czwartek, 24 listopada 2016

Update recenzji z dlaLejdis

Postanowiłam napisać jedno sprostowanie. Kiedy nie piszę na blogu, to nie znaczy, że leżę i pachnę :P. Piszę dla innych portali albo sobie cuduję. Dzisiaj chciałam pokazać Wam 6 ostatnich recenzji dla portalu dlaLejdis. Może będziecie mieli ochotę podskoczyć i poczytać co tam naskrobałam. Myślę, że będę dodawać co się dzieje na innych platformach. Oczywiście zbiorcze, bo bez sensu powielać coś, co już jest :).

Do dzieła! Przedstawiam ostatnie wypocinki:

1. 

Nakładem Wydawnictwa Feeria, wyszła ciekawa publikacja o matkach, które nie są jak z bajki.

2.  

Racja Stanu - mój osobisty faworyt. Nigdy nie myślałam, że Novae Res może wydać taką perełkę :).


3. 
I wielkie rozczarowanie. Tak wiele obiecywałam sobie po tym tytule. Moja tematyka, ale jednak nie pałamy do siebie miłością :/


4. 


Wielkie zaskoczenie i coś nowego w moim życiu :).


5. 

Coś dla ducha i ciała :).


6. 

Kocham <3

Recenzja

I to tyle na ten moment. Mam nadzieję, że zajrzycie i poczytacie :).
High wings sowixy :*.
Czytaj dalej »

wtorek, 22 listopada 2016

Sowie opowieści #22 Amber Smith - Co mnie zmieniło na zawsze



Wielki kubek kawy, dobra muzyka, laptop, stos zmieszanych uczuć – jestem gotowa do recenzji. Z pisaniem jest jak
z ciuchami – każdy ma swój styl. Jedni czytają parę książek naraz, inni recenzują po jednej, a ja czytam jedną po drugiej, ale recenzuję tłumnie. Mogę wtedy poukładać emocje. Nie są one zawsze dobrym przewodnikiem. Uwielbiam stan odcięcia się od Świata i skupienia tylko na pisaniu. W powietrzu aż wisi znak – nie przeszkadzać, bo pogryzę. Jest to mój czas wyciszenia. Nie ma nic innego, tylko ja i moje myśli. Ten stan jest jeszcze ważniejszy przy obecnej recenzji. Książka jest szczególna. Dotyka tematu mi bliskiego. Niby temat tabu, ale dlaczego? Nie można pozwolić oprawcom na bezkarne działanie. Ok, zagalopowałam się. Przejdźmy do początku. Proszę, usiądź swobodnie, niech nic Cię nie rozprasza. Lepiej nic nie pij, ani nie jedź, bo od emocji może Ci coś stanąć w gardle. Skup się. Przechodzimy do ważnych tematów. Zapraszam Cię do recenzji „Co mnie zmieniło na zawsze”. Już nic nie będzie takie jak wcześniej.


Zapalam lampę pod sufitem, lampkę na biurku i wyciągam z górnej półki w szafie śpiwór. Rozkładam go na podłodze i próbuje myśleć o czymkolwiek, tylko nie o tym, dlaczego nie mogę się zmusić, żeby spać we własnym łóżku. Ni to opadam, ni to zwalam się na ziemię. Naciągam na głowę poduszkę i płaczę tak bardzo, że nie wiem, czy kiedykolwiek ud mi się przestać. (...) Czuję, że mogłabym po prostu usnąć i się nie obudzić. W rzeczy samej niemal mam na to nadzieję.

Fabuła 

Eden jest nastolatką, która nie wyróżnia się na tle rówieśników. Pogodna, normalna, grająca w szkolnym zespole. 
W jednej chwili jej życie się zmienia. Wystarczy 5 minut, aby ustalony ład poległ. Skryta miłość, najlepszy kumpel brata postawia zabrać coś, co nie należy do niego. Siłą i przemocą sprawia, że nastoletnia Eden staje się „kobietą”. Wywraca jej cały świat do góry nogami. Dlaczego? Jakim prawem? Nikt mu nie pozwolił! Jego czyn wywołuje otępienie, a potem pojawia się coś nowego. Eden nigdy jeszcze tego nie czuła. Nienawiść. Pożerająca, odłączająca logiczne myślenie, obezwładniająca. Przejmuje nad nią kontrole – na zawsze. Jak poradzi sobie w nowej rzeczywistości? Czy powie komuś o gwałcie? Jak potoczą się jej losy, kiedy nic już nie ma sensu?

Moim zdaniem


Gwałt skryty, wstydliwy, upokarzający. Są to tylko niektóre z określeń. W naszym społeczeństwie temat przeważnie ukryty. Szepcze się o nim po kątach, ale nikt nie chce powiedzieć tego na głos. Dlaczego? Oooo, pewnie mu na to pozwoliła, a teraz jej głupio. Zobacz jak się ubrała, pewnie sama chciała. Nie pilnowała, to ma. Krzywdzące i niepochlebne głosy wpływają na postrzeganie siebie. Nikt Ci nie uwierzy. Jak można żyć z takim piętnem? Eden też to usłyszała. Pełen nienawiści szept, który przytępił jej reakcje. Tak naprawdę jest jeszcze dzieckiem, które powinno korzystać z młodości. Jedna sytuacja zmieniła wszystko. Zostawia piętnujący, wstydliwy ślad. I ją zmienia. Ze spokojnej dziewczyny zmienia się
w robota bez uczuć. 

Jak to dobrze, że Amber Smith postanowiła poruszyć tak trudny temat. Pokazuje, jak jedno zdarzenia wpływa na osobowość. Lata beztroski zmieniają się w ciągła walkę oraz ukrywanie głębokiej rany. Tutaj nie pomoże woda utleniona, również plasterek też nic nie da. Eden musi sobie radzić z nową rzeczywistością. Jej życie zaczęło się tego dnia. Nie ma czasu wcześniejszego. Urodziła się wtedy na nowo. Nic już nie ma sensu. Dawne chwile odeszły.

Książka jest przerażająca, poruszająca oraz trudna. Tak, trudna. Myślałam, że nigdy nie przestanę ryczeć. Każda chwila przynosiła nowy nakład emocji i otworzyła stare rany. Tak, sama się o to prosiłam. Wiedziałam o czym jest książka. Powieść przybliża jeden z mechanizmów radzenia sobie z traumą. Nie ma konkretnej, dobrej drogi. Jeśli przeszłyście, to wiecie. Społeczeństwu wydaje się, że jeśli od początku nie wyzna się „swoich grzechów”, to się kłamie. Jak to, po paru dniach/tygodniach/miesiącach/latach powiedziała co się stało? Pewnie ściemnia.
O takich rzeczach się mówi. Tak, mówi się – jeśli się jest dostatecznie silnym. Można tez ukrywać prawdę, a po przemieleniu jej na milion sposobów – wyznać komuś zaufanemu. Albo obcemu, bo emocje już rozsadzają. Inną drogą jest ukrycie. Ofiara myśli, że to jej wina. Skoro ludzie mówią – prowokujesz. Pewnie tak jest. Lepiej ukryć to w sobie. Nie! To nigdy nie jest Twoja wina. Nigdy tak nie myśl! Nie znaczy nie! Żadne tak albo może. Głupi stereotyp, że kobieta się ciągle waha, dał nieformalną zgodę na perswadowanie swoich myśli. Próbę zmuszenia do czegoś, czego nie chce. Nie musisz się zwierzać, ale nie obarczaj siebie. Tyle reakcji, ile przypadków. Nie ma właściwych odpowiedzi, ani drogi. Ofiara potrzebuje wsparcia, ale mimo, że komuś ufa – nie znaczy, że się zwierzy. Często występuje syndrom oddalenia i psucia relacji. Przeraźliwy wstyd, niejednej osobie zamknął usta.  





Dym wypełnia pokój. Kręci mi się od niego w głowie. Zamykam oczy i próbuję trochę głębiej wniknąć w tę chwilę - w moje ciało, w mój umysł. Tak głęboko, żeby wypłynąć po drugiej stronie i zapomnieć, jak w ogóle się tutaj znalazłam. Przez drzwi słyszę przytłumione krzyki i muzykę, ale jakoś niezupełnie do mnie docierają.



Książka jest przepełniona emocjami. Na każdej stronie możesz znaleźć wstrząsające relacje. Narratorem jest główna bohaterka. Widzimy świat jej oczami. Dzięki takiemu zabiegowi, możemy przejść cały proces razem z nią: niedowierzanie, akceptacje, ukrycie, obrzydzenia, żałobę, złość... Autorka wprawnie działa słowem. Sprawia, że mimo bólu, książki nie da się odłożyć. Jak narkoman, po nową działkę, wchodzimy w świat „po” i staramy się zrozumieć cały proces. A jest on bardzo skomplikowany. Gwarantuje – będziesz rwać sobie włosy z głowy. Wielu zachowań nie zrozumiesz. Zrobią to osoby, które przeszły podobną sytuację lub prawdziwą traumę. Wtedy nic nie jest racjonalne. Każda droga jest dobra, aby nie czuć. Bo co sprawia ból? Uczucia, myślenie. Eden też już nie chce myśleć. Pragnie zamknąć drzwi i zgubić klucz. Tylko nie zawsze tak się da.
Feeria Young zrobili coś cudownego. Wydali książkę dla młodzieży o bardzo ciężkim temacie. Może dzięki niej, zagubiona dusza odzyska głos? Dlaczego nie? Każda droga jest dobra, aby ukarać zwyrodnialca. Fabuła książki jest na tyle skomplikowana, że krzywdę wyrządził najbliższy człowiek. To jest wielki plus. Pokazanie, jak silne relacje mogą wpłynąć, na decyzję o zwróceniu na siebie uwagi. Albo na zamknięciu się przed bliskimi.



Z każdą kolejną stroną, wchodziłam coraz głębiej w przestawiony świat. Uczucia są opisane tak prawdziwie, że czułam je podczas czytania. Przysięgam, dawno tak nie ryczałam. Łzy leciały i nie chciały się zatrzymać. Nie jest to powieść o radzeniu sobie z dawną sytuacją. Czytelnik, na każdym etapie wie, co się dzieje. Zaczynając od nocy
z gwałtem, po konsekwencje tej nocy. 
Życie Eden zmienia się jak kalejdoskopie. Radzi sobie etapami, a zachowanie ciągnie ją w otchłań. Niczym równią pochyłą, stacza się coraz dalej od własnego ja. Czy już taka pozostanie? Kiedy pisze recenzję, moje płuca działają na pół oddechu, a w głowie gra mi utwór Nirvana - „Rape me”.
Wracam myślami do przeszłości oraz do momentów w książce. Nadal trzęsą mi się ręce, w oczach mam łzy, a serce uderza jak szalone. Powieść Amber Smith nie jest łatwa, ani przyjemna, jednak szalenie potrzebna. Cieszę się, że na rynku pojawiają się książki, które rozdzierają czytelnika, żeby mógł później złożyć się na nowo. Kiedy weryfikuje swoje poglądy i postrzeganie świata. Niby każdy wie, że takie rzeczy mają miejsce, ale bez ciągłego przypominania, ta wiedza zanika. A tak być nie może. Nie, dla bestialstwa. Zdaje sobie sprawę, że moja recenzje nie jest do końca taka, jak powinna. W głównej mierze jest opinią. Przy tak trudnym dla mnie temacie, nie umiem inaczej. Mam nadzieję, że to zrozumiesz drogi czytelniku. 

Bliskość jego ciała przyprawia mnie o fizyczny wstręt, jak znak ostrzegawczy błyskający neonowymi światłami: NIEBEZPIECZEŃSTWO NIEBEZPIECZEŃSTWO NIEBEZPIECZEŃSTWO. Uciekaj od niego, mówi mi moje ciało. Ale ciężko jest uciec od kogoś takiego jak on. (...) Przesuwa ręce na przód moich jeansów i w górę, dotyka mnie przez podkoszulek, dotyka mnie wszędzie. Otwarte usta przytyka do mojej szyi. (...) Nie odpowiada. Dalej przesuwa po mnie wzrokiem z góry na dół ze wstrętnym uśmieszkiem. Moje serce bije tak głośno, ze słyszę je w uszach. Dopiero teraz widzę, ze byłam zbyt pewna siebie. Zapomniałam, jak długie są łapy Kevina. Przypomniał mi. Potem odchodzi w ciszy, tak jak wszedł, zostawiając mnie zamarłą z przerażenia. 



A co jest najlepsze? W „Co mnie zmieniło na zawsze” nie ma minusów. Stylistycznych, fabularnych, ani żadnych innych. Całość jest spójna i konkretna. Przedstawia prawdę. Nie ma cukrowania i słodkich słówek. Happy end nie jest najważniejszy. Postaci drugoplanowe wywierają wpływ na zdarzenia. Szczególnie rodzice Eden. Ich charaktery są nakreślone szczegółowo. Najlepsza przyjaciółka mogłaby być Twoja najlepsza przyjaciółką. Realizm jest największym plusem.
Na uwagę zasługuje także okładka. Srebrne tło z pastelowym wykończeniem. Kiedy patrzę na dziewczynę z okładki – tak właśnie widzę Eden. Zapatrzona w dal, zatopiona we własnych myślach. Nikomu nie zdradza co się w niej dzieje. Co się z nią stało. Tylko ona i jej własna głowa.
Podsumowując, polecam każdemu. Ok, jeśli masz słabe nerwy – nie wiem czy to będzie dobry pomysł. Mimo wszystko, uważam że powinno się poznać historię Eden. Odkryć co się dzieje z człowiekiem w takiej sytuacji. Książka bardzo wiele wyjaśnia i otwiera oczy wątpiącym. Poznaj Eden i jej nowe życie.



    


Moja ocena: 6/6 ( a najlepiej to 10 na 6 :P)

Znacie już świat Eden? Jeśli nie, to nie ma co się wahać sowixy :). High wing. Za możliwość przeczytania tej cudownej książki dziękuję Monice i wydawnictwu Feeria Young <3 


Czytaj dalej »

czwartek, 10 listopada 2016

Sowie opowieści #21 Jenny Han, Siobhan Vivian - Ogień za ogień



Pokonaj swoich wrogów, a poczujesz się lepiej. Część społeczeństwa prawi tak od zarania dziejów. Pokazuje nam wolność, którą osiągniemy po pokonaniu własnych demonów. Druga część, mówi o wybaczaniu i niechowaniu urazy, jak o złotym środku. Stań się lepszą wersją siebie. Mszczenie się nic nie da. Nie pomoże na Twoje problemy. Zamiast się rozwijać, to zamykasz się w małym świecie autodestrukcji. Co wtedy, jak postawa zen nie przynosi efektów? Jak ogień upokorzenia i niepewności ciągle się tli. Nie możesz patrzeć w lustro. Wzrok utkwiony w ziemię i do przodu.
W końcu jesteś do niczego i ludzie Tobą gardzą. Jak ma pomóc Ci postawa wiecznej radości? Czasem trzeba ubrudzić sobie paluszki, aby osiągnąć szczęście. Pokazać demonom w głowie i oprawcom na ziemi, że nie jesteś lekką i ulotną istotą. Walczysz o swoje, a jeśli ktoś Cię tyka - spotyka go kara.


I właśnie wtedy poczułam, że to nadciąga. Zbliżało się niczym potężna fala, niczym tsunami. Jakby coś we mnie wzbierało - złość, smutek. Dokładnie coś takiego stało się ze mną na balu. Zamknęłam oczy, ale pod powiekami nie odnalazłam wcale ciemności. Widziałam, jak ściany labiryntu zajmują się ogniem. A po chwili płonący labirynt więził w sobie wszystkich gości. O Boże, Boże. 


Fabuła


Dziewczyny dokonały swojej zemsty. Nie wszystko poszło po ich myśli, ale zrealizował swoje plany. Sprawiedliwość pokazała swoje lico i dumnie poklepała je po plecach. Tylko... dlaczego nie odczuły ulgi? Coś jest nie tak. Mary, Kat 

i Lillia powracają na ścieżkę zemsty, aby kolejny raz pokazać wrogom, na co je stać. Wszak zostały niewyjaśnione sprawy, a odwet na wrogach musi mieć swój kres i miejsce. Co dobrego z tego wyniknie? Czy dziewczyny, napędzane spiralą nienawiści, zastanowiły się nad własnymi decyzjami?




Moim zdaniem


I znowu tu jesteś. Wyspa Jar przyciąga Cię niczym syrena, a czas spędzony z Kat, Lillią i Mary, był tak udany, że chcesz więcej. Ja też :). Po ciekawym, pierwszym tomie, czas dowiedzieć się co los szykuje bohaterkom. Pierwsza odsłona okazała się mroczna i wciągająca. Dziewczyny zawiązały pakt, który przyniósł im w życiu wiele zmian. Najlepszym „efektem ubocznym” jest ich przyjaźń. Kat i Lillia na nowo wkroczyły na ścieżkę przyjaźni i nie mają zamiaru z niej schodzić. Mary jest nowym, ciekawym dopełnieniem tego osobliwego trójkąta. I wszystko było by dobrze. Ich relacje przestałyby istnieć tylko nocą albo ukrywane w ciemnych zakamarkach. Tylko coś im nie daje spokoju. Idealny plan nie został zrealizowany do końca. Niedosyt i częściowa satysfakcja nie jest tym, o czym marzyły. Co teraz zrobić? Wprowadzić nowy plan, aby osiągnąć cel! Dziewczyny, kolejny raz zwierają szyki. Chcą pokazać gdzie raki zimują. Nauczone doświadczeniem, wiedzą czego unikać,. Nie mogą zaprzepaścić planu. Mimo pojawiających się problemów, prą do przodu jak wielki pług, przez śnieżne zaspy. Autorki, kolejny raz pokazały, że wyobraźni im nie brakuje.
Wracają z nowymi pomysłami i czymś ekstra. Niewyjaśnioną tajemnicą z części pierwszej. Co tak naprawdę stało się pod koniec tomu pierwszego? Bałam się, że pisarki przekombinują swoje plany
i wyjdzie z tego jeden wielki galimatias. Po lekturze, już wiem.... Jest zupełnie inaczej :). Kolejny raz nie zawiodłam się na zagranym duecie. 
Oczywiście, niektóre rzeczy załatwiłabym inaczej. Niektóre pominęła, inne dodała, ale to nie moja książka :P 
Wielkim plusem całej serii jest pokazanie ludzkiej natury. Pewność, w jednym momencie, za chwilę okazuje się wielką niewiadomą. Uczucie nienawiści potrafi zamienić się w miłość. Szereg psychologicznych zagrywek i zmian, jest tak subtelny, że dopiero po czasie odkrywamy efekt. Wyłapujemy małe niuanse, ale są bardzo drobne. Nie wpływają na człowieka w danym momencie. Podoba mi się! Podoba mi się psychologiczna część książki. Jak bardzo człowiek potrafi wybielić swoje czyny albo rugać się za błahostkę.



Była pora obiadowa, a ja tkwiłam w samochodzie zaparkowanym niedaleko willi Lillii i paliłam jednego papierosa za drugim. Wszystkie okna miałam szczelnie zamknięte. Śnieg padał bez przerwy przez cały dzień. Na przedniej szybie zgromadziła się już tak gruba warstwa, że prawie nic nie było przez nią widać.


W części drugiej na wielki plus zasługuje postać Lillii. Dziewczyna wypracowała sobie charakter. Mimo miękkości i rozpieszczenia, wyrobiła sobie pazur, jakiego brakowało mi w pierwszym tomie. Nareszcie pokazał na co ją stać :). To jej przypada lwia część nowego planu. Musi porzucić wątpliwości i odkryć wobec kogo chce być lojalna.
Kat, jak to Kat. Nadal wprowadza zamieszanie i chaos. Poznajemy jej miękką i subtelną stronę. Pozawala to, jeszcze lepiej się z nią utożsamiać. Nie taka Kat straszna, jak ją malują :P Na każdym kroku pokazuje, że jest lojalną przyjaciółką, a kontakt z dziewczynami jest dla niej ważny. Ból i odrzucenie, przykrywa kołderką sarkazmu i udawanej obojętności.
Tajemnica Mary nie daje jej spokoju. Dziewczyna cały czas czuje, że coś jest nie tak. Nie napisze, że nagle stała się lwem, a cicha myszka odeszła w siną dal. Widać starania. Dziewczyna próbuje coś zmienić, a przyjaźń z Kat i Lillią jest dla niej najważniejsza. Są momenty kiedy pokazuje swoje ciekawe ja, jednak przez większość czasu nadal jest taka sama.Czasem, aż mam ochotę podejść do niej i poważnie porozmawiać. Jej kryptonit ciągle na nią działa, a ona sama udowadnia, że można jednocześnie kochać i nienawidzić. 
Jeśli liczysz na bardziej wysublimowane metody zemsty – niestety się rozczarujesz. Uwaga dziewczyn skupia się głównie na jednej postaci. Inna dostanie rykoszetem, ale można napisać, że obrały jednego wroga. Rewelacje Mary, z części pierwszej, nieco wyblakły, ale nadal powracają z siła huraganu.
Głównym atutem, poza psychologicznym aspektem, jest pokazanie, że ludzie z różnych środowisk, mogą być bratnimi duszami. Totalnie różne kobiety, łączy silna więź przyjaźni, co staje się ich deską ratunkową w ówczesnym życiu. Podoba mi się uzupełnianie charakterów i że wspólnie przełamują kolejne bariery. Ich relacje nie są jak bluszcz. Nie muszą spędzać ze sobą dnia za dniem, żeby wiedzieć co do siebie czują i jak wygląda ich relacja. Ciekawy zabieg, po duszących macka przyjaźni, jakie serwują nam książki młodzieżowe.
Jestem bardzo ciekawa następnego tomu. Nie mogę się doczekać na jakie pokrętne pomysły wpadną autorki. Strasznie ciekawi mnie także tytuł trzeciego tomu. Uważam, że idealnie odzwierciedlają akcję każdej książki. 
Zakończenie, istna petarda. Nawet większa niż w tomie pierwszym. Nie mamy tutaj do czynienia z klątwą drugiej części.
Uważam, że jest bardziej wysublimowana, a tempo akcji tylko rośnie. Końcówka wbiła mnie w fotel. Podczas rozwoju akcji, podejrzewałam jaki może być finał, jednak nie aż tak! O kurcze.. Hiperwentylacja. Nie wiem jak dziewczyny się z tego wyplączą. Co będzie dalej z ich przyjaźnią? Mam nadzieję, że kolejny tom przyjdzie szybciej, niż się spodziewam. Wiele osób marudzi na okładki, a mi się podobają. Ciągle zastanawiam się, czy patrzenie każdej dziewczyny w inną stronę, ma jakąś symbolikę. A może to moja nadinterpretacja pozostała z lekcji polskiego :P.


Podsumowując. Amazing. Koniecznie musisz przeczytać tom pierwszy. Możesz wiele stracić jeśli tego nie zrobisz..Uważam, że fabuła się rozwija, a autorki ciągle podbijają poziom o kolejne oczka. Infantylność pierwszej części, nieco przygasła, co pokazuje rozwój bohaterów i ich wejście w dorosłe życie. Stare urazy, nie zawsze są niewybaczalne, a prawdziwa przyjaźń może wrócić na właściwe tory. 





Moja ocena 5,5/6


Za możliwość przeczytania kolejnych perypetii na wyspie Jar - wydawnictwu Feeria Young :*



Sowixy! Musicie poznać Lil, Kat i Mary oraz ich historie :). High wing

Czytaj dalej »

środa, 9 listopada 2016

Sowie opowieści # 20 Estelle Maskame - Czy wspomniałam, że za Tobą tęsknię



Jako osoba przed trzydziestką, jeszcze :P, powinnam mieć ugruntowany gust, konkretne cele i dojrzałe zapatrywania literackie. Nie... :D Nie zrozum mnie źle. Cele mam, marzenia też, wkład pracy – obecny. Tylko, że ja w dużej mierze nadal czuję się dzieckiem. Rozbuchaną nastką z burza loków, piegami na licu i ciągotami do nowego. Dlatego uwielbiam literaturę młodzieżową. Nadal, niezmiennie. Nawet na starość będę się w niej zaczytywać.
Parę dni temu wskoczył mi do przeglądarki artykuł. Oczywiście gdzieś go już posiałam, ale jak odnajdę, to wrzucę link. Było wiele górnolotnych terminów, dywagacji i jeden wniosek. Ludzie przed 30'tką, a najlepiej tuż po 25 urodzinach, powinni być określeni w każdym aspekcie swojego życia. Ale... Że co? Czy tylko ja tak mam, że nie mam zamiaru zamykać się w jakiś ramkach, bo mówią że tak trzeba. Mówię definitywne nie! Mam czytać tylko fantastykę albo tylko horrory? Uważam, iż nikt nie powinien narzucać nam w jakiś chorych schematów, bo ja to długo zostanę dzieckiem :P
Po przydługim wstępie, zapraszam Cię na recenzję "Czy wspomniałam, że za Tobą tęsknię?". Skoro młodzieżowo - to DYMILY :). 



Uścisk ma stanowczy, acz delikatny. Unoszę brwi i wpatruję się w jego palce na mojej skórze. Podnoszę wzrok i widzę jego oczy, które wpatrują się we mnie z czułością. Serce zaczyna mi bić szybciej i czuję się rozczarowana, gdy nagle puszcza moją rękę i robi krok w tył. 


Fabuła

Eden jest sama. Czuje się porzucona i musi radzić sobie ze wszystkim. Tyler dał dyla i nie wiadomo kiedy wróci. Jak mógł jej to zrobić? Czy kiedykolwiek wróci? Minął rok, od kiedy ostatni raz się widzieli. 365 dni rozpaczy, płaczu, wkurzenia, złości i... ustania uczuć? Eden stara się żyć nowym życiem. Wszyscy mają ją za nienormalną wariatkę, która nie potrafi powstrzymać zapędów. Nic nie rozumieją, nie wiedzą jak było. Najgorsze, że wszyscy wiedzą. Jak tylko wraca na wakacje, do Santa Monica, czuje na sobie setki spojrzeń. Wszechobecny gniew – tak można opisać obecną Eden. Ile jedna osoba może znieść? Kiedy uświadamia sobie, że Tyler nie wróci, złość ogarniają ją całą. Ale co się dziwić? Miało był dobrze, może nie prosto, ale zdecydowanie niesamotnie.
Nagle, bez żadnego ostrzeżenia Tyler wraca. I co teraz? Czy uczucie wygasło już na zawsze? Czy po takich upokorzeniach da się jeszcze zbudować szczęśliwy związek? I najważniejsze – czy Eden nie wykopie Tyler
z powrotem do dziury z której przylazł?


Moim zdaniem


Tak, tak :) Po lekkim zawodzie częścią drugą, Estelle wraca z siła gromu. Muszę przyznać, że nie mogłam się doczekać, jak wybrnie z zakończenia ostatniego tomu. Każdemu kopara opadła. I wracamy, a zastajemy?..... Zgliszcza... Inaczej się opisać tego nie da. Eden nigdy nie jest sama, ale ciągle czuje się samotna. Po odejście Tylera wzbiera w niej tyle uczuć, że aż nie da się wszystkich nazwać. Czuje się porzucona, jak dodatkowa serwetka w McDonaldzie. Dlaczego on jej to zrobił? Mieli być szczęśliwi, wspierać się, nie ranić.... Typowe zagranie Tylera. Jak coś nie pasuje, to wybiera swoją bezpieczna drogę. Tylko czy tak się da? Co z obietnicami? Pewnie zaraz wróci... Góra miesiąc i jest z powrotem. Czas biegnie, dni mijają, a jego nie ma. I nagle, w Eden, klaruje się jedno uczucie. Przyćmiło, a następnie wyparło wszystko inne. Gniew. Dociera do niej, że została sama. Utwierdza się w przekonaniu, iż to stan permanentny. Ok, tworzymy swoje życie na nowo. Tylko to nie jest tak proste. Ciągłe szepty za plecami, śmiechy, wytykanie palcami,a najgorsze – podzielona rodzina. Ojciec nie chce nawet z nią rozmawiać. Sojuszniczkami jest mama i Rachel, ale nawet one nic nie poradzą na gniew kochanego tatusia. Jamie okazuje się małym, niewdzięcznym gnojem. Cóż, zachowuje się jak typowy nastolatek w okresie buntu, jednak często przesadza. Wiek rządzi się swoimi prawami i kierują nim własne uczucia, zamiast rozsądku. Parę razy chciałam się wydrzeć na obu panów. Co wy robicie? Szczególnie na ojca, który powinien wspierać córkę, schodzi do zachowań nastoletniego chłopca. Każdy kontakt kończy się kłótnią, a Jamie dolewa tylko oliwy do ognia.   





Mama daje mi pospać, ale ja wcale nie śpię. Leżę w łóżku, otulona kołdrą, i zapuchniętymi oczami wpatruję się w sufit. Po tym, jak przestałam płakać, wzięłam prysznic, założyłam dres i położyłam się. 


Dobrze, że to tylko wakacje. Zaraz wróci do Chicago i upokorzenia się skończą. Kiedy zaczyna sobie powoli układać życie, Tyler wraca. Całkowicie inny. Nie jest już tym zbuntowanym i awanturniczym chłopakiem, którego znała. Oboje będą musieli dojść do tego, co dalej z ich życiem. Czy będzie ono na nowo wspólne? A może wyjaśnią waśnie i każdy odejdzie w swoją stronę.
Wiem, że jest dużo kontrowersji wokół całej serii. Ja sama mam mieszane uczucia. Pokochałam Eden i Tylera w pierwszej części. W drugiej miłość trwała, lecz lekko przygasła. Ok, opisy Nowego Jorku do teraz dźwięczą mi w głowie. Trzecia część przynosi coś nowego. Jest bardziej stonowana. Nadal doświadczamy zwrotów akcji, ale są one mniej dynamiczne niż wcześniej. Nie uważam tego za minus. Każdy tom trylogii czymś się różnił. Brak dynamiki może być powiązana, ze zmianami życia bohaterów. Tyler stał się opanowany, oboje wkraczają i kształtują swoje dorosłe życie. Bohaterami nie rządzą impulsy, ale chęć ułożenia sobie dorosłej drogi. 
Wielkim plusem jest brak przeładowania detalami. Ostatnie tomy mają to do siebie, że autor/ka chce wyjaśnić wszystko i dodać ostatnich parę szczegółów.
Tutaj tego nie ma. Historia, prostą droga zmierza ku końcowi. Mam bardzo mieszane uczucia. Chciałabym poczytać jeszcze o losach bohaterów. Dowiedzieć się, jak potoczą się ich losy. Nie tylko tych głównych. Z drugiej strony, zakończenie całej serii jest na wysokim poziomie i powoduje, że całość zamyka się sensownie i klarownie. Niektóre wątki są nie do końca wyjaśnione, jakby autorka dawała sobie jeszcze szanse na powrót. Nie przeszkadza to jednak w odczuciu, że to koniec. Daje on lekki niedosyt, ale przy każdym zakończeniu można trochę pomarudzić. Zawsze by się coś zmieniło :P. 
Estelle, nadal pisze
w charakterystyczny dla siebie sposób. Lekkość pióra, w połączeniu z ciężką tematyką, wychodzi jej bardzo dobrze. Czasem mam wrażenie, iż natłok emocji powodował, że autorka szybko kończyła niektóre wątki, aby ruszyć dalej i wyrobić się na czas.
Na uwagę zasługuje okładka, która wpasowuje się idealnie w poprzednie części. Przewaga niebieskiego na białym tle cieszy moje oczy i serce. Jak zawsze, widoki są powiązane z dziejącą się akcją książki. Cudowne opisy. Czuję się jakbym tam była. Każda miejscowość jest szczegółowo opisana.
Uważam, że „Czy wspomniałam, że za Tobą tęsknię” jest bardzo dobrym zakończeniem całej serii i spodoba się fanom trylogii. Nie zbędnego przeciągania historii i próby tworzenia, na siłę nowych tomów. Cała historia opowiedziana jest z odpowiednimi emocjami i daje do myślenia. Pokazuje, że naszym życiem kreuje przeznaczenie, ale to my decydujemy gdzie ono nas poniesie. Nietuzinkowy związek nadał smaczku całości. Nie jest to tylko kolejna seria o ludziach z problemami. Bohaterowie zmagają się także z obecnymi demonami.
Polecam, polecam, polecam!!! Oczywiście wszystkim, którzy znają wcześniejsze części. Bez tego się nie da. Fani gatunku będą zadowoleni, a nowi czytelnicy – zaskoczeni nowatorskim podejściem do łączenia w pary.  


Moja ocena: 5/6



Sowixy! Musicie poznać ostatnio tom i dać koniecznie znać - jak się podobał :D


Za możliwość przeczytania, dziękuję cudownej Monice i wydawnictwu Feeria Young. :*


Czytaj dalej »

wtorek, 8 listopada 2016

Sowie opowieści #19 Jenny Han, Siobhan Vivian - Ból za ból



Pewnego pięknego dnia wzięłam udział w konkursie. Właśnie, jestem uzależniona od konkursów :D. Uwielbiam zadania kreatywne, gdzie mogę się wykazać. Mam wtedy uczucie, że sama kieruję tym, czy wygram. Losowania to taka... ruletka. Dreszczyk emocji, adrenalinka. Nieważne, czy to zadania kreatywne obrazowo czy słownie. Kocham, kocham i nigdy nie przestanę.
Wielu ludzi nie rozumie. Jesteś blogerką, dostajesz jakieś egzemplarze. Ok, dostaję, ale nie wszystkie, które bym chciała przeczytać :P. Jeśli posiadam jakiś tytuł – nie biorę udziału. Daje możliwość posiadania innym. I tak było
w tym przypadku. Trzeba było odpowiedzieć na pytanie o zemście: „Jakbyś miał/a się na kimś zemścić jakbyś to zrobił/a i co mogłoby Cię do tego zmusić” Co na jej temat sądzę. Warto czy nie warto? Przybliżę Ci trochę moje postrzeganie tematu w dzisiejszej recenzji. Książka „Ból za ból' jest idealnym do tego przykładem. 

Nie chciałam nawet cofać się myślami do tego, co wydarzyło się na korytarzu w szkole. Nie miałam pojęcia, co to było. Wiedziałam tylko, że muszę się stać jak najszybciej wydostać.


Fabuła 

Poznaj trzy zupełnie różne dziewczyny. Kat jest buntowniczką i rebeliantką. Chodzi swoimi drogami i nie sobie
w kaszę dmuchać. Popularna Lillia traktowana jest jak księżniczka z bogatego domu. Często robi to, co uważane jest za słuszne, mimo że czuje inaczej. Mary to spokojna cicha myszka, która stara się nie wyróżniać z tłumu. Pewnego dnia, te trzy różne osobowości łączą się swoje siły, aby osiągnąć cel. Jest nim zemsta. Każdej z nich ktoś zalazł za skórę, w mniejszym lub większym stopniu. Postanawiają zawalczy o swoje i zadać ból wrogom. Osobno są bezsilne, ale razem tworzą revenge team. Wyspa Jar stanie się miejscem porachunków. Nieprzyjaciele nie wiedzą co ich czeka. Tylko czy zemsta przyniesie utęskniony spokój? Czy wszystko pójdzie po myśli dziewczyn? Jakie będą konsekwencje ich czynów?



Moim zdaniem

Książka o zemście? Tak poproszę :). Jestem osobą, która łatwo wybacza. Gorzej jest jednak z pamięcią. Tą mam bardzo dobrą. Mimo, że komuś wybaczam, to niestety pamiętam wyrządzone krzywdy. Jest to moją zmorą. Zamiast zwyczajnie odpuścić – mielę sytuacje pod każdym kątem. Tak już mam. Nie jest to nic cudownego. Wspomnienia mogą zaatakować przy byle okazji. Nauczyłam sobie z tym radzić. Nie z mojej winy, nadal mam parę niepozałatwianych spraw. Chciałam dowiedzieć się, jak inni sobie radzą. Dlatego sięgnęłam po „Ból za ból”. Już sam tytuł daje do myślenia. Będzie bolało, oj będzie. 

Dziewczyny nie wierzą w coś takiego jak karma. Ja też nieSkoro jest su... i zawsze się odpłaca, to dlaczego tylu złym ludziom uchodzą uczynki na sucho? Uważam, że najbardziej po tyłku dostają Ci, którzy się przejmują. Źli ludzie tego nie robią. Nie obchodzą ich konsekwencje czynów.
W gimnazjum byłam szykanowana, ponieważ nie zachowywałam się jak owca. Nie szłam za tłumem i miałam własne zdanie. To było piekło. Nie wiem, jak można gnębić inną osobę. Szczególnie, jeśli żyje swoim życiem i nikomu nie wadzi. Podobnie jak Kat (Kasia :P – rozumiesz :)), nie interesuje mnie bycie jak reszta. Ona też nie ma zamiaru zatracić swoich
  światopoglądów, tylko dla akceptacji. Żyje swoim życiem, ale innym to wadzi. Jej ex przyjaciółka Rennie, na każdym kroku wyzywa ją i próbuje sprowadzić do parteru. Nie z Kat te numery. Cięty język, niepohamowana siła charakteru, nie pozwalają jej siedzieć bezczynnie. Zdrada przyjaciółki z piaskownicy, to duży cios. Najlepsze jest to, iż Rennie przyjaźni się obecnie z Lillia. I tak koło zamyka się i krąży ciągle. 

Mary jest jak wspomnienie sprzed lat. Po dłuższej nieobecności powraca na wyspę Jar w nowej odsłonie. Jest piękna, szczupła i ciągle niepewna. Czy stare urazy zostaną zapomniane?
Dziewczyna wprowadzają naoliwioną maszynę zemsty w ruch. Podoba im się uczucie, które towarzyszy grupie na każdym kroku. Systematycznie realizują założony plan. Pojawiają się wyrzuty sumienia. Czy aby na pewno robią dobrze? Wplecione są w historie bardzo starannie i przemyślanie. Wahania, zagłuszane są, przez ból i dumę. Ofiary, wykonują następne, karygodne kroki, co powoduje zagłuszenie cichego głosu rozsądku.
Podoba mi się, podoba. Może książki nie jest na każdym kroku ambitna. Często przebijają dziecinne zachowania rodem z nastkowych lat, ale jest to plus. Bohaterowie chodzą do liceum. Autorki bardzo dobrze przygotowały się do dialogów rodem z L.O. 

Gdy tylko stanęła obok niej, Lillia wypuściła z ręki włosy, tak że opadły i zasłoniły jej całą twarz. Ich końcówki dosięgły wody w fontannie. Zrobiła to chyba po to, żeby nikt nie zobaczył, że ze mną rozmawia.

Narracja prowadzona jest w sposób ciekawy oraz przemyślany. Wszystkie trzy dziewczyny mają swój głos. W historii nie zabrakło także ciekawych retrospekcji, które wprowadzają w czasy obecne. Pokazano, dlaczego jest teraz tak. Co do tego doprowadziło.
Na uwagę zasługują także same pomysły zemsty. Musze przyznać, że dziewczyny mają sporą wyobraźnię,
a w sytuacjach kryzysowych nie tracą zimnej krwi. Nie do końca rozumiem wybór jednej z ofiar. Rozmowa wiele by wyjaśniła. Czuję, jakby autorki nie miały pomysłu na akurat tą zemstę. A może nie? Może był to przemyślany zabieg, którzy miał pokazać, że nie zawsze jest tak, jak nam się wydaje. Zaślepieni furią, nie myślimy rozsądnie i źle oceniamy sytuację.
Nie jest to książka wybitna, nie jest to też książka, która przypadnie do gustu każdemu czytelnikowi. Mi się spodobała, ponieważ jest to coś innego na rynku. Pokazanie blasków
i cieni pojęcia zemsty. Konsekwencji oraz pozytywów, które mogą się z nią wiązać. Autorki, nie skupiły się na karmicznym zamyśle dobra i zła. Pokazały kiedy zemsta popłaca, kiedy może w odwecie ugryź w tyłek. I ja to kupuje. Nareszcie nieprzesłodzona wersja: Bądź dobry, a życie będziesz mieć cudowne. 
Polecam fanom zawiłych i skomplikowanych, nastolatkowych problemów. Zdecydowanie dla wielbicielek młodzieżówek. Ja spędziłam bardzo przyjemny czas na wyspie Jar, która nie jest do końca taka piękna, jak ją opisują.





Moja ocena 4,5/6

Sowixy, znacie już Ból za ból? Polecam. Rozgrzeje w zimne wieczorki :p. High wing.
Czytaj dalej »

sobota, 5 listopada 2016

Sowie opowieści #18 Anna Dąbrowska - Nakarmię Cię miłością



Długo zbierałam się do tej recenzji. Oj długo... Musiałam poukładać wszystkie emocje, myśli odczucia. Po przeczytaniu powieści, która trafia w sam środek serducha, nie jest łatwo się pozbierać. Tak było z „Nakarmię Cię miłością”. Oczekiwałam wiele po tytule. Zawiodłam się, czy wręcz przeciwnie? Dałam nakarmić się miłością?
Postanowiłam zabawić się trochę przy zdjęciach. Kocham eksperymenty i holo efekt. Podoba mi się efekt końcowy
i wiem, że będę szła w tym kierunku. Co sądzisz? Jeszcze tylko dodam, że ilość zdjęć nie znaczy, iż chce odwrócić uwagę od treści. Lubię pisać i cykać foty - dlatego mi się to tak fajnie łączy :D 



Z każda chwilą pragnąłem być z nią więcej, słuchać jej opowieści, nawet tych banalnych, przekraczać granice intymności sprawdzać, jak jej ciało będzie reagowało na każdy niewinny dotyk, który przemieni się w pieszczotę wołającą o ukojenie pragnień.


Fabuła

Wszystko zaczyna się od nie do końca zaplanowanego wieczoru panieńskiego. A nie, czekaj, co ja piszę? Zaczyna się od prologu wprowadzającego. Jak to było przed spotkaniem. U niej wiele się nie zmienia, ale u Tobiasza... Głupia, najpierw fabuła... Książka przedstawia dwie skrajnie odmienne postaci: Tobiasza i Laurę. Ona – cicha myszka egzystująca co dnia, on – człowiek czynu z bogatą przeszłością. Pewnego wieczoru ich drogi się łącza i dopiero teraz zaczyna się zabawa :P. Czy dwoje różnych ludzi się dogada? A może to tylko chwilowa przygoda okraszona alkoholem, libido i magią przyciągania?



Moim zdaniem 

Nie wiem jak zacząć. Ułożyłam sobie wszystko w głowie, ale początek zawsze brzmi nie tak, jak powinien. Zacznę więc od mętliku. Autorka rozbełtała mi wnętrzności, zrobiła kocioł z serca, zagrała na nerwach jak na Gibsonie i to z uśmiechem na ustach. Anno D, pójdziesz do piekła za swoje niecne uczynki. Będziesz miała pokój koło mnie :D 
Wiesz, że zawsze piszę recenzje kierując się własnymi emocjami. I tak na serio, to nawet nie wiem jak je ładnie ubrać w słowa, żeby miały sens dla normalnego czytelnika. Niepohamowane dźwięki, podczas czytania, szły co chwilę :).
Autorka, nie wprowadza nas w stan kolejki górskiej, rollercoastera, czy też innego ustrojstwa. Cały czas dawkuje nam podobną siłę emocji, które wywołują radość, a niekiedy smutek. Zależy jaka to scena.

Ok, a może coś o bohaterach? Laura to cicha myszka, która pracuje w banku, umawia się z Pawelc.., ups Pawłem, 
i szuka swojego skrawka raju. Żyje zachowawczo, nie sprzeciwia się, ukrywa swoje pasje i wie, że inni zawsze mają racje. A nawet jak wie, że nie mają, to nie walczy o swoje. Matko.... jak ja jej nie lubię :P. Tak myślałam na początku. Tyle razy miałam ochotę podejść i sprzedać jej pobudkowego plaskacza, krzyknąć: ogarnij się babo! To Twoje życie i żaden padalec nie będzie Ci po nim jeździł walcem. Teraz wiem, że zabieg był celowy. Podczas rozwoju książki, zmienia się nasza bohaterka. Nie tak totalnie. Nadal jest słodka i pomocna, ale wyostrza się jej charakterek, co bardzo mi się podoba. Anno D, ty mała, podstępna bestio :P. 

Tobiasz, Tobi, Tobiaszek. Od samego początku wiem, że go kocham i nienawidzę jednocześnie. Jakby tu go opisać? Samiec alfa, z poszarpanym sercem, który gryzie, a potem zadaje pytania. Przypomina mi przyjaciela z przeszłości. Człowiek orkiestra z sercem na dłoni. Niestety, życiowe harpie zabrały mu misiakową duszę i zostawiły czarną pustkę. Nie inaczej jest z Tobiaszem. Stał się skurw... bez skrupułów. Miałam ochotę wydrapać mu oczy, szczególnie podczas pierwszego spotkania z L.



Co jest bajecznego w całej powieści? Transformacja bohaterów. Nie tylko głównych, ale także drugoplanowych, jak Bartek, Iza, Kaśka. Autorka, niczym najlepszy kucharz
z trzema gwiazdkami Michelin, wydobywa najlepsze kąski z każdej postaci. Idealnie pokazuje, jak potrafimy grać przed innymi, byle tylko nie zostać ponownie wystawieni na cierpienie, czy ocenianie. Zakładanie masek, jest cechą nie tylko polaków, ale całego Świata. Wdziewamy je niczym pancerz ochronny. Po co ryzykować? Tylko ile tak można? W pewnym momencie ochrona staje się przeszkoda nie do przeskoczenia. Zaczyna uwierać, przeszkadzać, tworzyć pęcherze i powodować przeciążenie. Zaczynamy szukać możliwości bycia sobą na 100%, a nie tylko w wyjątkowych okolicznościach. Tobiasz nie szukał swojej oazy wolności. Sama się przytrafiła. Czuje, że przy Laurze może pokazać swoją prawdziwa twarz, lęki 
i nie zostanie stracony. Kiedy demonstruje swoją prawdziwą, zadziorną naturę, ale w granicach normy. W tym momencie moja miłość do niego rozkwitła.


Poczułam, jak moje palce zalewa fala ciepła, która pulsacyjnym rytmem wędrowała do wszystkich zakamarków ciała. Zadrżałam, wziąć czując na sobie ciepło dłoni Tobiasza. Szybko wyrwałam się z tego zakazanego uścisku.

Przed przeczytaniem książki, zapoznałam się z paroma recenzjami. Taki ludzki odruch. To, że sama piszę nie znaczy, że nie czytam innych recek. Come on :P Trafiłam na porównanie, że Pani Dąbrowska jest polską Hoover. Hmmm... ciekawe porównanie, niestety się nie zgodzę. Uważam, że jest lepsza. Możecie się nie zgadzać, ale to jest moje zdanie - bez wazeliniarstwa. W książce Anny, nie ma zbędnego przeciągania scen. Bohaterka, nie mieli w każdą stronę jednego problemu, aż do barf'a na kartki. Ok, bohaterowie analizują swoje problem, ale w wysublimowany sposób. Nie ma rozwlekania, przyjemnie i szybko się czyta. Oczywiście, kocham poznawanie historii z dwóch perspektyw. 

Jeśli miałabym się pokusić o jakieś porównanie, to stawiam na K. Bromberg. Wiem, tu New Adult, a tam erotyk, ale skupiam się na odczuciach. Jedna i druga potrafi bardzo dobrze wybrać strunę, na której trzeba właśnie zagrać. Obie, rozbełtały mi uczuciowe flaczki,
w takim samym stopniu, a emocje kończą się dopiero, kiedy zamykam książki. Nigdy nie patrzę przez gatunek, zawsze prze odczucia.
Recenzja jest do pochlastania słodka. Ooooo, właśnie biegnie jednorożec i macha ogonem :P. Chciałabym napisać coś złego. Uwierz mi, usilnie szukam wad i nic z tego. Zachowanie bohaterki się zmieniło. Może, ale to tylko może, wplecenie jedno wątku, pod koniec książki. Mam wrażenie, jakby został tam dodany na ostatnia chwilę, żeby się działo coś więcej. Nie napiszę jaki, bo zdradzę Ci ważny aspekt książki, a spoilerów nie lubimy. I tak przechodząc do końca mojego wywodu... Polecam!!!
Tak strasznie. Uważam, że to jest moja jedna z pięciu najlepszych książek tego roku, 
a wybredna ze mnie bestia :). Nawet pokuszę się o pierwszą trójeczkę. Ma wszystko, co dobra książka powinna mieć: ciekawa historię, napięcie, zwroty akcji, barwnych bohaterów. 
I co najlepsze – polskie klimaty :). Brakowało mi takiej autorki na rodzimym podwórku.
I nagle, pojawiła się Anna D :). Tak, wiem że wcześniej skrobała, ale „Nakarmię Cię miłością” deklasuje inne książki. Na uwagę zasługuje także sama autorka. Dawno nie spotkałam tak ciepłej, otwartej, kochanej i współczującej autorki. Możesz teraz myśleć: ręka rękę myje. Pisze o niej tak dobrze, bo się lubią. Nie! Wręcz przeciwnie. Jakbym się podlizywała, to bym dostała srogie baty :P. Anna D liczy na krytykę. 

Nie wahaj się i nie opieraj, tak długo jak ja. Daj się nakarmić miłością już dziś :). Nie masz nic do stracenia, a możesz tylko zyskać :). Niewątpliwie czekam na więcej. Tupię nóżkami jak podczas lekcji stepowania.

Moja ocena: 6/6 raczej, nie inaczej.

Jeszcze jedna rzecz, a co :) Pochwalę się:



Bardzo dziękuję autorce, za zaufanie mojej skromnej osobie i przysłanie pięknego egzemplarza. I dedykacja <3

Sowixy, znacie „Nakarmię Cię miłością”? Nie? Musicie nadrobić :D High wing.
Czytaj dalej »

piątek, 4 listopada 2016

Sowie opowieści #17 Steena Holmes - Dziecko wspomnień


Jako nawrócona fanka thrillerów psychologicznych czuję się w obowiązku żeby Cię poinformować. Jeśli masz słabe nerwy to uciekaj. Szybko i się nie oglądaj. Po każdej książce siedzę i zbieram szczękę przez resztę dnia. Nie inaczej było z książką : „Dziecko wspomnień”.

Diana oparła się i skrzyżowała ramiona, zapominając o jedzeniu. Brian odłożył widelec i przełknął kęs, który przeżuwał od dłuższej chwili. Makaron z kurczakiem smakował jak trociny.


Fabuła


Poznaj Dianę i Brian'a. Małżeństwo z wieloletnim stażem, które pnie się po szczeblach kariery. Są nie do zatrzymania. Najlepsi, z najlepszych w swoich branżach. I nagle pojawia się dziecko. Niespodziewanie, niezaplanowanie. On jest wniebowzięty, ona nie za bardzo. Ostatecznie decydują się poradzić sobie ze wszystkim co daje im życie. Rok później pojawia się Grace. Czy dłuższy wyjazd Briana zepsuje nowe, idealne życie? Czy Diana poradzi sobie
z wychowywaniem córki?

Moim zdaniem

Ostatnio mam szczęście, że jak sięgam po thriller psychologiczny, to niszczy mnie
w środku. Moja miękka skorupka się rozpada. Nie wiem czy łapać spadające kawałki, czy te co jeszcze się trzymają. Uwielbiam dreszczyk niepewności, na pewno mam rację. Czuję przez skórę, że tak się skończy, ale... Czy na pewno? Kurde, czytam dalej! Mniej więcej to się dzieje w mojej głowie. Ostatnio zniszczyła mnie „Wdowa”, a dzisiaj „Dziecko wspomnień” od Wydawnictwa Kobiecego.

Opisywana para niewiele różni się od wielu codziennie egzystujących. Pobrali się kiedy byli młodzi i tak trwają przy sobie od lat. Czuć miłość i wzajemny szacunek. Zdecydowanym rekinem biznesu jest Diana. Właśnie uzyskała awans w firmie, na który tyle pracowała. Może dlatego dwie kreski na teście ciążowym wcale jej nie cieszą. Wręcz przeciwnie, zmaga się ze swoimi demonami. I walczy, zaciekle. Dla siebie, Briana i ich dziecka. 

Historia prowadzona jest wielotorowo. Nie ma jednego narratora. Ostatnio, znowu modna, stała się retrospekcja. Bieżące wydarzenia opowiadane są przez Dianę, sprzed roku – przez Briana. Podoba mi się taki zabieg, ponieważ można dowiedzieć się o uczuciach bohaterów. Spojrzeć na sprawę ich oczami. Lubię przeplatanie się przeszłości z teraźniejszością. Odkrywać historię po kawałku. Niczym Sherlock dochodzę do sedna sprawy.

Cieszę się, że Diana opisuje późniejsze wydarzenia. Widać jak macierzyństwo na nią wpłynęło. Zmieniła się diametralnie. Jest nie do poznania. Kiedyś zaciekła lwica, dążąca do sukcesu w firmie, poświęcająca siebie dla kariery. Teraz, łagodna matka, która nie widzi świata poza córeczką. Autorka idealnie pokazała, jak kobieta może się zmienić po narodzinach dziecka.


Cienie wydłużały się na podłogach, gdy chodziłam bez celu po cichym domu z Grace w ramionach. Nie lubiłam ciszy. Wyprowadzała mnie z równowagi. Gdyby Brian tu był, zażartowałby, że nie lubię być sama ze swoimi myślami. I miałby po części rację. 


Mimo nieobecności Brian'a, Dianie pomaga niania/była pielęgniarka. Młoda mama nie radzi sobie do końca z nową rzeczywistością i potrzebuje wsparcia. Nina spisuje się idealnie. Jest jak wspierająca matka. Zawsze pomoże oraz wysłucha. Tylko gdzie do diabła jest Brian? Dlaczego nie dzwoni, a najlepiej – nie wraca. Ma wyczekane dziecko i go nie ma. Są to tylko niektóre z pytań, jakie zadaje sobie Diana. Boi się, że mąż ją porzucił i nie wróci. Chce rozwodu, separacji? Dlaczego? Mimo wątpliwości, ciągle wierzy, że zaraz dostanie od niego wiadomość.

Muszę przyznać, że gdzieś po 30 stronach domyśliłam się częściowej prawdy. Jednak to tylko mały fragment. Zakończenie mnie zaskoczyło i dało do myślenia o priorytetach życiowych. Nie ma co odkładach życia na później. Należy realizować własne pragnienia. Już, teraz, natychmiast.
Historia wymyślona przez Panią Holmes jest nietuzinkowa. Do każdego bohatera, zmieniała sposób myślenia i opisywania. Przeszkadza mi jednak roztkliwianie się nad szczegółami. Wychodzę z założenia, że nie trzeba wszystkiego wykładać czytelnikowi. Szczegółowo wyjaśniać każdego detalu. Trzeba zostawić miejsce na wyobraźnie i interpretację. Nie można decydować za czytelnika jak ma myśleć.

Podsumowując. Steena Holmes stanęła na wysokości zadania. Zaprezentowała książkę, która na pewno na długo zostanie w umyśle czytelnika. Mimo niedociągnięć, czyta się szybko. U mnie spowodowane to było chęcią dowiedzenia się, czy moje domysły mają rację bytu. Czy może odkryję coś jeszcze? Postaci Diany i Briana, są tak inne, że aż idealnie do siebie pasujące. Tam gdzie ona nie chce, on pokazuje plusy. Ona za to studzi jego zapały, wtedy kiedy trzeba. Na uwagę zasługuje również, wpływ dorosłego życia na związek. Piętrzące się problemy można ominąć lub zawalczyć z nimi.


Bądź gorliwy. Brian westchnął. Jego gorliwość w stosunku do tego dziecka była większa niż jej. Miał nadzieję, że to się zmieni; był pewien, że to się zmieni. 




Polecam osobom z silną wolą i psychiką. Parę razy miałam ochotę krzyczeć na zbyt wolno rozwijającą się akcję. Jak się potem okazało, był to zabieg celowy. Osoby ze słabą psychiką mogą nie wytrzymać. Jeśli lubisz aspekty ludzkiego umysłu – nie wahaj się!



Moja ocena 5/6


Za możliwość przeczytania, dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.



Sowixy gotowe na masę wzruszeń? Nie wahajcie się sięgnąć po "Dziecko wspomnień" :).
Czytaj dalej »