niedziela, 12 kwietnia 2015

Ogłoszenie parafialne

Dlaczego nie piszę? Z prostego powodu - laptop mi padł :( 
Aktualne ogłoszenie stukam na tablecie. Jestem w trakcie wybierania sprzętu. Jak coś się wyklaruje, to od razu dam znać. Mam nadzieję, że wrócę jak najszybciej.
Całuje :*
High wing :)
Czytaj dalej »

wtorek, 7 kwietnia 2015

Sowie opowieści #3 Soman Chainani - Akademia Dobra i Zła





I stało się. Kasia dziecinnieje i bajki czyta. O kopciuszkach i wróżkach, o księżniczkach i wiedźmach.
Kto z nas nie chce mieć w życiu trochę baśni? Odkryć magię w dniu codziennym i cieszyć się nią cały czas - to jest to. Przynajmniej dla mnie, ale myślę że dla większości ludzi jest tak samo.
Każde czytanie książki jest jak magiczne przeniesienie się do innego, lepszego świata. Jeśli do tego, książka opowiada o wszystkich bajkach jakie się w życiu poznało -  jest to magia razy dwa :)
I taka właśnie jest Akademia Dobra i Zła.
Kiedy wiesz, że twoje życie to nie twoje życie. Kiedy czujesz, że nie chcesz być tu gdzie jesteś.
Wtedy.... chcesz żeby Cię PORWANO.








- Byłam na niego zła! - krzyknęła Sofia. - Nie miałam zamiaru... Nie chciałam go skrzywdzić! Nie chcę nikogo skrzywdzić! Nie jestem czarnym charakterem!
- Widzisz, Sofio, to nie jest kwestia tego, czym jesteśmy.
Lady Lesso pochyliła się tak blisko, że wystarczył szept.
- Liczy się to, co robimy
str. 364




Fabuła

Barwna historia opowiada o dwóch bohaterkach - Sofii i Agacie. Totalne przeciwieństwa. Nic ich nie łączy, a.... jednak się przyjaźnią. Przynajmniej tak twierdzą. Od pierwszego momentu widać, że to Agacie bardziej zależy na łączącej ich więzi.
Co cztery lata, do Gawaldonu, przybywa tajemniczy Dyrektor Akademii Dobra i Zła. Ma on niecny cel uprowadzenia dwójki dzieci. Jedno Dobre i czyste jest jak łza, drugie okropne i podłe jak ropucha :P Nasze bohaterki będę miały szanse dowiedzieć się, co dzieje się po ciemnej stronie mocy, kiedy dzieci znikają.
Sofia całe swoje życie czekała na moment, kiedy wydostanie się z domu i dostanie się do Akademii. Cały czas pielęgnowała walory. Piękna blondynka, która nie robiła nic innego, poza dbaniem o siebie. Wcieranie maseczek i picie soku z ogórków - to jest to, co księżniczki lubią najbardziej. Istna księżniczka z obrazka. Jej piękno nie może się zmarnować. Jedynymi dobrymi uczynkami, są te które przyczynią się do wielbienia S.


Tedros posłuchał. Agata natychmiast odsunęła się od niego.
- Nie jestem żadną księżniczką! - warknęła, poprawiając kołnierzyk.
- Skoro tak mówisz - odparł książę i spojrzał w dół.
Agata zrobiła to samo i zobaczyła swoje podrapane nogi spływające krwią. Krew zaczęła się jej rozmywać przed oczami.
Tedros uśmiechnął się.
 - Raz... dwa... trzy...
Agata zemdlała mu w ramionach.
 - Zdecydowanie księżniczka - oznajmił Tedros
str. 412

Agata za to chodzi w ciężkich buciorach, nie czesze włosów i mieszka na cmentarzu. Ma swojego ulubionego kociaka rozpruwacza
i trzyma się na uboczu. Nie obchodzi jej popularność, ani uwielbienie. Najlepiej spędza czas w swoim ciemnym domu.
Kiedy nadchodzi wyczekany wieczór, Agata stara się powstrzymać porwanie Sofii i... razem zostają uprowadzone przez złowieszczego ptaka - szkieleciaka.
Można się spodziewać, że wszystko by się zgadzało, ano jednak nie. Kiedy dziewczynki przybywają na wyznaczone miejsce, Sofia trafia do szkoły zła, a Agata do szkoły dobra.
Od tego momentu zaczyna się cała przygoda, która pokaże co to prawdziwe piękno, że dobro nie jest na pokaz.

1. Zło atakuje. Dobro się broni.
2. Zło karze. Dobro wybacza.
3. Zło rani. Dobro pomaga.
4. Zło bierze. Dobro daje.
5. Zło nienawidzi. Dobro kocha.






Moim zdaniem
Kiedy  Wydawnictwo Jaguar ogłosiło rozdanie blogerskie, trochę się wahałam. Fabuła trochę dziecinna, okładka piękna, ale taka już chyba nie dla mnie.... I jak ja się pięknie rozczarowałam. Tak się rozczarowałam, jaka jest okładka.
Można doszukiwać się tutaj typowego opowiadania dla dzieci, w końcu ma swoje korzenie we wszystkich bajkach jakie czytano nam za młodu. Tu Kopciuszek, tam Kapturek, a za nimi zła wiedźma.
Przyznaje się bez bicia, od samego początku strasznie wkurzała mnie S. Wypachniona, wyfiołkowana, różowa zwiewna i powabna. Im dalej czytałam książkę, tym bardziej miałam ochotę rozerwać ją na strzępy. Nieporadność pierwsza klasa. Myślę, że wszyscy, którzy przeczytają książkę, będą większa sympatia darzyć Agatę. Mimo, że na to się nie zanosiło :)
Kiedy czytałam o zmaganiach obu dam, nie mogłam się nadziwić, jak bardzo może się pomylić w ocenie drugiej istoty.
Podoba mi się bardzo nawiązanie do innych baśni. Mama niejednokrotnie czytała mi je do snu. Jak to się stało, że historia toczy się tak,
a nie inaczej. Odkryć można skąd się biorą wszystkie baśniowe zwierzaki i potworzaki. Tematyka lekcji jest zróżnicowana i bardzo odkrywcza.
Przez całą książkę miałam jedno, nieodparte wrażenie. Autor chce nam coś przekazać. Coś ważnego. Pokazuje, że piękno i dobro, to nie powłoka zewnętrzna. Są to czyny oraz gesty, a przede wszystkim oddanie. Nikt mi nie powie, że nie chciałby mieć takiej przyjaciółki jak Agata. Ja bym bardzo chciała :) Jej wiara jest niezłomna. W dzisiejszych czasach dobrze jest przypominać o tym co ważne. O tym, że ładna buzia może być złem, a czarne i niemodne ciuchy, kryją oddane serce.
Przyjaźń dziewczynek niejednokrotnie zaskakuje, waha się i zawraca, ale trwa. Ostatecznie...
Mimo, że jest to książka dla młodszych czytelników, polecam ją każdej grupie wiekowej. Można się odciąć i przenieść w czasy dzieciństwa. Warto jest, w każdym wieku, przypomnieć sobie czym powinniśmy się kierować.






.
Na oddzielną uwagę zasługują ilustracje...
Jak ja kocham obrazeczki :P Szczegóły są idealnie dopracowane i wprowadzają w nowy rozdział. Każdy ma swoja grafikę. Dodatkowa mapka Akademii pozwala zwizualizować co gdzie się dzieje. Brawa dla artysty, miałam ciarki za przy każdym rozdziale

Do tego okładka... Manga... i bajka. Dreszcze na ciele. Wiecie gdzie Kasię trafić :)
Fabuła jest wartka, nie ma momentów, aby czytelnik się nudził. Osobiście nie mogłam się oderwać i gdyby nie praca (po co to komu :P) przeczytałabym jednym tchem.
Polecam dobrym i złym. Poczujcie magie już dziś :)

Moja ocena: 5/6


Zapowiedź filmikową znajdziecie tutaj -----> Akademia Dobra i Zła
A drugiego tomu -------->The School for Good and Evil #2







Jak widać jest to pierwszy tom, więc zabawy będzie tylko więcej i więcej. Nietuzinkowe pomysły autora spowodowały, że na pewno sięgnę po następne tomy :) Tak, musiałam wstawić tyle zdjęć :P
Za możliwość przeczytania ADiZ dziękuję niezastąpionemu Wydawnictwu Jaguar :*




High wing moje sowy :*
Czytaj dalej »

niedziela, 15 marca 2015

Limonkowy zawrót głowy. KOBO Professional 150 Neon Lime.

Miało nie być posta, miało nie być jak cholera. Mam dziś jeden z gorszych dni swojej egzystencji i wątpię we wszystko. We wszystko co mnie otacza, co wiem, kim jestem, czego chcę, co jest ważne...
Wielki, pozytywny wstęp, tak wiem. Jednak mimo swojej dziwnej depresji, postanowiłam napisać posta. Żeby przełamać swoją niechęć.
KOBO,moje kochane KOBO, postanowiło znowu rozpieścić, dobić, zabić, wykończyć portfel (niepotrzebne skreślić) nowymi cieniami. Jest ich 6 i są w mojej ulubionej formie - prasowane wkłady. Ale to tylko początek, potem robi się jeszcze lepiej. Cienie są..... NEONOWE! Ooooo tak :) Piękności prezentują się następująco:

Źródło: http://www.koboprofessional.pl/produkty/neon-mono-eyeshadow-zapas

Idzie wiosna, wszystko budzi się do życia, prócz mnie. Neonki są boskie, a odcień limonkowy chodzi za mną od kiedy zobaczyłam jego zapowiedź. Na nic się zdały przekonywania : Kasia, ten cień nie jest ci potrzeby. Ty go nawet nie chcesz. Jest taki brzydki i okropny. Co ty Shrek żeby w limonke uderzać? Gadanie, gadaniem, a działanie to co innego. Pięknego, środowego dnia biegałam sobie po mieście załatwiając sprawy związane z nową pracą. Miałam chwilkę czasu i weszłam do Natury w Galerce, aby przydybać fajne promocje. Totalnie zapomniałam
o cieniach, a one tam były.... Nieświadomie i naiwnie myślałam, że tylko sobie popatrzę na rzeczy i z niczym nie wyjdę. Budżet mam bardzo okrojony. Jednak on tam był. One wszystkie były.....

Nie mogłam, musiałam, jestem słaba...
Wszystkie kusiły - szczególnie żółtko i oranż. Wiem, że po żółć pewnie wrócę bliżej lata. Nad oranżem dumam. Mimo, że w sztucznym świetle do końca nie przemawia. Za bardzo leci mi
w czerwień. Po wymianie zdań z Gray, wiem że skuszę się na fiolet.




Wracając do tematu, wskoczył do koszyka, popchnął do kasy i jest.. On... Mój nowy ULUBIONY cień.
Konsystencja jest kredowa, zdecydowanie kredowa. Bardzo miałka. Przy nakładaniu trzeba uważać, bo pyli. Najlepiej nakładać metodą pac - pac, bo inaczej możemy mieć ładna łąkę na polikach lub pod okiem :P Sprawa ma się inaczej z fioletem, ponieważ ma podobno wykończenie satynowe.  Jak dla mnie pylenie limonki jest średnio mocne, ale kolorek :) Kolorek rekompensuje wszystko :) Jest boski. Jest limonką, jest cool, cudowny, przewspaniały i jedyny. Dla mnie jedyny. 




Podczas nakładania trzeba także uważać, aby nałożyć produkt równomiernie. Nie ma nic gorszego niż prześwity :( Wiemy to nie od dziś. 
Pigmentacja jest bardzo dobra. Wystarczy spojrzeć na zdjęcie - przejechanie paluchem tylko raz. Nakładając na powiekę, machałam dwa razy pędzelkiem po cieniu.



Trwałość - z tym może być problem. Nie wiem czego oczekujecie od cienia, ale ja nakładając go na bazę (ostatnio na płynny korektor), chcę aby utrzymał mi się od rana do powrotu
w domowe pielesze. Po swoich środowych wojażach, zmyłam cień z powieki, nałożyłam warstwę korektora i na to Lime. Operacja była szybka, bez zbędnych dupereli, ponieważ czas mnie gonił, a światło było jeszcze w miarę znośne.
Chciałam zaprezentować wam cień na powiece, bez zbędnych dodatków. Sam cień i już :) Wygląda o tak. Prawda że ładnie? Nie zwracajcie uwagę na resztę twarzy, bo jak pisałam, była to szybka akcja :)



Wracając do trwałości, nałożyłam go przed 14, a o 18-19 już widziałam prześwity i zbieranie
w załamaniu powieki. 4-5 h? Trochę mało :( Szczególnie jak na warunki, jestem w domu i walę Świat. Jak na razie są to pierwsze wrażenia, będę informować na bieżąco :)

Z moich odczuć - polecam. Nawet patrząc na tą trwałość Kolor rekompensuje wszystko :) Nie myślałam, że mi będzie w nim dobrze, a teraz jestem zachwycona.

OCENA 5/6 - jeśli trwałość okaże się lepsza to będzie pełna 6 :)









Jeszcze raz polecam. Przy najbliższym zastrzyku gotówki zaopatrzę się w inne odcienie :)
Do następnego. High wing :)
Czytaj dalej »

poniedziałek, 9 marca 2015

Testujemy. Maski i szampon Pilomax

Na pierwszym spotkaniu łódzkich blogerek, każda z nas otrzymała  zestaw do testowania. Do mnie trafiły:
  • HENNA WAX - maska regenerująca, włosy suche i zniszczone ciemne,
  • ALOES WAX - ekstrakt z aloesu i henny,
  • WAX do włosów ciemnych - szampon głęboko oczyszczający.



Troszczę zeszło mi testowanie, ale miałam bardzo dużo już otwartych produktów do włosów
i chciałam je wykończyć. Drugim powodem było sumienne stosowanie, które rozłożyłam w czasie. Maskę stosuję raz na tydzień, aby nie przeciążyć włosów. Moje kudłaki są kręcone, porowate, podatne na puszenie i podatne na zniszczenie. Nigdy ich nie farbowałam i nie susze suszarką. Parę razy prostowałam, ale jest to sporadyczny zabieg. Jak stosuje maski?
W okresie stosowania produktów Pilomax trzymałam maski przynajmniej godzinę. Przeważnie jest to czas około 3 godzin. Na włosy nakładałam czepek od innej maski oraz frotowy turban








Na pierwszy ogień poszła maska Aloesowa. I.... Moje włosy ja pokochały. Po użyciu były miękkie, bardzo dobrze się rozczesywały. W przypadku moich włosów jest to wyznacznik niezbędny, bo bardzo się kręcą i kołtunią. Po wyschnięciu układały się w miłe dla oka loki, które były uniesione
u nasady. Nabrały lekkiego połysku i wydawały się zdrowsze. Niestety... Pod koniec stosowania albo maska straciła działanie albo moje włosy się do niej mocno przyzwyczaiły. Przy ostatnich dwóch zastosowaniach nie widać było żadnego rezultatu. Bardzo fajna maska, ale do stosowania zamiennie z jakimś innym produktem. Konsystencje ma lekko budyniową, mokrą, miłą w dotyku. Zapach lekko chemiczny, aloesowy. Kolor biały.

Ocena 5/6










O ile z pierwsza maską się pokochałyśmy, o tyle z drugą to była czysta nienawiść od pierwszego użycia. Nie wiem co ma w sobie takiego takiego ta maska, ale o nie, nie
i jeszcze raz nie! Stosowałam tak samo jak wersję Aloesową. Po pierwszym użyciu moje włosy to było totalne siano albo trociny. Jakby mnie jakiś chomik przydybał, to by zrobił sobie jakieś fajne mieszkanko na mojej głowie. Włosy były matowe, skołtunione. Nie mogłam nawet sie rozczesać. Po trzech próbach rozczesania i wielu łzach, musiałam umyć głowę jeszcze raz. Myślałam, że może wpłynął na taki stan zmieniony szampon, ale nie. Użyłam maski jeszcze raz ze sprawdzonymi szamponami i efekt był ten sam. Całkowita dyskwalifikacja. Mój skalp prawie krwawił.Konsystencja taka sama, jak przy aloesowej. Kolor biały.

Ocena 1/6




Ostatnim produktem jest szampon. Jest to produkt przeznaczony do stosowania przed maskami. Bardzo dobrze oczyszcza włosy i pozwala lepiej wniknąć produktom później użytym. Stosowałam przed i po masce. Lepiej rzeczywiście sprawdza się przy stosowaniu go przed. Przy wrażliwych włosach, użyty po, może przesuszyć, a nawet doprowadzić do lekkiego łupieżu. Najlepiej stosować go sporadycznie. Przy ciągłym stosowaniu może włoski przesuszyć. Przezroczysta, lekko kisielowata konsystencja. Nie wyczuwam żadnego konkretnego zapachu.

Ocena 5/6





























Podsumowanie


Moje odczucia są różne. Warto zainteresować się produktami marki Pilomax, a szczególnie Aloesową maską. Wielkim łukiem radze omijać maskę Henna. Jeśli potrzebujecie bardzo dobrego oczyszczenia włosów, zaopatrzcie się w szampon. Jednak jest to produkt bardzo silny. Zastanówcie się trzy razy, czy nie przysporzy więcej szkód, niż pożytku waszym włosom.

Dziękuję marce Pilomax za możliwość testowania ich produktów :)
Do następnego sowie piękności :)
Czytaj dalej »

niedziela, 8 marca 2015

Sowie opowieści #2 Joelle Charbonneau - Testy


Kolejna pozycja Wydawnictwa YA! należącego do Grupy Wydawniczej Foksal. Zacznę od tego, że internetu zawrzały przy tej pozycji. Dlaczego? A dlatego, że ludzie "porównywacze" są aktywni i nie rozumieją, że każda wydana książka jest unikatowa i nie do porównania. Nie lubię tego, nie popieram tego, nie chcę o czymś takim słyszeć! Jak dla mnie jest to obelga dla autorki, która tworzy swoja historię od podstaw.


Fabuła 

Największe kataklizmy przybyły: trzęsienia ziemi, susza, nieurodzajne grunty, powodzie, tornada, wybuchy wulkanów... Na początku ludzie sami doprowadzili do Czterech Faz destrukcji. Swoją głupotą wnerwili Ziemię, która pociągnęła zniszczenia przez kolejne Trzy Fazy. Po wojnie Siedmiu Faz Świat jest w zagrożeniu. Wszędzie są zgliszcza i jałowe pola. Nieliczni, wybitni kandydaci mają szansę przywrócić ład i porządek stracony przez wojny. Aby to zrobić muszą przejść skomplikowane Testy, które pokarzą czy nadają się na studia oraz do bycia w gronie przywódców Zjednoczonej Wspólnoty.
Poznajcie główna bohaterkę -  Cia Vale. Żyje sobie w rodzinnym domu, znajdującego się
w Kolonii Pięciu Jezior, z matka,ojcem i czterema braćmi. Nad wyraz inteligentna i sprytna osoba. Właśnie skończyła szkołę i szczęśliwie wybrano ją na kandydatkę.Powiedzmy, że szczęśliwie...





Przygryzłam drżące usta, kiedy trąbki i bębny zagrały marszową melodię - str. 20


Przed wyruszeniem w podróż swojego życia ojciec ostrzega ją, aby nikomu nie ufała. Nigdy, przenigdy. Zdradza jej parę sekretów, które musi zatrzymać tylko dla siebie. Dla dobra jej samej i całej rodziny. Wcześniej była podekscytowana wyjazdem, teraz - panicznie się boi.
Testy składają się z czterech faz:

  1. pisemnej - sprawdzenie wiedzy teoretycznej z matematyki, historii, języka, biologi
    i przyrody,
  2. praktycznej - sprawdzenie swojej wiedzy przy zadaniach praktycznych,
  3. grupowej - umiejętność działania w zespole i typowanie zachowań ludzkich,
  4. terenowej - sprawdzenie umiejętności przywódczych. 

Jeśli udzieliłam odpowiedzi podejrzanie szybko, sprawdzałam ją raz i drugi, na wypadek gdyby pytanie okazało się nie tak proste, na jakie wyglądało - str. 99


Podczas każdego etapu można odpaść, a co gorsza zginąć. Cia musi nie tylko przejść pozytywnie wszystkie etapy, ale także dowiedzieć się dlaczego jej pamięć ma zostać wymazana na samym końcu. Jak ma to zrobić, skoro nikomu nie może ufać?



Moim zdaniem

Na rynku jest wiele książek postapo. Jedne lepsze, drugie gorsze, ale na pewno każda jest unikatowa. To, że kreowany świat jest podobny, to nie znaczy że jest taki sam. Igrzyska śmierci to jedno, a Testy to coś innego :)
Od samego początku jak zaczęłam czytać książkę czułam lekkie mrowienie. Tak, jestem wielka fanką postapo i nigdy się to nie zmieni. Od pierwszego momentu, kiedy Cia zmienia róż na czerwień, zapałałam sympatią do głównej bohaterki i.... się nie zawiodłam. Czułam jej rozpacz kiedy rozstawała się z domem, czułam stres kiedy przechodziła przez część pisemną, panikę kiedy ktoś obok oblał test, trybiki
w mózgu kiedy zastanawia się czy może ufać swojej grupie oraz przeraźliwy strach kiedy wychodziła z kontenera. Autora w sposób realistyczny i dokładny przedstawia nam odczucia i obawy. Pozwala coraz bardziej zagłębiać się w wir wydarzeń. Ja po prostu usiadłam z książką i czytałam, czytałam, czytałam i czytałam. Nie mogłam się oderwać. Każda nowa scena mnie powalała, każdy nowy wątek łączył zagadki w całość. Przy scenach ucieczek wstrzymywałam oddech, a przy dobrych momentach uśmiechałam jak głupia.  Kiedy bohaterka podejmuje decyzje potakiwałam albo krzyczałam żeby tego nie robiła.





Gwałtownie otworzyłam oczy, poderwałam głowę i rozejrzałam się po pogrążonym w półmroku wnętrzu stodoły. Nic. A przynajmniej niczego nie zobaczyłam. Dyszenie rozlegało się gdzieś w pobliżu. Zamknęłam oczy, aby je zlokalizować. Dobiegało zza moich pleców. - str. 237
Joelle idealnie buduje napięcie. Stopniowo wprowadza czytelnika w wykreowany świat.
A w tym świecie jest wszystko: intryga, pościgi, zimna kalkulacja, panika, przerażenie, ucieczka, krew, pot, łzy, zrozumienie, negacja, przerażające stwory, które często nie
są stworami. Pozostawia wiele dla naszej własnej wyobraźni. Z racji tego, że jest to pierwszy tom trylogii (drugi tom Samodzielne studia- już w sprzedaży, Graduation day) wiele wątków zostaje otwartych, co jeszcze bardziej ciągnie do kolejnych tomów.
Zakończenie jest wprost, no.. Spowodowało, że zamknęłam książkę z wyrazem twarzy "no chyba sobie żartujesz, że teraz skończyłaś"
Wielkie brawa, wielkie za tą historię.

Z uśmiechem rzuciłam się na łóżko, wdusiłam przycisk i czekałam, aż wydarzy się coś niezwykłego. Zeen bowiem zawsze robił niezwykłe rzeczy - str. 380

Co jeszcze mnie dodatkowo zaskoczyło? Główna bohaterka nie jest memłakiem. Wiecie, nieporadną niewiastą, którą Świat atakuje a jak ona biedna ma sobie poradzić. Wiadomo, przerażona jest, ale bardzo dobrze przystosowuje się do wynikłych sytuacji i świetnie sobie radzi.
Kolejna książka Wydawnictwa YA!, która mnie nie zawiodła :)

Sowa z Wami. High wing :)


Ocena 6/6
Czytaj dalej »

czwartek, 5 marca 2015

Sowie opowieści #1 Michelle Hodkin - Mara Dyer. Tajemnica

    Pierwsza recenzja :) Pełna wielkiej wiary i dobrych chęci zabieram się za zachęcanie do przeczytania książek, które wywarły na mnie wrażenie, wpływ, wryły w ziemię, przybiły, dobiły, zachwyciły, czyli takie które wzbudziły we mnie emocje. I to nie małe :)
Trochę się zastanawiałam o czym będzie premierowa recenzja i traf padł na Marę. Dlaczego? Ze względu na pokręcona psychikę owej książki oraz moją wielką sympatię i szacunek dla YA tu czytam. Kocham, wielkie, całuje ziemię po której stąpają. Głównie przez ich wielki szacunek
i podejście do czytelników. Ale przejdźmy może do książki, bo o tym mam tu dziś pisać.




Fabuła

     Książka opowiada o zwyczajnej i nieśmiałej dziewczynie imieniem Mara. Zwyczajnej.... Ta, dobre sobie. Budzi się w szpitalu całkowicie zdezorientowana. Nie wie co się dzieje, a co najgorsze, co się działo. Jak się tu znalazła? Co doprowadziło do takiego stanu? Okazuje się, że Mara była w szpitalu psychiatrycznym, który się zawalił i tylko ona, jako jedyna, przeżyła.Całe jej życie wywraca się do góry nogami. Zaczyna widzieć i robić rzeczy, które według niej nie są normalne. Ale czy tak naprawdę to jej wina? Kiedy rzeczywistość jest prawdziwa, a kiedy jest tylko fikcją?
     Wyobraźcie sobie, że budzicie się w sterylnym, białym pokoju. Wokół jest pełno pikających i wyjących urządzeń na miarę następnego odcinka doktor House'a. Dezorientacja, zagubienie, panika, to uczucia, które są Waszymi przyjaciółmi, ponieważ Wasi prawdziwi przyjaciele nie żyją... Kolejny fakt, który trafia do udręczonego mózgu. A teraz pojawia się pytanie - dlaczego? Właśnie, nie wiem dlaczego ! Dlaczego nie pamiętam! Jak można nie pamiętać takiej ważnej rzeczy ? Jak to się stało, że żyję, a oni nie ? Są to pytania, które Mara zadaje sobie non stop. Kolejnym etapem są wizyty i nowi przyjaciele w postaci sympatycznych pastylek. Mają pomóc, ale działają wręcz odwrotnie. Halucynacje się nasilają, paranoja powraca ze zdwojoną siła. Teraz albo nigdy. Mara musi poznać prawdę o wcześniejszych zdarzeniach inaczej kompletnie oszaleje. Dodatkowo nie pomaga jej fakt, ze wszyscy wokół mają ją za szaloną, nawet rodzice. Marcus i Indii myślą, ze przeprowadzka to najlepsze wyjście, jednak nie jest to dobre rozwiązanie. W życiu Mary pojawia się Noah i wszystko nabiera zupełnie innego znaczenia oraz tempa. Cały jej świat wywraca się do góry nogami. Zmiana klimatu, nowe miejsce, nowa szkoła, nowa Mara? Na pewno chce aby tak było, ale nie zawsze chcieć znaczy móc.


Tony cegieł i odłamków betonu zaścielały zalesiony teren. To był obraz kompletnej destrukcji, jakby tornado uderzyło w budynek, pozostawiając rumowisko tak totalne, że trudno było się domyślić, iż kiedyś żyli tam ludzie. - str. 208

Moja opinia


     Dlaczego zdecydowałam się na Marę? Okładka :) Nie da się zaprzeczyć, że jest boska. Nie jestem typem, który ocenia książkę po okładce, ale w tym przypadku wiedziałam, że treść będzie cudna, tak jak obwoluta. Moja pierwsza myśl: muszę ja mieć! Po prostu zadziałało tu pierwsze wrażenie. Nie wiem, dosłownie mnie przyciągała. Hipnotyzująca.... Ale to było tylko wrażenie internetowe. Wyobraźcie sobie co się działo jak weszłam do sklepu. Ślinotok, obłąkany wzrok, spojrzenie na chłopaka: jak nie kupisz to koniec z nami (macie rację, nie ryzykował :)). Ludzie patrzyli na mnie jak na wariatkę, ale jeśli dostaje się coś, na co czekało się bardzo długo, to można zwariować.Nie wiem dlaczego na mnie tak zadziałała. Może dlatego, że gama kolorystyczna jest idealna. Połączenie szmaragdu, bieli i złota po prostu mnie dopadło. Nie chciało puścić. Dodatkowy fakt, że można ja interpretować na wiele sposobów,
w zależności od punktu patrzenia. Następnie sama Mara, która jest tak eteryczna, wiotka
i cudowna, dosłownie uzależniona od ramion Noah. Polegająca na nim. Wydaje się, że gdyby go tam nie było to od razu by utonęła. Wiem, ze może wydaję się płytka, ale kocham okładkę za jej piękno i dobrze mi z tym Tak na marginesie, następnym etapem było oczywiście wąchanie :P



Oddech uwiązł mi w gardle, kiedy tak patrzył na mnie spod zasłony swoich rzęs, doprowadzając mnie niemal do dygotu. - str. 161

     Kolejnym etapem wtajemniczenia było rozszyfrowaniem treści. Tajemnica? O tak, poproszę. Nie wiem jak inni ludzie czytają tego typu książki, ale ja wchodzę w fabułę, gdzie jest jakaś tajemnica, do rozwiązania. Czerpie z tego co się dzieje. Nie potrafię się oderwać i sama podczas czytania wysnuwam swoje teorie o tym co się stało i co się może stać. Taka moja prywatna heroina, której nie rzucę, ponieważ jest zdrowa, a że ciekawość to pierwszy stopień do piekła..... cóż, przynajmniej będę miała ciepło w pokoju .
     Nie przeczę, że sama Mara, na samym początku, troszkę mnie wkurzała. Tak zagubiona, taka nieszczęśliwa. Można się nad sobą użalać, ale wszystko ma swoje granice. W pewnym momencie trzeba się podnieść, otrząsnąć i działać.I tu mnie bohaterka nie zawiodła, najpierw przeszła przez swoja traumę, a potem zaczęła rozwikływać dlaczego dzieją się takie, a nie inne rzeczy w jej życiu. Jej mama nie pomagała w tym ani trochę. Zdaję sobie sprawę, że chroniła córkę, ale robiła to w taki sposób, że moja mama przy niej to anioł. Nadopiekuńczość jest gorsza niż.... wszystko! Trzeba dać tez możliwość działania samodzielnego.

W jednym momencie wgniatał mnie w ścianę, aż pomyślałam, że się w nią wtopię.
W następnym sam znalazł się w pułapce szpitalnej sali. Razem ze mną. Ale już nie byłam ofiarą. On nią był. - str. 340
     Bardzo dużym, pozytywnym aspektem, jest fakt, że możemy nawiązać więź z Marą. Zwraca się bezpośrednio do nas. Opowiada o swoich przeżyciach. Można odczuć, to co ona czuje. Dla mnie jest to wielki plus. Kiedy mogę identyfikować się z głównym bohaterem, teraz czuję jakbym wchodziła w świat opisywany.
     Duży, ogromny, galaktyczny plus za wątek miłosny. Boże nawet nie wiecie jak lubię wątki miłosne, ale takie odpowiednio stonowane. A miłość Mary i Noah nie gra pierwszych skrzypiec. Nie przyćmiewa wszystkiego. Jest wtopiona w historii. Nie ma niepotrzebnego jedzenia sobie z dzióbków i rzygania tęczą na prawo i lewo.
     Jestem wdzięczna wszystkim osobom, którzy przyczynili się do powstania owej książki
i którzy pozwolą nam w następnych tomach zagłębiać się w świat Mary. Nie powiem, że jest to jedyna
z książek od której nie mogłam oderwać się w moim życiu, ale plasuje się w zdecydowanym top 3. Dokładnie, to jest książka przez którą musiałam poprawiać magisterkę po nocy. Stała się moim powietrzem i moim priorytetem. Stała się moim najważniejszym punktem dnia. Dziękuję Wam 
za zarażenie mnie Marą. Sprawiliście mi mega radość i wydobyliście uczucia, o których wcześniej nie miałam pojęcia. Kocham Was miłością bezwarunkową. Proszę zarażajcie mnie dalej. Zaszczepioną mam Marę w głowie na zawsze. Ciągle o niej myślę
. A tak od siebie powiem, że chcę więcej i więcej i więcej ...
Ocena 6/6


Czołem sowy. High Wing :)

Czytaj dalej »

Mój książkowy Świat - krótkie powitanie

Nastała wiekopomna chwila kiedy przemogłam się aby opowiedzieć o swojej innej pasji. Inni nazywają to nałogiem. Niech i tak będzie, też mi się podoba :) Czytanie, książki, książkunie, książeczki, dzieci na półkach, skarby, niuchowe sanktuaria... itd. Nazw jest wiele, ale cel jeden - czytanie. Wchodzenie do Świata tak innego niż to co się teraz dzieje, do innej rzeczywistości. Nie da się niczego porównać z ekscytacją kiedy nabywam, wygrywam, otrzymuje nową książkę. Nie da się tego porównać z niczym innym... Nie wiem dlaczego tak jest, ale jestem dumna ze swojej biblioteczki i nałogu. Książki zbieram sukcesywnie, ciągle poszukując czegoś nowego. Oczywiście moja chcę, chcę, muszę mieć bo umrę poszerza się każdego dnia, ale to normalne. Każdy ksiażkoholik to przechodzi i kocha. Jest to cześć naszego jestejstwa.
Sukcesywnie, w miarę możliwości, będę pokazywać swoje zbiory 

Jak zdobywam swoje cudeńka? Sposobów jest parę:

  1. Wymianki - głównie Lubimy czytać. Szeroka baza przyjaznych ludzi, którzy poszukują czegoś nowego, oddając tym samym coś przez co się przeszło. Jak w każdej grupie znajdzie się delikwent, którego trzeba unikać, ale uwielbiam to miejsce za otwartą i szczerą atmosferę. Niejednokrotnie ja przetrzymałam komuś książkę, bo trzeba było zebrać fundusze i na odwrót. Myślę, ze tam każdy każdego rozumie, ponieważ łączy nas jeden cel - zdobycie nowej, ciekawej lektury.
  2. Księgarnie z promocjami - Mam parę swoich ulubionych, a szczególnie jedną. Nigdy jej nie zdradzę i będę wielbić po wsze czasy.  Co jest w nich ciekawego? Obniżki!! Błagam, książki po 4, 6, 8, 10, 12 i dopiero co ukazane nowości po 15 zł? Każdy książkoholik ciuła grosz do grosza na coś nowego , dlatego obniżki są dla nas zbawieniem. Staram się szukać w niekomercyjnych miejscach. Jestem typem, którego Empik odrzuca. Nie znoszę tego molocha i jego całego przesłania. Wolę Matras. Zrobię Wam osobny spis księgarni, które polecam i uważam że są warte uwagi :)
  3. Antykwariaty - Raj dla zmysłów. Możesz przygarnąć za śmieszne pieniądze nowości wydawnicze lub książki które pilnie potrzebują domu. Kiedy wchodzę do takiego miejsca, czuję się jakby otaczali mnie starzy przyjaciele.
  4. Supermarkety.
Nie przychodzi mi do głowy nic innego, ale jak na coś wpadnę to dam znać :) Mam zamiar także informować o ciekawych promocjach. Jestem mistrzem wynajdowania tanich czytadeł.
Chciałam Was tak krótko zaprosić na nową odsłonę mojej duszy. Mam nadzieję, że Wam się spodoba i zostaniecie na dłużej.
Do następnego Sowi przyjaciele.  High wing.
Czytaj dalej »