wtorek, 18 lipca 2017

Sowie opowieści #48 Sandra Nowaczyk - Friendzone

Czytaj dalej »

poniedziałek, 17 lipca 2017

Sowie opowieści #47 Kasie West - Blisko Ciebie



Kasie West is in the house! Kolejna recenzja książki tej znakomitej autorki. Nie da się przejść obok niej obojętnie. Na rynku polskim jest to piąta powieść, a w dorobku twórczyni siódma. Czym się różni nowa pozycja od innych? Zdecydowanie fabułą, ale o tym może za chwilę. Zapraszam Was na kolejna przygodę z bohaterami Kasie West.

Tym razem się roześmiał. Ciepłym, głębokim śmiechem, takim, że zaczęłam się śmiać dwa razy głośniej. Słyszałam go po raz pierwszy i zamarzyło mi się, że nie ostatni. Całkiem się położyłam.




Fabuła

Autumn to nietuzinkowa postać z niecodziennym imieniem. Kocha fotografować oraz pomagać innym. Ma wielu przyjaciół, a popularność ją przerasta. Na nic się jednak to zdaje pewnego wieczoru, kiedy to główna bohaterka zostaje zamknięta w bibliotece. Do tego na cały weekend. Dziewczyna liczy, że jej przyjaciele po nią wrócą. Kiedy już traci nadzieję na cokolwiek, odkrywa że nie jest sama w budynku. Dax to buntownik oraz outsider. Kłopoty są ciągle przy nim, a bójki z jego udziałem są już legendami. Przed nastolatkami szykuje się ciekawy weekend wypełniony krępującymi rozmowami oraz przekąskami z automatu. Chłopak nie jest skory na bliższy kontakt, ale coś się zmienia. Dziewczyna powoli rozbija jego twardy pancerz. Czy ich kiełkujące uczucie przetrwa, kiedy wrócą do rzeczywistości? Czy Dax da szansę Autumn? Jak potoczą się dalsze losy tej dwójki?


Moim zdaniem

Pomysł nie jest nowatorski, wykonanie tak samo, ale muszę przyznać, że czar Kasie West nadal trwa. Nie wiem do końca co jest takiego w tej kobiecie, ale każda jej powieść jest małym promykiem radości w moim pochmurnym życiu. Naprawdę. Jak tylko widzę, że jej książka wychodzi, to wysyłam najjaśniejszy uśmiech :)

Tym razem możecie spotkać Autumn i Dax'a, którzy przez zbieg okoliczności zostają zamknięci w bibliotece. Ich spotkanie rozpoczyna spiralę zdarzeń, której nie da się już zatrzymać. Ich przyjaźń, a potem coś więcej, pokazuje, że pozory mogą mylić,
a uczuć nie da się powstrzymać. Uważam, że „Blisko Ciebie” jest idealnym przykładem dzieła, które skrywa na swoich kartkach prawdę. Niestety często zapominamy o niej. Plotki potrafią niszczyć, a błędna ocena rani najmocniej. Raz przypiętej „łatki” nie da się odczepić. Szkoda, że ludzie lubią z góry oceniać. Szczególnie jak ktoś żyje swoim życiem i innemu nie wadzi.

Jak zawsze, pochłonęłam książkę Kasie West w jeden dzień. Nie potrafię odłożyć jej dzieł na półkę. Kiedy już zacznę, to na całego zatapiam się w czytanej historii. I najlepsze jest to,żee jej książki się nie nudzą. Autorka zawsze wplata coś innego. W zupełnie inny sposób prowadzi fabułę. Można powiedzieć, że motyw
z zamknięciem już kiedyś był, ale nie uzupełniony o pewien problem, który ma główna bohaterka. Kiedy zbierze się w całość wszystkie fakty, to historia jest niepowtarzalna. Wiadomo jest, że dwoje młodych ludzi ma się ku sobie, ale zawsze ciekawa jestem w jaki sposób odkryją, że nie mogą bez siebie żyć.
  

Spojrzałam mu w oczy. Wpatrywały się we mnie intensywnie, ze skupieniem i taką powagą, jakiej jeszcze w nich nie widziałam. 






Muszę jednak przyznać, że są sceny, które są tak przerażająco słodkie... Nierealne wręcz. W taki momentach łapałam się za głowę, ponieważ czułam się jakby moja słodka szesnastka spotkała się z My little pony. Nie ukrywam, że były też zachowania, które podnosiły mój poziom frustracji. Rzuciłam parę razy „panienką”, kiedy główna bohatera użerała się z przyjacielem swojego prawie chłopaka. Patrząc na ogół wydarzeń, to były też takie dające do myślenia. Zbiegów zdarzeń jest całkiem sporo, ale nie rzucają się jakoś specjalnie w oczy. Jest jeden minus, który przebija się na tle innych. Zakończenie... Jak dla mnie, zostało spłycone i niedopracowane. Zabrakło „tego czegoś” co wyróżnia powieści młodzieżowe. Jakby autorka chciała jak najszybciej skończyć powieść. Szkoda, mam mały niedosyt, który nie występował przy innych powieściach Kasie West.

Patrząc na całokształt powieści, to wiem, że mimo minusów – kocham „Blisko Ciebie”. Nie jest to najlepsza powieść w dorobku autorki, ale zdecydowanie sprawia dużo przyjemności i warto jest ją przeczytać. Nigdzie indziej nie spotkacie się z takim czarem nastoletniej miłości, urokiem, magią oraz magnetyzmem. Przysięgam, że te książki przykuwają do łóżka. Historia Autumn
i Dax'a wywołuje nostalgię i tęsknotę. Za dawnym życiem, młodością i pierwszymi motylkami w brzuchu. Jest to drugi tytuł Kasie West nieposiadający w tytule „Chłopak”. Czyżby autorka odchodziła od swojego szlagierowego motywu?

Twórczyni, kolejny raz, pokazała na co ja stać. Lekkość pisania i czar chwili to jej domena. Nie wyobrażam sobie innej Kasie. Oczywiście nie mogło zabraknąć czegoś więcej. Autorka nie stworzyła powieści opowiadającej o małostkowej miłości.
W fabułę wplotła motyw odkrywania siebie, walczenia o swoje przekonania, przełamywaniu leków oraz sile prawdziwej przyjaźni. Jak zawsze można znaleźć coś więcej. Kasia West pisze mądre i wartościowe książki dla młodzieży, które mają przesłanie takżę dla dorosłych. Polecam z całego serducha. „Blisko Ciebie” to idealna powieść na lato.  







Moja ocena: 5,5/6


Sowixy znają może jakieś dzieła Kasie West? A może nie i jeszcze się ociągacie? Nie można tak!

Za książkę dziękuję wydawnictwu Feeria Young i Monice :*

Czytaj dalej »

niedziela, 2 lipca 2017

Sowie opowieści #46 Scott Sigler - Alight. Rozpaleni




Nastoletnia „Generacja” znowu chwyta w swoje szpony i nie chce puścić. Po genialnym „Alive” przyszedł czas na drugą cześć, czyli „Alight”. Seria charakteryzuje się jednym, wielkim mętlikiem. Czytelnik przez większą część książki nie wie co się dzieje i próbuje się odnaleźć w szybko mknącej treści. Cały czas czuje napięcie, a włoski stają dęba. Łapanie oddechu to przywilej, na który nie zawsze można było sobie pozwolić. Tak było w pierwszej części serii. Czy druga odsłona będzie równie dobra jak poprzedniczka? Czy autor ponownie zaskoczy czytelników?




Wyruszamy pod niebem, które jaśnieje żółtopomarańczowym światłem poranka. W grupie ze mną są Bishop, Visca, Coyotl, Bordżigin i mała ząb-dziewczynka nazwiskiem C. Kalle.


Fabuła


Em kolejny raz staje na wysokości zadania i dowodzi grupie dzieci, które chcą żyć po swojemu. Makabryczne wspomnienia cały czas ich prześladują. Na szczęście trumny oraz wielka niewiadoma są już za nimi. Odkrycia,
z poprzedniej części, pozwoliły im poznać swój los, pochodzenie i dlaczego żyją. Jednak prawda nie spodobała się dzieciakom. Żadne Starszy nie będzie czatował na ich młode ciała. Nie ma mowy!

Grupa ucieka statkiem na planetę Omeyocan. Pragną lepszego i wolnego życia. Jednak nie jest tak jak sobie zaplanowali. Będą musieli kolejny raz zawalczyć o szczęście, a nowych wyzwań będzie bardzo dużo. Wróg już na nich czeka, a szczątki dawnej populacji nie są zachęcające. W szeregach robi się podział, kiedy potrzebna jest jedności. Czy Em uda się zapanować nad chaosem i poprowadzić wszystkich do zwycięstwa? Czy nowy wróg będzie gorszy niż poprzedni? Jakie nowe wyzwania czekają na grupę walecznych dzieciaków?


Moim zdaniem


Mimo że tempo spadło dramatycznie nisko, to autor się nie powstrzymał i parę razy zaskoczył podczas czytania. Nie tyle ile oczekiwałam, ale przynajmniej coś. Dorzucił parę tajemnic. Podczas czytania cały czas wspiera się bohaterów książki. Pewnie dlatego, że wchodzi się w ich skórę. Wszystko jest bardzo realistycznie opisane, a postacie nic się nie zmienili. Niektórzy mają bardziej „wyrobiony” charakter, ale cały czas to ta sama grupa, która uciekała z nieprzyjaznej im planety. Mają swoje małe oraz duże dramaty, ale ostatecznie chcą tego samego – lepszego życia w nowych warunkach. Muszą zdobyć jedzenie i rozprawić się z nieprzychylnymi stworami.

Największym plusem książki jest czytanie jak bohaterowie uczą się od nowa nawet prostych czynności. Co jest dobre, a co złe. Jak posługiwać się tym czy innym narzędziem. Jak poradzić sobie
w nowych warunkach, kiedy wróg czyha na każdym kroku. Autor bardzo dokładnie pokazał wejście bohaterów w codzienne życie. Jak dzieci we mgle poznają podstawy Świata od nowa.  

Scott Sigler prowadzi narrację oczami Em. Pokazał jak nastolatka zaczyna pojmować reguły gry zwanej życie. Jak walczy o to co chce. Jej oczami odkrywamy nową rasę, która znajduje się na planecie Omeyocan. Dzięki jej uporowi oraz sile, można poczuć się jakby walczyło się ramię w ramię o przetrwanie. Główna bohaterka jest bardzo barwną i ciekawą postacią, która nie pozwala się nudzić podczas czytania.






Nie ma sensu udawać, że nie mam kłopotów. Najszybciej, jak umiem, opowiadam wszystkim o Bharce i innych Skoczkach, o tym że istnieje realna szansa na porozumienie i znalezienie lekarstwa na czerwoną pleśń, ale że najpierw musimy poradzić sobie z najniebezpieczniejszym problemem. 


„Alight” to bardzo dobra kontynuacja pierwszej części, jednak zbrakło trochę werwy, do której przyzwyczaiłam się
w „Alive”. Podczas czytania wyraźnie to czuć. Otwarte zakończenie sprawiło, że chcę kolejną część u siebie. Następna książka wydawnictwa Feeria Young, która wzmaga „czytelniczy apetyt”. Tym razem historia oparta na gatunku s-f, który jest bliski memu sercu. Science fiction ma w sobie coś wyjątkowego, a młodzieżowa odsłona to świeży powiew powietrza na rynku wydawniczym. Bardzo dobry przedstawiciel gatunku. Polecam przygodę z udziałem Scott'a Sigler'a i trylogii Generacje. Na pewno się nie zawiedziecie :)






 Moja ocena: 5/6

Czy sowixy czytały pierwszy tom Generacji? A może dopiero jest przed wami? Jeśli tak, to szybko szybko, bo niedługo wyjdzie trzeci i będzie tyyyle zaległości. Nie ma co zwlekać. Super historia jest warta przeczytania.

Za mozliwość przeczytania „Alight” dziękuję wydawnictwu Feeria Young i niestrudzonej Monice.  

Czytaj dalej »

sobota, 1 lipca 2017

Sowie opowieści #45 Chris Russell - Piosenki o dziewczynie




Pamiętam jak byłam nastolatką, a w muzyce prym wiedli Just 5, Backstreet Boys, N'sync oraz Britney Spears. Nigdy nie zapomnę tej ekscytacji, kiedy nowe piosenki pojawiały się na liście przebojów, a ja zdobywałam kasety. Tak, tak, jestem dzieckiem, które pamięta dinozaurową erę kaset magnetofonowych i VHS. Doskonale wiem co łączy taką kasetę i ołówek. Wszystko pamiętam doskonale, dlatego nie dziwi mnie, że obecnie pojawiają się nowe gwiazdy,
a dziewczyny tracą głowę dla nowych twarzy. Ja już zawsze będę kochać Justina Timberlake...

„Piosenki o dziewczynie” pozwalają spojrzeć na fascynację muzykami z zupełnie innej perspektywy. Kulisy oraz miejsca, gdzie każdy chciała się dostać, żeby doznać swojego idola. Główna bohaterka Charlie przedstawia czytelnikowi blaski i cienie muzycznego świata.




Właśnie to musiałam uchwycić na zdjęciach. Ale jedna rzecz nie dawała mi spokoju. To coś biło od każdego zdjęcia. Pusty fotel, na którym powinien siedzieć Gabriel West.


Fabuła


Charlie to nieśmiała dziewczyna, który na co dzień kryję się za swoim aparatem. Uwielbia patrzeć na świat przez jego obiektyw. Stara się żyć niezauważona, w cieniu innych. Niestety wszystko się zmienia, gdy odzywa się do niej dawny kolega. Olly uczęszczał kiedyś do tego samego liceum, a obecnie jest jednym z członków popularnego zespołu Fire&Lights. Główna bohaterka nie chce robić zdjęć na koncercie, ale przez zrządzenie losu oraz wścibską przyjaciółkę, wpada w wir sławy, fanek, muzyki i uroku przystojnego Gabe'a. Coraz bardziej ją do Gabriela przyciąga, a napięcie podsycają teksty znajdujące się w starym zeszycie matki dziewczyny. Czy Charlie poradzi sobie ze zgiełkiem? Czy ona i Gabe będą ze sobą? Jakie tajemnice wyjdą na światło dzienne?



Moim zdaniem

Muzyka, książka, czytanie i przystojniacy – idealny wieczór na skołatane nerwy. „Piosenki o dziewczynie” zawierają w swojej treści wszystko co potrzeba do czytelniczego szczęścia. Ciekawą fabułę okraszona nutka tajemnicy. Przystojniaków, którzy zawrócą wielu dziewczynom w głowie. Głębie dotykającą najczulszych strun. Muzykę porywającą do tańca i refleksji. Najlepsze z tego wszystkiego jest to, że książka jest pełna ciepła oraz wielu cennych rad.

Charlie to nastolatka, której nie w głowie sława, popularność czy rozpoznawalność. Pragnie skończyć szkołę z jak najlepszym wynikiem i osiągnąć wiele w życiu. Najbardziej kręci ją fotografia. Niespodziewana propozycja od Ollego przypada jej do gustu, ale także przeraża. Jeśli się zdecyduje, będzie musiała porzucić swoją strefę komfortu. Nawet nie wie jak bardzo. Z biegiem czasu zaprzyjaźnia się z chłopakami, a backstage traktuje jak drugi dom. Chłopaki nie zachowują się jak na wielkie gwiazdy przystało. Normalni kolesie, którzy lubią się powygłupiać, ale do muzyki podchodzą na serio. Męczy ich ciągły szum, ale liczą się
z konsekwencjami takiego życia. W ich składzie dochodzi do radości, rozterek, konfliktów, ale przyjaźń zawsze zwycięża.

Każdy z bohaterów wyróżnia się czymś innym. Charlie bardzo dużą nieśmiałością, Olly konsekwencją w działaniu, Gabe niestabilnością, Yuki głupkowatością, a Aiden urokiem. Razem tworzą mieszankę wybuchową. Niejednokrotnie, podczas czytania, miałam ochotę dołączyć do ich paczki i już się stamtąd nie ruszać. Każdego z nich gonią demony przeszłości, z którymi muszą sobie radzić.  

Podczas czytania nie mogłam oderwać się od lektury. Fabuła rozwija się tak jak powinna. Całość nakręca tajemniczy dziennik, należący kiedyś do matki Charlie. Skąd wzięły się tam teksty Gabe'a? Czyżby doszło do plagiatu? Podczas czytania zadawałam sobie ciągle te pytania. „Piosenki o dziewczynie” to pierwszy tom serii i niestety wątki zostają nierozwiązane. Można powiedzieć, że na samym końcu książki ciekawość zostaje jeszcze podbita ciekawym newsem. Nie mogę się doczekać, kiedy wrócę do świata Fire&Lights.  



Poczułam się jak granat z wyciągniętą zawleczką. Gwałtownie obróciłam się do Aimee, nadziewając się udem na kant ławki. Wszystko widziałam jak przez czerwoną mgiełkę. Zanim jednak zdołałam cokolwiek zrobić, Melissa zaczęła odciągać mnie do tyłu. 


Autor mnie zaskoczy. Oczywiście pozytywnie. Spodziewałam się „pamiętnika fanki” i opisów, jacy to muzycy są cudowni. Dostałam pełną ciepła, miłości, fascynacji powieść, która dodatkowo uczy. Przedstawia, jak sobie radzić
w ciężkich sytuacjach oraz ukazuje, że wybaczenie najgorszych krzywd jest możliwe. Jak rozmowa i szczerość może pomóc we wzajemnych relacjach. Ukrywanie uczuć nie przynosi nic dobrego. Zahacza również o bardzo popularny temat – nienawiść w sieci. Jak łatwo można kogoś ocenić i zrujnować mu życie, np. wstawiając niepochlebne komentarze nie znając danej osoby. Autor bardzo dobrze przedstawił właśnie ten problem. Jest to plaga naszego społeczeństwa. Ludzie często piszą coś, nie zdając sobie sprawy jak skrzywdzą kogoś innego.

Książkę czyta się szybko i miło. Chris Russell z wielką lekkością pisze na ciężkie tematy. W ciekawy sposób przedstawia świat muzyki. Pewnie dlatego, że sam ma zespół. Przelał własne doświadczenia do historii przedstawionej w „Piosenkach o dziewczynie”. Całość jest przyjemna i warta zapoznania się. Idealna lektura na letnie wieczory. Uważam, że każdy znajdzie tu coś dla siebie, ale powieść skierowana jest bardziej do nastoletnich czytelników.  








Moim zdaniem: 6/6
Czy znacie już muzyczny świat Fire&Lights? Czy porwał Was czarujący Gabe? Napiszcie koniecznie czy powieść się podobała Wam się tak samo bardzo jak mi. Sowixy :*

Z książkę dziękuję wydawnictwu Feeria Young oraz Monice :*




Czytaj dalej »

środa, 7 czerwca 2017

Sowie opowieści #44 Kasie West - Chłopak z innej bajki



Kiedy poznaje się styl pisania autora/ki, wtedy już wiadomo czego można się spodziewać po następnych powieściach. Nie inaczej jest z Kasie West. Od pierwszej książki przekonała mnie, że warto jej zaufać. Każda powieść jest lekka, przyjemna i zaskakująca. Niby wszystkie są podobne, ale jednocześnie różne. Wiem, że mnie nie zawiedzie, a każda napisana przez nią powieść przypadnie mi do gustu. Nie inaczej było z „Chłopakiem z innej bajki”


Chodzi o wasz hotel?Jestem najzupełniej pewna, że nie chcę być pokojówką kiedy dorosnę -  mówię do Xandra gry jedziemy przez parking



Fabuła

Caymen to nastolatka, która ma trochę inne problemy niż reszta jej rówieśników. Od najmłodszych lata pomaga mamie w sklepie z lalkami. Kobiety ledwo wiążą koniec z końcem, a główna bohaterka nie chce spędzić swojej przyszłość w sklepie. Nie wyobraża sobie jednak zostawić matkę i wyjechać gdzieś daleko. Rodzicielka zaszczepiła w niej wiele cech, również niechęć do bogaczy. Zblazowani, wymagający, roszczeniowi oraz widzący tylko czubek własnego nosa. Tak postrzega ich Caymen. W połączeniu z jej sarkastycznymi podejściem do życia, otrzymujemy mieszankę wybuchową. Xander musi przebić się przez myślenie dziewczyny, inaczej nic nie będzie z ich znajomości. Chłopak jest przedstawicielem wyższej klasy, której tak nie znosi dziewczyna. Czy uda im się znaleźć wspólny język? Czy mimo różnic będą razem? Jaką tajemnicę skrywa matka dziewczyny i jak wpłynie ona na ich dalsze życie?


Moim zdaniem


Autorka przedstawiła zderzenie dwóch różnych światów. Bogatych pariasów, których mogą pozwolić sobie na wszystko o czym marzą oraz biednego społeczeństwa. Ci drudzy muszą walczyć na każdym kroku o lepsze jutro. Wśród nich jest Caymen. Siedemnastolatka nie zna innego życia niż sklep z lalkami oraz pomoc mamie. Jak na swój wiek, jest bardzo odpowiedzialna. Dźwiga na swoich barkach dużą odpowiedzialność. Od zawsze była sama
z mamą. Każda wolną chwilę poświęca na rozwinięcie biznesu. Xander to bogaty chłopak, który nigdy nie zaznał biedy. Wbrew swojej woli ma zająć się rodzinnym biznesem. Wzbrania się przed tym jak tylko może. Szuka innego zajęcia dla siebie. Ich drogi przeplatają się na tym właśnie etapie. Nastolatki dostrzegają, że ich pragnienia i marzenia wcale się tak bardzo od siebie nie różnią, mimo że każde wiedzie inne życie. Główni bohaterowie są wykreowanie bardzo dobrze. Twórczyni przedstawiła ich obawy oraz cechy charakteru, które sprawiają, że tak dobrze się rozumieją. Chłopak jest zafascynowany podejściem Caymen. Jej buntownicza natura fascynuje go i przyciąga.  

Postacie drugoplanowe idealnie wpasowują się w stworzoną historię. Skye, najlepsza przyjaciółka Caymen to wulkan energii. Ma mnóstwo pomysłów, a życie kształtuje według własnego pomysłu. Nie boi się niczego. Chce się bawić
i korzystać z życia. Jest idealną przyjaciółką, tak jak Mason. Wokalista Zrzędliwych Ropuch oraz chłopak Skye. Wydaje się outsiderem, ale kiedy trzeba staje na wysokości zadania. Fragmenty powieści, które przedstawiają ich relacje bardzo przyjemnie się czyta. Mama głównej bohaterki to kobieta po przejściach. Próbuje stworzyć coś własnego i dać jak najlepszy przykład swojej córce. Ciągle się o nią martwi i chce żeby Caymen uczyła się na jej błędach. Kolega Xandera wprowadza trochę zamętu, ale to dobrze. Musi się coś dziać. Postacie przedstawione w książce, to mieszanka wybuchowa. Każdego można polubić na swój własny sposób.

Jego znajomy głos sprawia, że schodzi ze mnie napięcie. W niczym nie przypomina Roberta. Gdyby był taki sam, zmyłby się zaraz po odkryciu, ze mieszkam nad naszym sklepem. Ta myśl dodaje mi otuchy.




Kasie West, kolejny raz napisała powieść z polotem, ale także dużą dozą humoru. Książkę czyta się szybko, dzięki jej lekkiemu stylowi pisania. Nie ma tu miejsca na niezrozumienie tekstu. Wszystko jest logiczne, a fabuła rozwija się wraz z czytaniem. Znając styl pisania autorki można się spodziewać jak potoczą się losy w „Chłopaku z innej bajki”. Nie obyło się jednak bez zaskakujących wątków, które wprowadziły rozterki do fabuły. Przedstawiona historia jest bardzo prawdziwa i może zdarzyć się w życiu codziennym. Kolejna ciekawa oraz przyjemna treść spod pióra Kasie West.

Przedstawione światy na pozór mogą wydawać się zupełnie różne. Kiedy jednak człowiek zbada je dokładniej, okazuje się, że bohaterów bardzo dużo łączy. Wychowani są w zupełnie inny sposób, ale nie widać między nimi różnicy. Oczywiście przeczytać można także o typowych „przedstawicielach” snobistycznej odsłony. Wtedy najlepiej widać, że nie to gdzie się człowiek urodził, a to jaki jest decyduje
o jego losie. Twórczyni pokazała blaski i cienie każdej grupy społecznej.

„Chłopak z innej bajki” to lektura, która uprzyjemni wieczór. Jest to idealny tytuł na wieczór, kiedy człowiek wraca po ciężkim dniu w pracy. Można sięgać bez zastanowienia. Taki gatunek nazywam typowym „omdóżdżaczem” i odskocznią od codziennych problemów. Jeśli zna się poprzednie dzieła autorki, wiadomo co czeka czytelnika. Fabuła jest miła dla oka, a książkę bardzo szybko się kończy. Dzięki małej dozie tajemnicy, nie da się oderwać od fabuły. Aż chce się wiedzieć co skrywa mama Caymen. Zakończenie nie wyjaśnia wszystkich wątków, co wywołuje pewna dozę frustracji. Jest to też sposób na dopowiedzenie sobie, przez czytelnika, jak niektóre wątki potoczą się dalej. Może autorka powróci kiedyś do świata bohaterów i wyjaśni kwestie, które są niewyjaśnione?



Polecam. Książka pokazuje schemat biednej dziewczyny i księcia z bajki, w ówczesnych realiach. Trochę inne spojrzenie, ale jakie ciągające! Pozytywna lektura, która wywoła napady śmiechu oraz chwile zadumy. Właśnie tak pisze Kasie West. Nigdy nie jest nudno. Polecam wszystkie książki autorki. Wywołanie ciepłych uczuć, gwarantowane!







Moja ocena: 6/6


Znasz może „Chłopaka z innej bajki? A może zaczytywałaś/łeś się w innych lekturach od Kasie West? Napisz co sądzisz o twórczości tej genialnej kobiety.

Za książkę dziękuję Monice, która musi znosić moje maile oraz całemu wydawnictwu Feeria Young.  

Czytaj dalej »

wtorek, 6 czerwca 2017

Sowie opowieści #43 Natasha Preston - Uwięzione



Książki, książki i jeszcze raz książki. Kocham je od wypierdkowych lat. Pozwalają mi odlecieć do innej rzeczywistości, kiedy w mojej jest nieciekawie. Dzięki prostym słowom i własnej wyobraźni zwiedziłam już cały Świat. Są jednak powieści, które zabierają czytelnika w miejsca, do których nie chciałby się fizycznie wybrać. Jedną z takich pozycji są „Uwięzione” Natashy Preston. Wykreowana przez nią rzeczywistość jest do bólu realna, a człowiek długo po przeczytaniu nie wie czy chce zmagać się z życiem codziennym.

Nagle wszystkie dźwięki nabrały mocy - jego głęboki, urywany oddech oraz jej charkot i dławienie się. W ciągu kilku sekund ona zamilkła. Coś uderzyło o podłogę. Potem słyszałam już tylko jego.





Fabuła

Summer to pogodna dziewczyna, która cieszy się życiem. Nie boi się podejmować wyzwań i sama wyznacza drogę, którą chce podążać. Nie ma dla niej rzeczy niemożliwych, a kiedy ktoś jej czegoś zabrania – jeszcze bardziej tego chce. W swojej miejscowości jest dobrze znana, czuje się tu bezpiecznie. Do czasu... Pewnego wieczoru wybiera się na imprezę. Odmawia, kiedy jej chłopak Lewis chce ją odprowadzić. Decyzja okazuje się tragiczna w skutkach, ponieważ główna bohaterka zostaje uprowadzona. Brutalnie wrzucona do samochodu, a następnie zamknięta w piwnicy, która jest już zamieszkała. Jak poradzi sobie z wyzwaniami, które postawi przed nią porywacz? Czego mężczyzna tak naprawdę chce?
I najważniejsze: czy Sum kiedykolwiek wróci do domu?


Moim zdaniem

Mocna, prawdziwa i wciągająca, taka właśnie jest książka Natashy Preston. Summer, zostaje uprowadzona przez niestabilnego mężczyznę, który próbuje stworzyć własną rodzinę. Kiedy główna bohaterka trafia do nowego „domu” poznaje tam inne dziewczyny. Niektóre z nich przetrzymywane są od lat. Nastolatka jest zdeterminowana, aby wydostać się z pułapki. Chce wrócić do najbliższych
i wieść poprzednie życie. Jednak nie jest to takie proste.
Z czasem uczy się grać w grę, którą jej i trzem innym dziewczynom narzuca porywacz. Czy do końca zatraci siebie? Co zrobią jej bliscy, aby odzyskać Summer? Czy determinacja nastolatki pomoże jej wyjść cało z opresji?

Największą zagadką powieści jest to: jak można stworzyć dzieło, które jest jednocześnie wciągające, a w wielu momentach nudne. Tak, dobrze czytasz. Jedna książka wywołała u mnie dokładnie takie uczucia. Na samym początku byłam strasznie ciekawa co się stanie. Dlaczego mężczyzna kieruje się takimi działaniami, a nie innymi. Dlaczego zmienia dziewczynom imiona i trzyma je
w piwnicy. Jednocześnie widać, że się o nie troszczy, nie chce żeby stała się im krzywda. Można powiedzieć, że na swój własny sposób je kocha. Do dalszego czytania nakręcała mnie chęć poznania jego motywów. Dlaczego stał się taki. Co na niego wpłynęło oraz co swoimi działaniami chce osiągnąć. Z biegiem fabuły dowiedziałam się, ale musiałam przejść przez utarte schematy codziennego dnia dziewczyn. Porywacz narzucił im kiedy mają się myć, jeść, co robić
w czasie wolnym. Dawał troszkę miejsca na własna inwencję, ale wszystko było pod ścisłą kontrolą. Podczas czytania można się wynudzić. Dlaczego? Ponieważ ile razy można czytać, o sprzątaniu blatów czy oglądaniu filmu. Całą sprawę ratuje odkrywanie, jak zmienia się podejście i uczucia głównej bohaterki. W jaki sposób topnieje jej determinacja. Wyjątkowo dobrze widać to w odniesieniu do dziewczyn, które są od lat
w zamknięciu. Wydawać by się mogło, że pasuje im obecny stan rzeczy. Tak naprawdę jest to system obronny. Wolą przyjąć obecną rzeczywistość, niż wierzyć w ratunek, który może nie przyjść. Patrząc na całokształt można odkryć, że codzienne przestawianie rutyny Sum jest zabiegiem celowym. Autorka chciała pokazać jak niesprzyjające warunki „łamią ducha” oraz zmieniają osobowość. Teraz to wiem, ale podczas czytania czułam często znużenie. Pojawiało się także inne uczucie. Im częściej poznawałam psychikę porywacza, tym czułam się gorzej. Książka zaczynała wpływać na moje samopoczucie. Miałam w sobie coraz więcej obaw. Bałam się co się stanie z dziewczynami i jednocześnie oglądałam się za siebie żebym nie skończyła jak one. Jest to może myślenie irracjonalne, ale nie mogłam nic na to poradzić.


Okropnie mnie przerażało, kiedy obie się martwiły. Widziały już tak wiele i przyzwyczaiły się do takiego życia, ale teraz one też się bały. Zastanawiałam się, czy to przeze mnie Clover zaczął się tak zachowywać. 



Zmienne nastroje chorego mężczyzny wywoływały u mnie przerażenie. Fragmenty opowiadane przez Lewisa, były jak chwila oddechu w spirali psychozy. Tak samo było z momentami, kiedy główna bohaterka wspominała swojego chłopaka. Jak się poznali, co do niego czuła oraz jak bardzo chciałaby być z nim. Bardzo dobrze, że autorka je umieściła, bo nie wiem czy sama bym nie zwariowała.

Ciekawym zabiegiem jest pokazywanie, tego samego zagadnienia,
z zewnątrz i wewnątrz, tzn. co przeżywały dziewczyny oraz najbliżsi Summer. Autorka pokazała jak porwanie wpłynęło na rodzinę i chłopaka Sum. Całość została przedstawiona bardzo realistycznie, szczególnie siła młodzieńczej miłości. Lewis do końca walczył, szukał, starał się znaleźć swoją dziewczynę. Myślę, że niejedna dziewczyna zakocha się w jego determinacji.

Niejednokrotnie prychałam z frustracji. Szczególnie, kiedy odnalezienie dziewczyn było na wyciągnięcie ręki. Kolejne niepowodzenia wywoływały
u mnie zgrzytanie zębów. Straszne jest wiedzieć co się dzieje, a nie móc nic zrobić. Irytacja sięga zenitu, a ja krzyczałam do Lewisa, że jest na dobrej drodze. Szkoda, że nie nie słyszał... Dokładnie takie same uczucia miałam, kiedy „wchodziłam” w umysł Clovera, porywacza. Nie wiedziałam co się za chwilę stanie.

Bohaterowie to istny cyrk osobowości. Clover, czyli porywacz, jest tak złożony. Dla otoczenia jest ułożonym i skrytym mężczyzną, który wykonuje powierzone mu obowiązki. W pieleszach domowych wychodzi z niego niestabilny osobnik, który marzy o rodzinie. Nie potrafi jednak jej stworzyć
w normalny sposób. Trauma z dzieciństwa, zdrady taty i skomplikowana osobowość matki wpłynęły na jego obecny stan. Najgorszym momentem książki jest chwila, kiedy pomyślałam: Ojej, a Clover jest też ofiarą. Chwila... Co? Tak, dobrze czytasz. Autorka zmanipulowała moimi uczuciami w taki sposób, że chyba sama miałam przez chwilę syndrom Sztokholmski. Aż sama się sobie dziwię. Ostatecznie odbieram go jako osobnika chorego, którego życie ukształtowało w taki sposób.


Żadne z nas się nie odezwało, a ja ciągle nie podnosiłam na Lewisa wzroku. Przebywanie z nim w jednym pomieszczeniu prawie bolało. Coraz wyraźniej słyszałam jego kroki, kiedy się zbliżał. Poczułam, jak łóżko ugina się pod jego ciężarem, a kątem oka zobaczyłam kawałek jego nogi. 



Rose, Poppy, Violet przejawiają różny stan przywiązania do Clovera. Im dłużej żyją w zamknięciu, tym bardziej są mu oddane. Czasem nie wiadomo czy ze strachu co może zrobić czy przez syndrom Sztokholmski. Najbardziej zżyłam się z główną bohaterką. Pewnie dlatego, że przez całą książkę, można odkryć drogę jaką przeszła. Od porwania, do swoistej akceptacji stanu w jakim się znajduję. Niejednokrotnie mnie irytowała, ale za chwilę jej współczułam. Autorka bardzo dobrze odzwierciedliła uczucia osoby, która została porwana. Wahania nastrojów, podejmowanie absurdalnych decyzji. Z czasem, miałam wrażenie, że zwariowałam z dziewczynami, które są w piwnicy. Rozumiałam ich tok myślenia
i dlaczego takie są. Przykro było patrzeć jak Summer traci nadzieje. Jej światło gasło z każdym kolejnym dniem. Nie wiem gdzie zagubiła się ta dziewczyna, ale na końcu książki to już nie była ta sama osoba co na początku.

Podsumowując: mocna i prawdziwa książka, która przedstawia wstrząsającą historię. Kiedy człowiek uświadamia sobie, że takie rzeczy dzieją się naprawdę – odczuwa ją jeszcze mocniej. I może wydawać się to głupie, ale nagle przestała mi przeszkadzać nadopiekuńczość bliskich. Moje poczucie bezpieczeństwa jest mniejsze, niż przed poznaniem „Uwięzionych”. Nagle chłopak może odprowadzać mnie gdzie tylko chce... Nie zmieniłam swojego charakteru, ale stałam się ostrożniejsza. Jeśli autorka chciała osiągnąć taki efekt, to jej się to udało. Realnie przedstawione wydarzenia naprawdę dają do myślenia. Dbałość
o szczegóły wpłynęła na realizm sytuacji. Książka jest przestrogą, szczególnie dla butności nastolatków. Nie chodzi o ograniczenia ich świata, ale o ochronę przed potworami pokroju Clovera. Polecam sięgnąć po tytuł, ponieważ jest to bardzo dobry przykład literatury zmieniającej życie. Do teraz czuję strach i zupełnie inaczej patrzę na kwiaty. 








Moja ocena: 6/6 



A czy Ty znasz już powieść „Uprowadzone”? Lubisz książki wpływające na psychikę i postrzeganie świata zewnętrznego? Bardzo mocno polecam „Uwięzione”.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Feeria Young oraz Monice.


Czytaj dalej »