wtorek, 19 grudnia 2017

Sowie opowieści #56 Artur Urbanowicz - Grzesznik


Są takie powieści, które po prostu się czyta, odkłada i nic z tego nie zostaje. Kolejna, ulotna historia wylatująca z głowy zaraz po przeczytaniu. Wiem, że te powieści są też potrzebne, ale ja wole inne. Zostawiające rozpiernicz w mózgu i bardzo intensywnego kaca książkowego. Tytuł musi mną wstrząsnąć, rozbić mój świat na malutkie fragmenty, żebym musiała sama go poskładać. Takich tytułów chcę, oczekuje oraz tychże wypatruje.

I właśnie to dostaję, kiedy sięgam po książki Artura Urbanowicza. Myślałam, że nie może być lepiej niż w Gałęziste, ale Grzesznik to zupełnie inny level mocy. To coś trudnego do opisania, ale będę starała się oddać magię powieści. Moja książka 2017 roku. Arturze, znowu mnie zniszczyłeś...

Oczywiście, że zawsze znajdą się ludzie, którzy nie będą nas lubić. Ale ludzie wcale nie muszą nas lubić! Ważne, żeby się nas bali. To jest kluczowe.


Fabuła

Marek Suchy Suchocki jest gangsterem i to nie byle jakim. Boss suwalskich okolic. Każdy o nim słyszał, nikt mu nie poskoczy. Inaczej kara może być bardzo sroga. Wszystko się zmienia, kiedy powraca Gabriel Samiel Samielewicz. Wcześniej to on miał pod butem ziemie Suchego. Teraz chce je odzyskać. I tutaj zaczyna się cała zabawa. 

Marek z dnia na dzień traci wszystko. Najpierw zdrowie: zostaje zepchnięty ze schodów, ma poważny uraz głowy i tydzień leży w śpiączce. Reszta to równia pochyła. Traci swoich ludzi oraz wszystkie pieniądze. Ma dwie drogi wyjścia: praca dla Grzesznika lub śmierć. Ego głównego bohatera się buntuje, ale Samiel jest bardzo przekonywujący. Odczytuje każdy zamiar, myśl. Jest przebiegłym psychopatą, którego należy się bać. Strach wzrasta, kiedy Marek odkrywa u siebie nietypowe zdolności. Czy to przez wypadek? Jak postać ma poradzić sobie w nowej rzeczywistości?

Moim zdaniem
Ba dum tsy.... O wszyscy, którzy to czytacie i Ci na górze co wspieracie. Co to było? Jak to było? Gdzie? Co? Jak? Witajcie w moim świecie po przeczytaniu Grzesznika. Autentycznie myślałam, że Gałęziste zostawiło mnie z mindfuckiem na długi czas. Potem przychodzi sobie druga książka Artura Urbanowicza i... nic już nie jest takie samo.Powieść mnie zniszczyła. Artur Urbanowicz pokazał, że tak naprawdę nic nie wiem o czymkolwiek, a na pewno o przewidywaniu treści. Tam nic nie dało się brać za pewnik. Ba... Nawet sama końcówka sprawia, że ja naprawdę nie wiem co o tym sądzić. Jest taka niezamknięta. Jak się potoczą losy? Czy to jest dalej mara, a może rzeczywistość z nowym spektrum? 



Marek to brutalny mężczyzna, który nie przebiera w słowach. Dorobił się na gangsterce. Suwalszczyzna to jego teren. Pobicia, wymuszenia, kradzieże, pobieranie pieniędzy „za ochronę” to dla niego norma. Wspiera go grupa, która zabezpiecza tyły i pomaga w problemach. Ma żonę oraz dwójkę dzieci, ale nie przeszkadza mu to w przygodnych spotkaniach z kochanką. Bar o nazwie Beerma jest jego w miarę legalnym biznesem i jednocześnie przygrywką do innych działań. Główny bohater to bardzo pewny siebie człowiekiem. Uważa, że złapał Pana Boga za nogi, nic nie może zachwiać jego statusem. Do czasu kiedy wraca tytułowy Grzesznik. Wcześniejszy boss okolicy sukcesywnie zabiera Suchemu wszystko, co dla niego najcenniejsze. Wzbudza zaufanie oraz sprawia, że Marek zaczyna pracować dla niego.

Jest taka jedna mądrość ludowa: jeżeli co najmniej dwie osoby mają na coś inny pogląd niż ty, warto go zrewidować. Nie mówię, że zupełnie zmienić, ale chociaż przemyśleć.


Obaj mężczyźni są charyzmatyczni oraz pewni siebie. Główny bohater jest bardziej narwany. Łatwo można go wyprowadzić z równowagi. Często sadzi się do bójek. Grzesznik Samiel to osoba o dużym spokoju wewnętrznym. Wyzbył się wszelkich pokus, które mogłyby sprawić, że stałby się słaby. Nie dla niego alkohol, kobiety i inne używki. Potrafi w mig przejrzeć drugiego człowieka. Jakby czytał mu w myślach... Obie kreacje są bardzo dobrze nakreślone. Autor pokazał dwie, zupełnie inne osobowości. Różnica między nimi jest diametralna. 

W książce zaprezentowano ludzkie słabości. Jak pod wpływem konkretnych sytuacji, człowiek potrafi się dostosować i patrzeć na życie zupełnie inaczej. Bardzo przypadł mi do gustu ten motyw. Można odkryć wiele ciekawych rzeczy, nawet o sobie samym, poprzez reakcje na konkretne sytuacje. Dużo jest tu odniesień do moralności oraz wiary i religii. Wątki nie są nachalnie wciśnięte, raczej wplecione między serie wydarzeń. Dzięki takiemu zabiegowi, książka ukazuje drugi dno twórczości Artura Urbanowicza.

Najbardziej zaciekawiły mnie odniesienia do motywu hipokryzji. Głównemu bohaterowi nie przeszkadzały jego działania, jeśli jednak ktoś się tak samo zachował wobec niego – wpadał w szał. Stopniowo się to zmieniało, ale nie na tyle, żeby przedstawiło jego nowy światopogląd. Fakt - przeżyte sytuacje sprawiły, że spojrzał zupełnie inaczej na wiele aspektów, ale nadal pozostały stare ciągoty. 

Nie mogło również zabraknąć motywu opętania. Mam wrażenie, że paranormalne aspekty to stały punkt w twórczości autora. I bardzo dobrze. Pokazuje zupełnie inną stronę oklepanego wątku. Nie ukrywam, że jego wizja przypadła mi bardzo do gustu. Dlaczego? Ponieważ przeplata to wszystko z elementem tajemnicy oraz zaskoczenia czytelnika, kiedy odkrywa co się tak naprawdę dzieje. Było parę momentów, że normalnie aż zasysałam powietrze. Ale jak to? Przecież tak się dałam wyprowadzić w pole? Autor ma po prostu dar. Niektóre rzeczy da się przewidzieć, ale innych zdecydowanie nie. W Gałęzistym była na to większa szansa. Widać, że twórca się rozwija w temacie budowania napięcia. Tworzy coraz to nowe teorie. Aż strach się bać co będzie w następnej powieści...

Zauważyłeś, że w trakcie naszej edukacji uczy się nas mówić, pisać i czytać, ale w ogóle nie uczy się nas słuchać?


Grzesznik jest kryminałem, sensacją, powieścią grozy z paranormalnym wątkiem. Bardzo mocno bazuje na wierze, szczególnie chrześcijańskiej. Kuszenie oraz demoniczne siły są bardzo wyraźnie nakreślone. Autor dobrze ukazuje słabości ludzkiego charakteru. Naprawdę zmusza do myślenia i analizy własnego życia. Przynajmniej tak było w moim przypadku. Zastanowienie się nad dobrymi uczynkami. Czy tak naprawdę są one podyktowane empatią, a może przebijają przez nie egoistyczne pobudki?

Artur Urbanowicz pisze w sposób bardzo ciekawy, jednak opisowy. Jeśli nie lubicie dokładnego przytaczania – możecie mieć w pewnym momencie przesyt. Zauważyłam, że problem jest mniejszy, niż w przypadku Gałęziste. Poza tą jedną wadą, nie widzę żadnych innych. Twórca jest dla mnie jednym z najlepszych autorów takiego gatunku. Śmiem twierdzi, że najlepszy na rynku rodzimym. Nie da się oderwać od książki. Gdyby nie problemy ze sprzętem, lekturę skończyłabym jednym ciągiem. Historia jest z motywem paranormalnym, ale jednocześnie życiowa. Przedstawia prawdy, o których na co dzień zapominamy. Artur o nich sukcesywnie, krok po kroku, przypomina.

Ludzkie ciało to taki cudowny twór natury, że można je niszczyć i przyprawiać o nieznośny ból właściwie w nieskończoność. O ile robi się to oczywiście z odpowiednio długimi przerwami.


Uff... Z całego serducha polecam. Nie znam drugiego autora, który tak by wwiercił mi się w mózg. Może King, ale z trochę innego powodu. Twórca odczytuje moje lęki i za każdym razem przelewa je na papier. Arturze! Tak nie można. Niedługo się skończy skala srajtaśmy i co ja biedna pocznę? Przez twórcę nie staję tyłem do lustra, które wisi w przedpokoju. Ok, jest jedno, a nie cały korytarz, ale co tam. Strzeżonego... Podoba mi się również zabieg, który twórca zastosował na samym końcu. Odniósł się bezpośrednio do czytelnika i w prostych słowach zwrócił uwagę na niektóre elementy. Na pewno jeszcze raz przeczytam książkę. Nie potrafię już więcej napisać. Jestem przerażona, zachwycona oraz czekam na więcej. Wiem, po prostu wiem, że każda następna książka, będzie po prostu dobra. Ciemność już nigdy nie będzie taka sama. 


Ocena: 6/6 (czy ktoś miał wątpliwości?)

Za możliwość przeczytania e-booka dziękuję samemu autorowi, który chyba chce mnie wykończyć
Czytaj dalej »

poniedziałek, 27 listopada 2017

Sowie opowieści #55 Daniel O'Malley - Wieża [Przedpremierowo]



Są w życiu sytuacje, które potrafią zmienić jego bieg. Coś, co jest pewnikiem, nagle staje się zagadką. W takich momentach zadaję sobie pytanie: czy ja tak naprawdę wiem, co się wokół mnie dzieje? Przyjaciele stają się wrogami, a sprawianie ból to dla nich chleb powszedni. Czy cokolwiek jest pewne, skoro człowiek aż tak się pomylił? A co by się stało, jakby była szansa urodzić się na nowo. Nowy start, świeże spojrzenie. Sprawa komplikuje się, kiedy wracamy nie jako noworodek, a dorosła osoba, która ma moc i sporo na głowie. 

- Dlaczego przystojni faceci zawsze są gejami?- Ech - mruknęła Myfanwy. Albo wampirami.



Fabuła 

Myfanwy Thomas urodziła się na nowo, a raczej obudziła w obcym dla siebie ciele. Londyński park, to nie jest najlepsze miejsce na odpoczywanie. Szczególnie, że otaczają ją nieruchome ciała w lateksowych rękawiczkach. Co ona tu robi? Kim jest i dlaczego nic nie pamięta? Kobieta musi odkryć kim jest żeby przeżyć. 

Główna bohaterka ma dwa wyjścia: uciekać lub wcielić się w postać poprzedniego wcielenia. Jej poprzedniczka zostawiła szczegółowe instrukcje, notatki, plan działania. Wizje jej śmierci sprawiły, że miała dużo czasu na opracowanie planu. I tak opisała każdy aspekt swojego życia. Czy nowa Myfanwy idealnie ją zastąpi? Bycie Wieżą to bardzo odpowiedzialne stanowisku, na którym musi sobie radzić z paranormalnymi sytuacjami, byłą opiekunkę nawiedzającą ją podczas snu, Figurę o czterech ciałach czy też innymi, wysoko postawionymi ludźmi. Czy kobieta poradzi sobie wiedząc, że w organizacji jest morderca czyhający na jej życie? 

Przebiegłą palcami po płaszczach, i rażona nagła myślą, wsunęło dłoń do wewnętrznej kieszeni, Wyciągnęła dwie koperty, starannie napisane Do Ciebie i 2.


Moim zdaniem 

 Wielkie oczekiwania, górnolotne słowa i zachwyt – tak odebrałam pierwsza styczność z Wieżą. Ile to tam naobiecywano. Coś nowego, innego, nietuzinkowego. O'Malley sprawi, że wyskoczę ze skarpet. Przekonały mnie tak naprawdę dwa fakty: tematyka urban fantasy oraz Wydawnictwo. Tylko czy wyszło to na dobre? Zaraz się przekonacie. 

Jedno z najdziwniejszych imion książkowych. My..., Myfan...., Myfanwy. Ok, udało się. W mojej głowie, podczas czytania, przybierało zupełnie różne formy. Postać należy do grona, o których lubię czytać. Walczy o swoje kiedy trzeba i nie wpindala się bez potrzeby. Dba o własny interes. Nie jest strachliwą lalunią, ale też nie jest ze stali. Odważna, ale znająca umiar. Typ lubiący spokojne życie. Potrzebuje jednak czasem adrenaliny żeby dobrze funkcjonować. 

Bohaterów drugoplanowych jest dużo oraz nie ma sensu ich wszystkich opisywać. Najbardziej zwraca na siebie uwagę Figura. Jedna dusz, cztery ciała. Dla mnie było to nie do ogarnięcia. Jak cztery osoby mogą być kierowane jednym umysłem? A jednak... Figura jest brutalna i nie daje sobie w kaszę dmuchać. Niebezpieczna oraz nieprzewidywalna. Podczas czytania pałałam do Figury sympatią, ale za chwilę robiła coś takiego, że wyzywam w przestrzeń: dlaczego mi to robisz! Ja Cię lubię,a ty mi tu takie mordercze salta...

Fabuła jest nietuzinkowa. Poszczególne wątki były wykorzystane wcześniej w literaturze. Połączone w jedno tworzą świeży pomysł autorstwa Daniela O'Malleya. Przyznaje, że mnie uwiódł swoim stylem, ale nie po wsze czasy. Pisze rzeczowo, jakby plan w jego głowie właśnie się ujawniał. Mimo bogatego języka, nie spotkałam się z większymi zagadkami albo sformułowaniami wytrącającymi z rytmu. Całość jest logiczna. Oczywiście jeśli przeżyje się pomysł innej duszy w tym samym ciele. Nieoczekiwane zwroty akcji wprowadzają ruch do książki. Dzięki takiemu zabiegowi, nie nudziłam się cały czas podczas czytania. 

Najbardziej do powieści przyciąga tajemnica, którą chce się odkryć. Zagadka do rozwiązania. Jak to się stało, że totalnie różne dusze zamieszkały, po sobie, jedno ciała. Jest to naprawdę niezwykłe zjawisko. Podczas czytania próbowałam wyobrazić sobie jakbym się czuła na miejscu głównej bohaterki. Przyznaje szczerze, że na pewno nie ogarnęłabym się tak szybko jak ona. Cieszę się, iż zdecydowała się pozostać i próbować odkryć kto jest mordercą. Fragmenty, w których przeprowadza własną analizę są najlepsze. Na moich oczach odbywała się przemiana zagubionej kobiety w Wieżę, która wie czego chce. Powracające wspomnienia były realistycznie przedstawione, a nie wydumane na siłę. Cała droga głównej bohaterki jest osadzona w fikcji, ale takiej, która mogła zdarzyć się naprawdę. Kto wie, może niedługo będzie szansa na zamieszkanie innego ciała bez konsekwencji? 

- Cholera - pomyślała. - To trochę za wiele, jak na pierwszy dzień pracy.



Jak to zawsze ja musiałam trafić na uwierający kamyk w moim czytelniczym bucie. Tu nie było inaczej. Jak mnie niemiłosiernie wkurzały opisy. I nie chodzi tu o wszystkie. Przy zgłębianiu działania całej organizacji, przycięłam komarka z dwa razy. Przecież nie wystarczy informacja po co,do czego, kto należy i tyle. O nie, trzeba szczegółowo sięgnąć po informacje z dziada pradziada oraz tłuc o sparciałych korzeniach. O matulu... A to jest tylko jeden przykład. W takich momentach przypominałam sobie slogan z Inspektora Gadżeta i krzyczałam: dalej, dalej mały kundlu (Kindlu). Strony magicznie przyspieszały. Mówię zdecydowane nie przynudzającym opisom. Wiem, że trzeba wprowadzić czytelnika w opisywany świat, ale nie zanudzić. 

Jest jeszcze jedna wada, ale jest tak mała, że tylko o niej wspomnę. Dumania głównej bohaterki są niespójne. Wydaje się, że wpadła już na jeden sposób działania, a za kilka stron znowu rozpatruje za i przeciw. Szczególnie widoczne jest kiedy jej charakter przejmuje kontrole, a ona stara się być dawną wersją noszonego ciała. 



Czy książka jest dobra? Tak! Czy spadły mi gacie i nie wierzyłam w autorski geniusz? Nie... Wieża jest naprawdę ciekawą pozycją urban fantasy, z domieszką psychologicznych zagwozdek oraz tajemnicą w tle. Pomysł z utratą pamięci jest powielony, ale zaprezentowany w zupełnie inny sposób. To wielki plus. Wewnętrzna organizacja jest typową klatką zmów, przekrętów i machlojek. Nadnaturalny charakter nadaje jej smaczku. Nie jest czymś wybitnym, jednak w połączeniu z sytuacją głównej bohaterki – wzbudza zainteresowanie. Wspomniane wcześniej zwroty akcji, nadają ciekawy rytm fabule. Aż podnosiła mi się adrenalina, kiedy nie wiedziałam co za chwilę się stanie. 

Jestem na tak. Ostatecznie. Nie można odmówić talentu Danielowi O'Malley. Mam nadzieję, że jego styl rozwinie się przy następnej powieści. Szczerze na to czekam, bo Wieża narobiła mi smaka na więcej. Jedną z rzeczy, których nie da się pominąć jest ciekawy dowcip. Niewybredne żarty oraz ordynarny sposób bycia sprawia, że chce więcej. Kocham ludzi ironicznych oraz sarkastycznych. 





Moja ocena: 5/6

Za możliwość wcześniejszego przeczytania dziękuję Wydawnictwu Papierowy księżyc!


Czytaj dalej »

środa, 8 listopada 2017

Sowie opowieści #54 Francesca Zappia - Eliza i jej potwory




Każdy ma swoje demony i potwory, które potrafią zaatakować w najmniej spodziewanym momencie. Niby jest dobrze, wszystko się układa, a tu bum, trach, łubudu, a Ty leżysz rozciągnięta na podłodze i nie wiesz dlaczego dywan stał się tak atrakcyjny. Każdy się z czymś mierzy albo przed czymś ucieka. Najważniejsze jest, aby ostatecznie wyjść z walki z tarczą, a nie na niej. Francesca Zappia, w swojej najnowszej powieści, przedstawia historie wyjątkowej dziewczyny, która musi sobie radzić z wieloma demonami, ponieważ: W TYM MORZU SĄ POTWORY.




Fabuła


Główną bohaterką jest Eliza. Młoda dorosła, która przekroczyła próg osiemnastu lat. Nie jest typową nastolatką. Nie interesują ją realne znajomości, kółka zainteresowań, sport, wychodzenie ze znajomymi. Ona pragnie jedynie tworzyć swój komiks – Morze potworne, który cieszy się wielką popularnością w Internecie. Chowa się tam za nickiem Lady Konstelacja i najbardziej w świecie chce pozostać anonimowa.

Wszystko układa się pięknie. Do czasu, kiedy poznaje Wallace'a, który jest wielkim fanem jej komiksu i zajmuje się tworzeniem, na jego podstawie, fanfików. Ekscentryczka, która boi się relacji międzyludzkich, zaczyna się otwierać na innego nerda. Oboje próbują przełamać swoją nieśmiałość i otworzyć się na to drugie.

Wallace sprawia, że dziewczyna chce częściej przebywać w realnym świecie. Czy powie mu kim jest? Jak chłopak na to zareaguje? Czy dwoje ekscentryków znajdzie swoje szczęśliwe zakończenie?


Moim zdaniem


Nareszcie nowa książka Pani Zappia. Wyczekiwana, wypatrywana. Po Wymyśliłam Cię, kocham ją miłością bezwarunkową. Chcę mieć wszystko co wyda. Potrafi w doskonały sposób zaskoczyć podczas czytania. Wielki dar, ponieważ w trakcie lektury człowiek nie spodziewa się takiej bomby. Autorka zawsze ją zrzuca, a ja siedzę w zgliszczach i zastanawiam się: Ale co się właśnie stało?

Książka jest napisana z perspektywy głównej bohaterki i to właśnie ona przedstawia czytelnikowi swój świat. Biegnie on dwutorowo. W rzeczywistości jest nieśmiałą dziewczyną chowającą się w cieniu. W Internecie wielką Lady Konstelacją, którą śledzą miliony ludzi. Oczywiście nikt nie zna jej tożsamości, ale nie przeszkadza im to. Kochają jej dzieła. Eliza sprytnie rozdziela obie części życia. Nie lubi ich mieszać. Wallace wszystko zmienia. Jest prawdziwy, oddycha, pisze, chodzi i zna jej dzieła. Ale jak to teraz pogodzić? Nie może wiedzieć kim jest! Z czasem jednak tego pragnie, ale boi się jego reakcji.

Akcja książki nie rozwija się miarowo. Przez pierwszą część czytelnik poznaje bohaterkę, jej zwyczaje, to jak się zmienia pod wpływem chłopaka. Można odkryć jaką jest dziewczyną i co z jej życiem zrobił Wallace.

Jestem kompletnym wrakiem ludzkim i jest mi z tym całkiem dobrze.


Druga część jest bardziej mroczna. Autorka idealnie pokazała, jak zmiany wpłynęły na Elizę. Nie jest tylko ekscentryczka. Ma poważne problemy, z którymi musi walczyć. I ktoś może powiedzieć, że jest dziecinna, zapatrzona w siebie i dziwna, jednak nie jest to do końca prawda Przy problemach asocjacyjnych czy psychicznych, chorego interesuje tylko własna osoba. Co się z nim dzieje. Z drugiej strony, twórczyni ukazała starania Elizy. Dziewczyna z tym walczy i stara się pomóc np. Wallace'owi, ale ponosi porażkę, która ją jeszcze bardziej dobija. 

Mroczna odsłona podobała mi się, ale w inny sposób niż pierwsza, która była słoneczna i przedstawiała kiełkującą miłość. Mroczna momenty sprawiły, że zauważyłam zaangażowanie twórczyni w proces przygotowawczy. Musiała zrobić nie lada research odnośnie zachowań ludzi z problemami. I jak już wspomniałam, wiem że ktoś napisze: Jaka ta Eliza jest samolubna. Jednak ona nie jest taka, ona jest chora.  



Postacie drugoplanowe dodają smaczku powieści. Szereg aniołów z Morza Potwornego idealnie współgra z głównymi postaciami. Em oraz Max (moderatorzy i ochroniarze fandomu Morza Potwornego, internetowi przyjaciele Elizy) wprowadzają dużo śmiechu i luźniejszych momentów w książce. Ich relacja pokazuje, że przyjacielem może być osoba, której nigdy nie poznaliśmy na żywo. Autorka nadaje kłam myśleniu, że wirtualna znajomość jest nic niewarta. Rodzice głównej bohaterki są współczujący i martwią się o córkę, ale skupiają się na innych aspektach niż powinni. Człowiek nie musi ciągle biegać po dworze, czy uprawiać sportu żeby coś osiągnąć. Wszystko idzie pogodzić, co pokazuje sama końcówka powieści.

Na uwagę zasługują momenty oraz obrazki z komiksu, które są umieszczone w dziele. Twórczyni wstawiła je do opowiadanej historii. Tworzą swoisty przerywnik w fabule, ale nie wprowadzają zamieszania. Bardzo podobają mi się takie urozmaicenia w powieściach, np. zrzuty z ekranu jakiegoś forum. Zrobiłam zdjęcia żebyście poczuli choć trochę ten klimat.

Ludzie w depresji nie chowają się przed swoimi potworami. Ludzie w depresji dają im się pożreć.


Styl autorki jest lekki i z zadziwiającym sprytem potrafi przeplatać między sobą różne wątki. Człowiek nie spodziewa się następnego kroku. Wydanie Elizy i jej potworów jest cudowne. I nie chodzi mi już tylko o fajne ryciny. Mam wrażenie, że papier jest grubszy niż w innych powieściach. Czasem miałam wrażenie, że łapię za dwie strony! Okładka, z poplamionymi palcami Elizy, ma odnosić się do jej twórczości, ale trochę okłamuje czytelnika. Dziewczyna kolory dodaje na tablecie graficznym, a nie na kartce. Mimo takiego faupax, bardzo mi się podoba. Jest spójna, konkretna i zdradza co jest w środku. 

Pewnie chcecie wiedzieć co mi się nie podobało? Nie ma tego za wiele. Abstrahując od przesłania, opisy z drugiej części, czyli przemyślenia Elizy, są czasami bardzo irytujące. Podczas czytania chciałam aż jej pomóc żeby przestała jojczyć. Wiem, wiem, wcześniej tłumaczyłam jej zachowanie. Nadal tak jest, po prostu zwracam uwagę, że mi działała na nerwy, mimo że wiem co chciała przekazać autorka. W tych momentach czytanie było niekiedy katorgą. Więcej minusów nie odnotowałam. 

Polecam, polecam, z całego serducha polecam fanom psychologicznych zagwozdek - są przedstawione w bardzo dobry sposób. Młodzieżowe udręki, które różnie się mogą skończyć. Książka jest jednocześnie lekka i zabawna oraz ciężka oraz mroczna. Chyba tylko Francesca Zappia tak potrafi. 













Moja ocena: 5,5/6



Za książkę dziękuję Wydawnictwu Feeria Young i Monice. 















































Czytaj dalej »

środa, 25 października 2017

Sowie opowieści #53 Kasie West - Szczęście w miłości



Los jest przewrotny i potrafi zmienić życie człowieka w jednym momencie. Zdarzają się bardzo nieprzyjemne momenty, ale są też te miłe oraz sprawiające radość u obdarowanego. I właśnie w drugi klimat, Kasie West, wprowadza czytelnika w swojej najnowszej powieści Szczęście w miłości. Nieoczekiwany dar od losu zmienia życie głównej bohaterki, ale czy będzie to stu procentowe szczęście?

- Oj...hm... - Bo wygrałam na loterii. Wygrałam. Dlaczego nie potrafiłam mu tego powiedzieć? Co mnie powstrzymywało? Czy chodziło o Rachel i o to, że uznałam, iż Seth nie jest dla mnie aż tak bliskim przyjacielem? A może rzecz dotyczyła raczej moich przyjaciółek i tego, że nie powinnam się wiązać z chłopakiem, nawet i najsłodszym, bo przecież zawarłyśmy umowę? Do tego studia... Myśl o studiach, Maddie, a nie o tym, jaki on jest fajny.


Fabuła


Główną bohaterką jest Maddie, przesadnie ułożona nastolatka, która ma swój cel w życiu – studia. Robi wszystko żeby się na nie dostać. Nie liczy się nic innego niż uczelnia i jej rodzina. Brat, Beau, jest lekkoduchem, który próbuje ogarnąć swoje życie. Rodzice ciągle się kłócą, szczególnie o pieniądze i brak pracy taty. Maddie próbuje nie zwariować oraz osiągnąć swój cel.

Pewnego dnia postanawia być spontaniczna, kupuje los na loterii i... wygrywa! Szczęście, niedowierzanie, jak i masa nowych możliwości. Jak poradzi sobie Maddie z taką zmianą? Czy pieniądze zawrócą jej w głowie i stanie się kimś innym?


- O to właśnie chodzi. Może mówisz szczerze, że to niczego nie zmieniło. A może kłamiesz. Nie mam jak tego sprawdzić. Rodzony wujek oszukał mnie na pół miliona dolarów. Najlepsze przyjaciółki sprzedały mnie reporterce za kilka zielonych... A może zresztą nie one, tylko ty.



Moim zdaniem


Jak wiecie, lub się zaraz dowiecie, kocham książki Kasie West. Wprowadza mnie
w świat przyjemnego odprężenia, w którym chce się zatopić i nie wracać do rzeczywistości. Nie ma nic lepszego! Niestety, tym razem było trochę inaczej. Szkoda, ponieważ robiłam sobie wielkie nadzieje, a wyszła wielka kupa. Zanim wyjaśnię co się posypało, przybliżę trochę samą książkę.

Maddie jest perfekcjonistką, która idzie wyznaczoną ścieżką. Ma dwie najlepsze przyjaciółki – Blaire i Elise, które podobnie patrzą na życie. Ta pierwsza wkłada jeszcze więcej pracy, niż główna bohaterka, w swoje wykształcenie. Elise za to patrzy na popularność i lubi korzystać z życia. Są ciekawym uzupełnieniem Maddie. Ich trójka idealnie się komponuje, a dyskusje przedstawiają czytelnikowi różne poglądy na ten sam temat.

Jest oczywiście i skrywana sympatia, Seth, który pracuje w zoo razem z główną bohaterką. Dziewczyna wypiera to uczucie. Przysięgła przyjaciółkom, że żaden chłopak nie oderwie jej myśli od studiów. Poza tym, nie wiadomo czy on też coś czuje. Jest jedyną postacią, z bliskiego otoczenia, któremu bohaterka nie mówi
o wygranej. Boi się, że chłopak zacznie patrzeć na nią inaczej.

Przechodząc do wygranej. Po nieudanych, osiemnastych urodzinach, dziewczyna spontanicznie kupuje los na loterii i wygrywa! Nagle jej życie się zmienia. Nie musi się już martwić stypendium. Obdarowuje rodziców oraz brata pokaźną sumką. Sądzi, że pieniądze rozwiążą jej problemy. Jest dobrze... do czasu. Maddie zaczyna szastać pieniędzmi, w ogóle się z nimi nie licząc. Przecież ma miliony, może szaleć! Nagle, nieznani jej ludzie, są mili, proszą o pożyczki, a krzywdzące plotki rozwijają się coraz szybciej. Dziewczyna nie wie już komu może ufać.


Wątek miłosny nie przyćmił fabuły, jest to duży plus, ale momentami było go za mało. Rozwinął się, tak naprawdę, pod sam koniec książki. Budowanie napięcia w tej materii było dla mnie trochę za słabe.

Tematyka jest naprawdę przyjemna, pomysł pierwsza klasa. Dlatego sądziłam, że fabuła pomknie gładko, a ja będę cieszyć się ponownie spotkaniem z pisarstwem Kasie West. Przeliczyłam się i to bardzo. Nie potrafię nawet do końca zdiagnozować co się stało.

Zaczęło się od ciągnącej, jak flaki z olejem fabuły. Matko, jak ja się męczyłam! Kiedy już miałam nadzieję na coś ciekawego, kolejne uderzenie głową w mur. Dlaczego? Mądra, rezolutna oraz sympatyczna Maddie wypadła mdło i nijako. Jej rozmyślanie mnie męczyły. Szczególnie frustrujące były momenty, kiedy odkrywała ważny problem, analizowała go i ostatecznie porzucała. Co? Właśnie tak... Wolała zrobić imprezę na jachcie czy kupić naszyjnik dla mamy, niż stawić czoło problemowi. Autorka chciała pokazać, jak posiadanie pieniędzy wpływa na postrzeganie świata, ale przedstawiła to w bardzo męczący sposób. Nastoletnie wzbogacenie, pełne potencjału, przyprawiło mnie tylko o ból głowy.

Mimo nużącej fabuły, autorka nadal pisze w lekki sposób, który charakteryzuje jej wszystkie powieści. Wydanie powieści jest jak zawsze – pierwsza klasa. Okładka przyciąga do siebie ciekawym designem oraz jest skomponowana w wesołych barwach. Rozdziały są odpowiedniej długości i nie spotkałam się z żadnymi błędami w druku. Na uwagę zasługują też podziękowania autorki. Bardzo lubię kiedy twórca docenia czytelników i o nich nie zapomina.


Sprawdziłam je drugi raz, a potem, tak dla pewności, trzeci. To się działo naprawdę? Właśnie wygrałam pięćdziesiąt milionów dolarów? To zakrawało na jakiś żart. Jeszcze raz sprawdziłam nagłówek strony - Powerball i logo na moim kuponie. Takie samo.




Podsumowując: miało być fajnie, a wyszło bardzo średnio. Największym plusem, jaki wyłuskałam z powieści, jest przesłanie: pieniądze nie rozwiążą wszystkich problemów. Jasne, że jakieś na pewno, ale nagły przypływ gotówki nie zatrze konfliktów między rodzicami czy nieogarnięcia brata. Może moje oczekiwania były za wysokie. Po poprzednich częściach, chciałam czegoś magicznego, jednak dostałam powieść, która nie wywarła na mnie dobrego wrażenia. A szkoda. Pomysł jest naprawdę interesujący. Gdyby nie został przyćmiony dziwnym zachowaniem bohaterki, wyszłoby naprawdę dobrze. A tak pojawiła się książka, która nie zapadnie mi na dłużej w pamięć. Wielka szkoda.   




Moja ocena: 3/6

Znacie książki Kasie West, a może dopiero jesteście przed? Ja się nie zrażam i na pewno sięgnę po kolejną powieść autorki. Oby wróciła na dobre tory. High Wing Sowixy!

Za książkę dziękuję Monice oraz Wydawnictwu Feeria Young


Czytaj dalej »

środa, 11 października 2017

Sowie opowieści #52 Cawthon Scott - Srebrne oczy. Five Nights at Freddy's

Strach przerażenie powoli wpełza na grzbiet. Oni są coraz bliże, a ty nie masz gdzie uciec - co robisz? Horror, to jeden z moich ulubionych gatunków. Czy to filmowych, książkowych czy jakiejkolwiek innej dziedziny. Mimo że zawał czai się tuż za rogiem, ja dziarsko wchodzę w odmęty szaleństwa...


Wszystko jest dobrze, a ty jak za sprawą czarodziej

Czytaj dalej »