie czekałam na nowy tom! Mam nadzieję, że Jaguarki zaraz nam go zaserwują.  

Chęć, by umyć ręce zmieniła się w niecierpiącą zwłoki konieczność. Podeszła do zlewu. Leżał na na nim kawałek mydła domowej roboty, zatopionymi w środku płatkami czystnika. 


Żeby nie było taki idealnie, muszę wspomnieć także
o minusach. Natłok informacji. Za dużo dziwnych nazw, za dużo światów. Innym minusem jest dłużyzna scen. Opis nurtu, czy odwiedzanych światów – usypia. Nie wnosi nic znaczącego do fabuły, a potrafi nudzić gorzej niż Tolkien. Innym ujemnym aspektem są uczucia. Ja wiem, że rodzinna planeta Cyry, to dranie i zimnokrwiste bydlaki, ale bez przesady. Bliska osoba umiera, a tutaj nie ma opisu żałoby. Nawet najgorszy bydlak potrafi pokazać uczucia. Takie sceny są nierealne i wywołują lawinę myśli. Dlaczego autorka tworzy aż tak duży kontrast. Niepotrzebnie w moim odczuciu.

W całej książce, najbardziej polubiłam Cyrę. Przeszła piekło w swoim życiu. Kiedy miała 10 lat, zabiła człowieka na rozkaz ojca. Jej nurt uaktywnił się przez samolubne pobudki brata. Kiedy ma się taką rodzinę, nie potrzebni są wrogowie. Mimo, że przeszła wiele, wcale nie oczekuje współczucia. Wręcz przeciwnie, przez lata wyrobiła sobie twardą skórę oraz odseparowała od uczuć. Spotkanie z Akosem zmieniło wszystko. Możemy zobaczyć, jak dziewczyna, która straciła już nadzieję, odżywa na nowo. Ma nowy cel i uczucia. Tak strasznie jej kibicuje. Nauczyła się żyć z tak strasznym darem. Akos jest jej ukojeniem, jednak ona nie lubi go wykorzystywać. Swoim charakterem i podejściem, sprawiła że stał się jej przyjacielem. Nie oceniał jej, a wręcz przeciwnie – starał bronić. Z czasem odkrywają, że łączy ich wspólny cel.

Uwaga! Pojawiają się także bohaterowie drugoplanowi. Wow, wiem. Dawno nie spotkałam się, żeby było im poświęconej tyle uwagi. Poznajesz ich życie, zwyczaje, imiona, cechy i co chcą osiągnąć. Nie są potraktowani po macoszemu. Możesz się także z nimi utożsamiać. Swoista nowość, wśród książek skupiających się tylko na głównych bohaterach.

Zapomniałabym o jednym z trzech najważniejszych aspektów, który wręcz zmusza do sięgnięcia po książkę. Masz więc znaną autorkę, super wydawnictwo i.... okładkę! Jest piękna i na pewno nie da się jej nie zauważyć. Nie wiem czy ktokolwiek będzie potrafił się oprzeć.

Podsumowując: brać szybko i czytać! Nie wyobrażam sobie, żeby nie mieć na swoim koncie „Naznaczonych śmiercią”. Veronica Roth rozwija się pisarsko i zostawi cię z maksymalnym niedosytem. Jej warsztat zmienił się diametralnie. Oczywiście na korzyść. Niby w kwestiach międzygalaktycznych powiedziano już wszystko. Jednak nie! Autorka pokazała nową twarz, swoją i gatunku w którym pisze. Mam wielkiego kaca książkowego. Takiego, które dawno nie miałam. Polecam wszystkim. Przygody Cyry i Akosa są warte każdego czasu z nimi spędzonego.



Moja ocena: 5,5/6 ( za te przydługie sceny 0,5 punktu w dół)


Lubicie Veronice Roth i jej wyobraźnie? Koniecznie musicie sięgnąć po "Naznaczonych śmiercią". Za przedpremierowy egzemplarz dziękuję kochanemu Wydawnictwu Jaguar i niezastąpionej Agnieszce :)


Czytaj dalej »

piątek, 6 stycznia 2017

Sowie opowieści #31 Beata Worobiec - Nie dla Ciebie



Oj, oj – pomyślałam czytając opis. Chyba każdy z nas ma kolegę, przyjaciela lub po prostu znajomego, który potrafi zaczarować świat. Cioteczki wesoło się śmieją, kiedy z nimi rozmawia, a kobiety dają się omotać parom słodkimi słówkami i pięknym oczom. Tak już jest, to jest dar. Nie da się tego pokonać. Tylko, co się stanie, jak czarodziej, trafi na czarodziejkę, a najlepiej na dwie. Już nic nie będzie takie samo, kiedy czaruś straci głowę oraz zostanie oczarowany.


Fabuła

Niespotykane umiejętności Davida są znane i cenione. Nie każdy ma taki dar. Potrafi zmiękczyć najtwardszą babkę. Kokietuje oraz mami. Zwodzenie, to jego chleb powszedni. Zna wszystkie kobiece pragnienia, a zdobycie cię, to dla niego bułka z masłem. To nie jest grzeczny chłopiec z dobrego domu. Manipulant, który nie cofnie się przed niczym, aby zdobyć swoje. Gdy i jego uderzy strzała amora, poczuje jak to jest. Podwójne kuszenie. Teraz to nie on rozkłada karty. Dwie przebiegłe osoby, pokarzą mu jak to jest być jego zwierzyną.


Moim zdaniem

Polskie realia pełną parą. Lubię czytać książki, które osadzone są w naszym kraju, a jeszcze najlepiej
w moim mieście, ale nie będę pazerna. Kiedy czytam, zastanawiam się kogo to może spotkać. Jeszcze lepiej, jak jadę transportem publicznym. Miga mi ładna buzia, chochlik w oczach i szelmowski uśmiech. Czy to może być Dawid? Dwudziestosiedmioletni uwodziciel, który łamie serca kobiet, na prawo i lewo. Główny bohater spotyka się z dwoma kobietami jednocześnie. Jego ofiary to: spokojna i cicha Sonia oraz dynamiczna jak wulkan Dominika. Nie potrafi zdecydować się, którą kocha bardziej. Od razu pojawia się pytanie: czy można kochać dwie osoby tak samo? Podobno można... Każda daje mu coś innego w życiu. Dominika zapewnia adrenalinę, ciągły ruch, zabawę. Sonia z kolei daję stabilizację, spokojny byt oraz harmonię. Do jednej czuje coś więcej, jednak bez tej drugiej nie wyobraża sobie życia. Pewnie zadajesz sobie pytanie: jak można ciągnąć coś takiego? Właśnie nie można, tzn. w nieskończoność. Kiedyś sakiewka szczęścia się opróżnia i zostaje życie. Tylko czy Dawid zostanie sam, czy uda mu się wyprzedzić nieubłagany los? 

Masz tutaj do czynienia z obyczajówką, tak znowu zgrzeszyłam. Ta jest trochę inna, ma posmak erotyzmu. Taka kombinacja, która jest strawna oraz uspokaja żołądek. Fajny zabiegiem, jest wykorzystanie mężczyzny do roli pierwszoplanowej. Zazwyczaj, to kobiety są głównymi bohaterkami, które muszą radzić sobie z dzikimi i niezjednanymi meandrami uczuć. Relacje damsko-męskie nie są im obce. Tak samo jak wybór między dwoma facetami. Utarty szlak dwóch osobowości, nie razi, a zachęca do poznania – co wolą mężczyźni.
Oczywiście, działania Dawida nie dostają mojej aprobaty. Typowy samiec, który myśli tylko o swoich potrzebach oraz jak zrobić żeby to jemu było dobrze. Nie znoszę typowego troglodyty. Niemniej, ciekawie było poznać tok myślenia takiego typa. Wejść w głowę i pogmerać kombinerkami. Widać, ze autorka poświęciła sporo czasu, aby wejść w skórę głównego bohatera,
Fajnym zabiegiem jest zestawienie charakterów kandydatek do serca Dawida. Tak różne, a podobają się temu samemu mężczyźnie. Normalnie magia. Dziewczyny, które spotykamy na co dzień. Nie ma nic niezwykłego, a jednak ciekawie się czyta. Oczywiście, autorka nie omieszkała przedstawić plejady gwiazd w postaci innych, żeńskich typów. Do czynienia mamy z materialistką, puszczalska, co to za ładne słowa rozkłada nogi. Co z tego, że w domu czeka jej długoletni partner. Zazdrośnice, które warują jak pies, przy partnerze, też mają swoje pięć minut.
Odnoszę wrażenie, że autorka chciała pokazać jak najwięcej ludzkich charakterów. Ich skrajność, potęguje dodatkowo to odczucie. Do bólu szczera i prawdziwa - tak odbieram całą powieść. Nie podoba mi się mydlenia oczu ideałami. Negatywne emocje i opór są zdecydowanie wskazane. Za to wielki plus! Sceny erotyczne nie są niesmaczne, ani wulgarne. W dobrym tonie.
Już wiem – obrazowość. Autorka bardzo dobrze posługuje się słowem. Wszystko co opisuje, jest łatwe do wizualizacji. Np. wygląd, czy zachowanie bohaterów. Najbardziej lubię Dominikę, bo jest taka szalona
i pełna życia. Czerpie z życia garściami, a niepowodzenia przekuwa w zwycięstwo. Sonia zraziła mnie do siebie wielkim dystansem oraz chłodem. Jak taki słup soli, co to nie chce żeby do niego podchodzić. Nie wiem dlaczego tak mnie do siebie zraziła.
Nie ma lania wody i owijania w bawełnę. Akcja toczy się szybko oraz sprawnie. Po chwili jest się już na ostatniej stronie. Zakończenie mnie zaskoczyło. Bardzo mi się podoba, ponieważ idealnie odzwierciedla całość książki. Jej życiowość.

„Nie dla ciebie” wywołuje szereg emocji i daje mentalnego kopa, do zastanowienia się na swoim postępowaniem. Jest pełne pożądania, działania, wątpliwości i potrzeby bycia z kimś. Pokazuje największe lęki oraz co robimy żeby im uciec. Polecam, ponieważ jak na obyczajówkę, jest to koktajl Mołotowa, która pozostawia słodycz i gorycz jednocześnie.  


Moja ocena: 4,5/6



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Natalii i Magdzie oraz Wydawnictwu Novae Res

Czytaj dalej »

Sowie opowieści #30 Caren Lissner - Druga runda



Bycie w związku, czy bycie singlem jest bardziej pociągające. Wiadomo, każda sytuacja ma swoje plusy i minusy. Ja nie wyobrażam sobie być znowu singielką, ale... Może jednak umiem? Niezależność też jest fajna. Nie wybiegam
w przyszłość oraz staram się cieszyć tym co jest. Zakładanie, że nigdy nie będę sama – nie moja bajka. Wszystko się
w życiu może stać, a nastawienie realistyczne, to moja domena. Po przeczytaniu”Drugiej szansy” wiem, że bycie singlem nie musi być takie straszne, jakby się mogło wszystkim wydawać.

Fabuła

Niezliczona ilość pytań w głowie. Co on sobie pomyśli? Czy ja rzeczywiście dobrze w tym wyglądam? Czy to na pewno był dobry pomysł? A jak koleś okaże się świrem? To tylko parę pytań, które przewija się przez głowę głównej bohaterki. Gert jest singielką z odzysku. Powraca na rynek randkowania i szukania drugiej połowy jabłuszka. Tylko czy gra jest tak naprawdę warta świeczki? Niezliczone wątpliwości atakują z każdej strony. Jak można żyć na nowo po zakończeniu długoletniego związku? Jak odnaleźć się w nowej rzeczywistości, kiedy świat szedł do przodu? Może Nowy Jork jest gotowy na tak zmasowany atak amantów ubiegających się o kobiece względy. Pytanie tylko, czy Gert też będzie kiedyś gotowa albo co zrobić żeby być?


Moim zdaniem

Ja i obyczajówki jesteśmy jak pies z kotem. Czasem się kochamy, a często unikamy jak najgorsi wrogowie.
W przypadku „Drugiej rundy” zostałam przekonana nawet dobrymi recenzjami, ciekawym opisem i oczywiście moim ukochanym miastem.

Kiedy tylko mogę sięgam po książki, których akcja rozgrywa się w NY. Uwielbiam wracać wspomnieniami do tych miejsc oraz uliczek. Znowu poczuć pęd życia oraz chęć do działania. Niezapomniane miasto, które przysparza Gert wiele radości, ale także sporo zmartwień. Jej mąż zginał półtora roku temu, przed fabułą książki. Niespodziewanie została wdową. Teraz ma dwadzieścia dziewięć lat i wraca jako panna z odzysku. Tylko czy ona tak naprawdę tego chce? Nie jest łatwo szukać nowego partnera na życie, kiedy już się jednego miało. Z Mark'iem spędziła wiele szczęśliwych chwil. Autorka doskonale wplotła w fabułę przeszłość. Miesza się z teraźniejszością i pokazuje stare życie Gert. Jaka była ze zmarłym mężem, ich życie. Jest ich sporo oraz pozwalają przejrzeć całe spektrum: ich wzloty i upadki, smutki, jak i radości. Niejednokrotnie czułam gęsią skórkę na ciele.

Cały czas myślałam, że będzie to ciekawa i lekka powieść. Tak też było, ale to tylko jedno oblicze całej powieści. Jest to obyczajówka, która pokazuje miłości oraz oddania. Wesołe momenty, przeplatają się z tymi smutnymi i łapiącymi za serce.

Aby odnaleźć się w nowej rzeczywistości, przyjaciółki Gert wyciągają ją do baru. Mimo oporów, daje się namówić. Tam poznaje Todd'a i zaczyna iskrzyć. Maszynista pociągów przełamuje jej opory. Swoja sympatią przebija się przez twardą skorupkę, a Gert zgadza się na randkę.

Todd, można pomyśleć, że mężczyzna idealny. Wykreowany na normalnego mężczyznę, który potrafi być męski
i troskliwy jednocześnie. Bez jakiś dziwnych fanaberii oraz potrzeb. Podobał mi się jego sposób zachowania. Od razu wzbudza sympatię, a uśmiechy do książki leciały z mojej strony co chwilę. I takie przeciągłe: oooo jaaaaa.

Wielkim, wielkim i jeszcze raz wielkim plusem jest pokazanie panicznej próby zdobycia mężczyzny. Oczywiście nie przez główną bohaterkę, a przez jej przyjaciółki. Hallie i Erica, na siłę próbują zdobyć swoich wymarzonych mężczyzn. Jak można się spodziewać, przynosi to zdecydowanie odwrotny skutek. Desperacja działa bardzo zniechęcająco. Dlatego też, zawsze cieszyłam się stanem, w jakim jestem. Domena: nic na siłę, jest najlepsza. Dziewczyny jednak widzą to inaczej. Wolą się trzymać kurczowo swoich zasad, postanowień i dziwnych zwyczajów. Erica jest obsesyjnie zakochana w swoim byłym chłopaku i nie potrafi odpuścić. Hallie myśli, ze złote zasady utorują jej drogę szczęścia. Kojarzą mi się bardzo z postaciami drugoplanowymi z komedii romantycznej. Obsesja – to ich motto.

Dużym plusem jest wielowątkowość książki. Nie poznajemy tylko Gert, ale także osoby z jej otoczenia. Dobrze, to
i niedobrze, ponieważ przyjaciółki przyprawiały mnie o ból głowy swoja infantylności oraz sposobem bycia. Zazdrosne o każdy okruch szczęścia u kogoś innego. Halo! Może jakbyście nie były tak zapatrzone w siebie, to u was też by coś ruszyło. Przy fragmentach, kiedy to się mądrowały, miałam ochotę rozerwać książkę na pół. Hulk miażdżyć.

Realizm – jedno słowo, które opisuje całą „Drugą rundę”. Autorka stworzyła realny świat, który może się znajdować się gdziekolwiek. Jest to moja pierwsza książka, ale myślę, ze nie ostatnia. Nie wiem na ile pozwoli czas, ale jestem nastawiona optymistycznie. Chyba znalazłam autorkę obyczajówek, która nie wywołuje u mnie odruchów wymiotnych i panicznych dreszczy. Mimo, że akcja nie była szybka, to nie nudziłam się nawet przez chwilę.

Jako obyczajówkę, polecam z całego serducha. Jeśli nie lubisz irytujących postaci, to przyjaciółki głównej bohaterki przysporzą ci wielkiego bólu głowy. Niemniej, jest to powieść warta poznania.


Moja ocena: 5/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Natalii i Magdzie oraz Wydawnictwu Harper Collins


Czytaj dalej »

Sowie opowieści #29 Alice Clayton - Namiętna gra


A gdyby tak być kimś innym i odkrywać swoje powołanie na nowo? Taka tabula rasa. Czysta karta do zapisania. Bez pośpiechu oraz zbędnego rozwodzenia się. Nie ma tego co złe. Pytanie tylko, czy nie popełnisz wtedy tych samych błędów? Czy każdy z nas rozwija się, pamiętając o popełnionych uczynkach? Zapraszam na recenzję książki „Namiętna gra” Alice Clayton i perypetii zwariowanej, głównej bohaterki.  


Fabuła

Grace zaczyna wszystko od nowa. Nie chciała do końca tego, ale jej życie nie idzie tak, jak sobie zaplanowała. Kiedy po raz pierwszy pojawiła się w Los Angeles, marzyła o wielkiej karierze i uwielbieniu. Po porażce, uciekła z miasta, aby wylizać poniesione rany. Teraz wraca, starsza, mądrzejsza. Chce spełnić swoje marzenia i nikt nie może stanąć jej na przeszkodzie. Nikt nie odbierze jej tej chwili i pragnienia bycia aktorką. Ale czy na pewno?
Kiedy poznaje Jack'a Hamiltona, jej świat wywraca się do góry nogami. Gwiazda popularnego serialu trafia do jej serca. Czy publiczny romans pomoże jej, czy zaszkodzi? Jak zainteresowanie mediów, wpłynie na życie Grace Sheridan?


Moim zdaniem

O Alice Clayton słyszałam dużo. Jest to moja pierwsza jej powieść. Mam wrażenie, że ostatnio czytam tylko nowych autorów, ale to dobrze. Trzeba poznawać nieznane i otwierać się na nowe możliwości. Uwielbiam przygody zakręconych wariatek. Może dlatego, że jestem jedną z nich. Czy i tym razem bawiłam się świetnie, jak podczas czytania Dziennika BJ? Przekonaj się.

Trzydzieści trzy lata i powrót do Los Angeles. Wiek w górnej granicy. W show biznesie dominują młodziki, które dla sławy zrobią wszystko. Grace powraca i ma wiele samozaparcie. Chce wykorzystać drugą szansę, jaką dał jej los oraz najlepsza przyjaciółka. Holly zapewniła jej również dach na głową. Dziesięć lata temu „Miasto aniołów” skopało jej tyłek, czy tym razem będzie inaczej? Ognista Grace walczy jak lwica. Castingi, przesłuchania, rozmowy, zajmują cały jej dzień. Na przyjęciu przyjaciółki i zarazem agentki, poznaje bożyszcze tłumów Jack'a Hamiltona. 24-letni Brytyjczyk, który jest główną postacią serialu opartego na gazetowym opowiadaniu. On jest przystojny, o wiele młodszy, pociągający oraz zabawny,
a Grace zauroczona. Kilka chwil wystarcza, aby główni bohaterowie nie mogli się sobie oprzeć. Działające między nimi uczucie jest tak silne, że rozsądek idzie w zapomnienie. Ciągle dział tu prawo dziesiątek, ponieważ różnica wieku wynosi 10 lat. Ale co z tego? Miłość nie zna granic, a Jack namiesza Grace
w głowie oraz w sercu. W sumie to nie wiem gdzie bardziej. Wiem na pewno, że ich romans jest gorący oraz wart poznania. Od samego czytania czułam buchające ciepło. Książka dosłownie topiła mi się w palcach,
a to nie jest najlepsze. Nie można oderwać palców. 

Mimo wielu miejsc, gdzie wkurzała się infantylnością oraz spojrzenie małej dziewczynki, akcja wciąga. A co jest takim minusem. Typowo amerykańskie spojrzenie na piękne. Wymuskanie i ideały na każdym kroku.

Pierwszy tom The Redhead Series wywołał niemałe zamieszanie wśród kobiecej części społeczeństwa.
A dlaczego taka nazwa? Ponieważ główna bohaterka jest rudzielcem. Nie tylko z powodu koloru włosów. Jej temperament jest wypalający. Każda chciała dotknąć trochę wielkiego świata i poczuć namiętność. Dlatego czytamy erotyki. Są niby trochę prawdziwe, ale w dużej mierze nierealne. Najbardziej mnie wkurza perfekcjonizm. Nie można już pisać super powieści, o osobach realnych. Takich, które chodzą po ulicy. Chodzi mi teraz, głównie o wygląd. A nie, same 90/60/90 i bufory ZZ.
Książka, poza ogromną dawka erotyki, ma również wielkie pokłady humoru. Co chwilę wybuchałam śmiechem i nie mogłam się opanować. Jak naćpana surykatka, która nie może odstawić prochów. Od pierwszych stron czuć, że będzie się działo. Nie jest to humor pokroju Dziennika BJ, ale ma swój urok. Nie wiem dlaczego Grace jest porównywania do Bridget. Są zupełnie inne. Humor jest także inny. B, walczy ze swoimi słabościami i o lepsze jutro, a Grace po prostu cieszy się życiem. Nie wiem dlaczego czytelniczki są wprowadzane w błąd.

Bohaterowie nie są płaskim zlepkiem podobnych charakterów. Każdy ma coś, co przyciąga i wyróżnia. Podoba mi się, że Grace ma pazur, a nie tylko maślane oczka i miękkie serce. O kolanach nie mówiąc. Na pierwszym planie zawsze jest Grace i Jack, co spowodowało, że zabrakło mi innych osób. Np. bardzo chciałabym wiedzieć więcej o Holly, która skradła moją sympatię.
Styl pisania autorki jest lekki. Porusza tematy, które płynnie łączą się w całość. Książka, mimo paru zgrzytów, jest przyjemna w odbiorze. Dzięki lekkości, koniec pojawia się niespodziewanie, a my nie wiemy co dalej ze sobą począć. Ciężko jest wrócić ze słonecznego Los Angeles, do ponurej Polski. Książka nie wyczerpała mojej ciekawości, ale tak to jest z seriami.
Idealna powieść na długie i zimne wieczory. Sceny rozgrzewają, a wyobraźnia działa na wysokich obrotach. Nie wiem jak inni, ale ja nie mogę się doczekać, jak sięgnę po drugi tom. Jest to bardzo dobry erotyk, który nie tracą tandetą, ani obrzydzeniem. Wszystko jest odpowiednio stonowane i podane w ładny sposób.
Polecam, szczególnie paniom, które mają ochotę na trochę wrażeń, wiele śmiechu i pięknego pana. Nie ukrywajmy, mimo że sceny erotyczne są wyważone, to jest ich dużo. Fabuła przez to kuleje. Czasem mam wrażenie, że jest tylko dodatkiem. Nie jest to górnolotna powieść, lecz lekki przerywnik w zabieganym życiu. Panom zaś, aby nauczyli się paru trików, które na pewno przydadzą się im w życiu.

Moja ocena: 4/6
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Natalii i Magdzie oraz Wydawnictwu Pascal


Czytaj dalej »

czwartek, 5 stycznia 2017

Sowie opowieści #28 Haylie Pomroy - Dieta przyspieszająca odchudzanie




Kto z nas nie chciałby być wiecznie piękny, młody i jurny. Talia osy jest wskazana. Ok, może nie osy, ale szczupła sylwetka, która nie wywołuje w nas samych zniechęcenia. Brak zadyszki, ciągła energia oraz chęć do działania. Tak, ja bardzo poproszę. Ostatnio moje zdrowie się dość posypało. Brak stabilizacji życiowej, brak pracy, a co za tym idzie stres. Niby nic, a dupa rośnie. I tak też było u mnie. Wychodzę pomału na prostą, ale nie jest łatwo. Wyrządzone krzywdy się zgromadziły, trzeba je sukcesywnie rozbijać. Myślę, że dieta przyspieszająca metabolizm, połączona
z wcześniejszą, z książki „Dobre bakterie”, przyniesie zamierzony skutek. Przekonaj się, dlaczego wzrost metabolizmu jest taki dobry.

Fabuła

Pożywienie jako lekarstwo? Niemożliwe! A jednak... Pani Pomroy proponuje takie rozwiązanie, które przypadnie do gustu większości. Jest to metoda, dzięki której poradzisz sobie z otyłością, leczeniem chorób przewlekłych oraz ustabilizujesz przemianę materii. Nie ukrywajmy, zawsze to z nią są problemy. Jedni są szczypiorkami, a inni kulami śnieżnymi. Jest to dieta smaczna i przynosząca efekty. Nie ma mowy
o żadnych długich głodówkach, ani wielkich poświęceniach.



Jestem przekonana. Po pierwsze, dieta trwa 28 dni. Myślę, że każdy jest w stanie na ten czas wyrzucić coś ze swojego menu. A może, w takim sposób wyeliminuje coś złego z organizmu? Do tego, nie jest to jakaś tam pierwsza lepsza dieta wymyślona, żeby nabić sobie kieszenie. Haylie Pomroy przedstawia potwierdzoną medycznie metodę, która przynosi efekty.
A wszystko zaczęło się od owiec. Autorka ma wykształcenie rolnicze i chciała być weterynarzem. Odkrywać tajniki funkcjonowania zwierzęcych organizmów. I tak przygotowując się na studia, zrobiła staż z żywienia. Po tym już przepadła, wiedziała, że zgłębianie tajników odżywiania będzie jej konikiem.
Dlaczego książka mnie przekonuje? Ponieważ ona przeszła to co ja mam obecnie. Wie, jak to jest być zmęczoną, sfrustrowaną, bliską rezygnacji z walki o siebie. Mieć wszystkiego dość. Wie także, jak to jest gdy traci się wagę, a rany się zabliźniają. Ja też to wiem, tylko że potem wracam do stanu z wcześniej. Mam dość ciągłych powrotów.


Dieta trwa 28 dni i obejmuje 4 cykle po 3 fazy:
  • Pierwsza Faza trwa dwa dni. Jest to tak zwany czas na rozluźnienie stresu i uspokojenie nadnerczy,
  • Faza druga trwa także dwa dni. Odblokowuje zmagazynowane tłuszcze i buduje mięśnie,
  • Faza trzecia trwa trzy dni. Rozniecanie spalania. Hormony, serce i spalanie.
To jest jeden pełen tydzień. Całość trwa cztery. Autorka w bardzo obrazowy oraz przystępny sposób przedstawia swoje działania. Jej rady działają na wyobraźnie, a ty nie czujesz się, jakby ktoś ci na siłę wtłaczał magiczną wiedzę pięknego życia. Kiedy czytasz „Dietę..” masz wrażenie jakbyś rozmawiała z koleżanką. Przynajmniej ja tak miałam. Mówiła, co ją skłoniło do podjęcia działania i motywowała do ruszenia dupy oraz obrania metody cud – czas unieść dupę.



Prosto z mostu, przedstawione są zasady oraz produkty, których należy przestrzegać. Nie jest to jakaś wielka część książki. Podoba mi się, że wszystko jest podzielone sektorami. Najpierw trochę o metabolizmie. Potem o samej diecie, omówienie faz, zasad, podejściu. I przychodzi czas na działanie, czyli konkretne rozpisanie każdego tygodnia. Opis trzeciego tygodnia powala: „Jeśli myślisz, że teraz dobrze wyglądam...”. Na końcu mamy do czynienia jak radzić sobie z nowym, szybkim metabolizmem, przepisy na wszystkie dni oraz te dla zabieganych.
Książka ma wiele zalet. Oczywistą, jest spadek kilogramów. Podoba mi się zasada, że im więcej chce zrzucić, muszę więcej jeść. Nie wiem czy dam radę, bo mam obecnie zabiegany tryb życia, ale może się uda. Faza narzuca nam czego możemy jeść więcej, np. nie muszę rezygnować całkowicie z makaronu. Dla mnie jest to wielki plus. Dużo ciekawych przepisów i tabelki z potrawami. Można zmieniać posiłki w ramach danej fazy, a ostatni nie musi być wcale o 18. Obszerna lista zakupów.
Co najlepsze, niektóre zalety, to także wady. Największa jest niedostępność wielu produktów na naszym rynku. Trzeba szukać zamienników. Z pomocą przychodzą dziewczyny, które już utarły drogę w bojach. Na swoich blogach piszą co polecają, a czego nie. Jeśli zechcesz to wrzucę do nich linki. Kolejną wadą jest to, ze trzeba jeść wszystko i nie można opuszczać posiłków. Uważam, że w dzisiejszych czasach, jest to ciężkie do zrobienia. Nie można zamieniać posiłków między fazami. Oczywiście, trzeba przejść pełne 28 dni, ponieważ inaczej nie ma to sensu. Nie ma przerw, ani odstępstw. Jeśli zaniechasz, to idziesz od początku. Sporo czasu spędzisz w kuchni, a do tego 2 dni jesz praktycznie samo mięso.
I moja największa bolączka. Na czas trwania diety, wyrzucasz z jadłospisu: kawę, cukier, alkohol, nabiał, pszenicę, herbatę...i jeszcze parę innych. Do tego trzeba ćwiczyć, na co ja nie mam czasu oraz niestety warunków.
Moim zdaniem, dieta zapowiada się ciekawie, jednak nie jest bez poświeceń. Myślę, że dam radę wyrzec się paru produktów na 28 dni. A ty jak sądzisz? Moja koleżanka przeszła pełen cykl i jest zadowolona z efektów, czyli działa. Podobno przeprowadza się je co jakiś czas, a nie w trybie stałym. To dobrze, bo jest chociaż oddech dla kawy.
Książkę polecam, ponieważ jest napisana przez osobę, która tam była. Nie narzuca drakoński diet, a wręcz przeciwnie. Zmusza do jedzenia oraz zastanowienia się nad sobą.  





Moim zdaniem: 6/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Natalii i Magdzie oraz Wydawnictwu Burda


Czytaj dalej »