Po wielu trudach i znojach znowu wracam do prowadzenia bloga. Wiem, że wiele razy obiecywałam : tak teraz to już na stałe, albo : idziemy pełną parą.... I wiadomo jak to wychodziło. Stwierdziłam, że tym razem nie będę obiecywać. Powiem tylko, że mam nadzieję na powrót stały. Dużo czynników miało wpływ na moja nieobecność. Najpierw egzaminy, wyjazd do USA, poznanie swojej wielkiej miłości :), obrona pracy, pójście ma magisterkę...
Taaaak, wiele się działo, ale wracam i chce być z Wami na baaaaaardzo długo :D
Mam parę kosmetyków ze stanów, które będę chciała opisać. Poopisuję też co się ze mną działo, jak tam było, czemu tam byłam, ale dziś mój post chce skupić na notce, która miała pojawić się lata świetlne temu....
Znowu KOBO :P
Nic nie poradzę, że mam sentyment i wielki pociąg do tej właśnie marki. W swoich zbiorach posiadam dużo ich rzeczy. Niektóre są bublami, a inne KWC. Notkę poświęcę dzisiaj zdecydowanie tej drugiej grupie, a mianowicie pigmentom.
Duma, chwała i moc. Tak można je na szybko opisać....
Cała seria wybija się trwałością i magicznymi kolorami....
Cieszą oczy przy każdym kontakcie.
Mój zbiór zaczęłam od oto tych cudeniek :
501 Violet Blush
Jak widać na zdjęciu pigment przeznaczony jest dla tonacji ziemnej, jednak ja cały czas z niego korzystam. Daje piękną, migotliwą taflę na oku. Poświata, jak nazwa wskazuje, jest fioletowa. Idealny do dziennego makijażu. Nie rzuca się w oczy, ale daję migotliwą powłokę. Co do trwałości to ciężko mi powiedzieć, ponieważ zawsze używam bazy pod cienie... Na bazie pozostaje od rana do wieczora.
401 Sunny Yelow
Słoneczny, wakacyjny, zauważalny. Trzy słowa oddające naturę tego oto cudeńka. Za każdym razem jak po niego sięgam przychodzą mi na myśl wakacje, słońce, woda, plaża i ja :)
Dosłownie farbka w proszku. Tonacja dla karnacji ciepłej. Zdjęcie, które jest zrobione na dłoni i na palcu przekłamuje kolor. Barwa jest identyczna jak ta w opakowaniu. Minusem tego odcienie są prześwity. Musimy się troszeczkę przyłożyć żeby cień pokrył całą powiekę bez nieestetycznych bruzd. Polecam dla cierpliwych, którzy lubią powiem lata na powiece :)
402 Hot orange
Nie wiem dlaczego akurat orange.... Może ja coś mam ze wzrokiem, albo producent chciał przywołać na myśl obraz czerwonej pomarańczy, ale jak dla mnie pigment bardzie wpada w czerwień niż w pomarańcz...
Tak samo jak w przypadku kolegi powyżej - dla cierpliwych. Jednak włożenie trochę wysiłku popłaca dając nam piekną barwę na powiece. Nie osypuje się w ciągu dnia, zostaje na swoim miejscu zgodnie z przeznaczeniem. Tonacja ciepła.
Następna grupa trzymająca władzę zebrała grono 4 przedstawicieli :
407 Grape
To jest dopiero kolor. Nie wiem, ale mi osobiście kojarzy się z moja ulubioną czekoladą i krową promującą łakocie. Jak w przypadku kolegów z pierwszej tury, odcień wymaga wysiłku, ale nie tak dużego jak w przypadku yelow or orange. Jak dla mnie jest to idealny wiosenny odcień. Szczególnie teraz kiedy pogoda nad nie rozpieszcza trzeba sobie ubarwić życie. Odcień Grape jest do tego najlepszy. Trzyma się długo. Osypuje minimalnie przy nakładaniu, ale jest sypki więc wiadomo jak to z nimi jest. Tonacja chłodna - taaaa...
408 Cornflower
Mój faworyt. Kocham ten odcień, kocham drobno zmieloną postać, kocham to jak się w nim czuje.
Jak sama nazwa wskazuje od razu przychodzi nam na myśl chaber.
Odcień przywodzi mi jeszcze na myśl wodę w Miami. W przeciwieństwie do poprzedników rozprowadza się jak po maśle. Nie pozostawia prześwitów. Bardzo dobrze blenduje się i łączy z innymi kolorami. Zdecydowanie odcień rzucający się w oczy.. Dla chłodnych karnacji, jednak jak wiemy ja się tym nie przejmuje :) Nie osypuje się w ciągu dnia, zostaje na miejscu.
409 Emerald
Przed Państwem szmaragd w sypkiej postaci.
Tonacja chłodna. Mimo swojej barwy nie rzuca się bardzo w oczy. Przy nakładaniu płynnie scala się z powieką dając ładny efekt w odcieniu zieleni. Kojarzy mi się z trawą, nie tą bardzo zieloną. Niestety daje prześwity.
510 Smoky silver
Stal w proszku. Moje pierwsze skojarzenie. W przeciwieństwie do reszty ( prócz violet) ma migoczące drobinki, które dają powalający efekt. Wielkim plusem jest to, że przy nakładaniu nie osypuje się na twarz i nie daje efektu bijącej w słońcu cery. Dobrze się nakłada, długo utrzymuje. Tonacja neutralna. Bardzo dobrze sprawdza się przy makijażu smokey eye, z nutka drapieżnego blasku :)
A teraz trochę zdjęć wszystkich kolegów poza Violet :
Podsumowując są to naprawdę fajne produkty, w cudownych kolorach. Poświadczyć za to mogę ja : Ta, która zawsze musiała mieć coś co się błyszczy, a zakochałam się w matach :)
Kiedyś pigmenty sprzedawane były za 19,99 zł, terach ich cena zdecydowanie spadła i na stałe weszła wyprzedaż. Nie wiem czy to z powodu zmiany kolorystyki, którą może chce firma wprowadzić, ale upust 10 zł na sztuce to jest coś. Sama marka okresowo, co gazetka W Drogerii Natura, robi wyprzedaż swoich produktów za naprawdę dobre pieniądze. Żaden tam upust 2,3 zł. Dla przykładu powiem, że wkłady do paletek ostatnio zostały przecenione z 13,99 zł na 6,99 zł. Jak dla mnie jest to godne uwagi :)
Polecam, podpisuję się i namawiam :)
A wy macie swoje ulubione pigmenty z KOBO, a może jeszcze nie używałyście, bądź wasza ocena jest zupełnie inna od mojej ?
Piszcie w komentarzach, chętnie dowiem się co inni sądzą :)
Na koniec chciałam zapowiedzieć, że planuje wprowadzić małe zmiany w blogu, w stylu oceniania i urozmaicić też styl pisania. Jak widać pierwsze zmiany już weszły w życie Wypatrujcie więc i zapraszam do częstych odwiedzin.
Buziaki robaki :*:*




