Obserwatorzy

Pare słów prawdy

Moje zdjęcie
Studentka Politechniki Łódzkiej. Zwariowana, szalona, posiadająca milion pomysłów na minutę, zakręcona, nieokiełznana. Taaak, to właśnie ja:) Zapraszam Was do spojrzenia na kosmetyki moim okiem :) Namiętnie zakochana w słowie pisanym. Życie bez książek by nie było życiem. Co innego potrafi tak otworzyć wyobraźnię ? Pisząca swoje własne opowiadania, które może kiedyś pokażę szerszemu gronu. Jak tak dalej pójdzie to nie będę miała gdzie spać, ponieważ książki mnie przygniotą. Z rozrzewnieniem patrzę na swoje małe słodkie dzieci na półkach i nie mogę się z nimi rozstać. Serdecznie zapraszam to przeżywania razem ze mną przygód w Świecie słowa drukowanego :)

niedziela, 30 marca 2014

Rozdanie :)

Na ponowny restart restartu proponuje Wam udział w konkursie u jednej z moich ulubionych blogerek :)

Link do rozdania: Mój zakupoholizm
Zestaw główny:

Zestawy trzy:):  

Zdjęcia pochodzą ze strony www.mojzakupoholizm.pl
Gratuluje wytrwałości w pisaniu i dwóch lat :)

wtorek, 9 kwietnia 2013

Come back ?

Po wielu trudach i znojach znowu wracam do prowadzenia bloga. Wiem, że wiele razy obiecywałam : tak teraz to już na stałe, albo : idziemy pełną parą.... I wiadomo jak to wychodziło. Stwierdziłam, że tym razem nie będę obiecywać. Powiem tylko, że mam nadzieję na powrót stały. Dużo czynników miało wpływ na moja nieobecność. Najpierw egzaminy, wyjazd do USA, poznanie swojej wielkiej miłości :), obrona pracy, pójście ma magisterkę...
Taaaak, wiele się działo, ale wracam i chce być z Wami na baaaaaardzo długo :D
Mam parę kosmetyków ze stanów, które będę chciała opisać. Poopisuję też co się ze mną działo, jak tam było, czemu tam byłam, ale dziś mój post chce skupić na notce, która miała pojawić się lata świetlne temu....
Znowu KOBO :P
Nic nie poradzę, że mam sentyment i wielki pociąg do tej właśnie marki. W swoich zbiorach posiadam dużo ich rzeczy. Niektóre są bublami, a inne KWC. Notkę poświęcę dzisiaj zdecydowanie tej drugiej grupie, a mianowicie pigmentom.
Duma, chwała i moc. Tak można je na szybko opisać....
Cała seria wybija się trwałością i magicznymi kolorami....
Cieszą oczy przy każdym kontakcie.
Mój zbiór zaczęłam od oto tych cudeniek : 




501 Violet Blush

Jak widać na zdjęciu pigment przeznaczony jest dla tonacji ziemnej, jednak ja cały czas z niego korzystam. Daje piękną, migotliwą taflę na oku. Poświata, jak nazwa wskazuje, jest fioletowa. Idealny do dziennego makijażu. Nie rzuca się w oczy, ale daję migotliwą powłokę. Co do trwałości to ciężko mi powiedzieć, ponieważ zawsze używam bazy pod cienie... Na bazie pozostaje od rana do wieczora.





401 Sunny Yelow

Słoneczny, wakacyjny, zauważalny. Trzy słowa oddające naturę tego oto cudeńka. Za każdym razem jak po niego sięgam przychodzą mi na myśl wakacje, słońce, woda, plaża i ja :)
Dosłownie farbka w proszku. Tonacja dla karnacji ciepłej.  Zdjęcie, które jest zrobione na dłoni i na palcu przekłamuje kolor. Barwa jest identyczna jak ta w opakowaniu. Minusem tego odcienie są prześwity. Musimy się troszeczkę przyłożyć żeby cień pokrył całą powiekę bez nieestetycznych bruzd. Polecam dla cierpliwych, którzy lubią powiem lata na powiece :)





402 Hot orange

Nie wiem dlaczego akurat orange.... Może ja coś mam ze wzrokiem, albo producent chciał przywołać na myśl obraz czerwonej pomarańczy, ale jak dla mnie pigment bardzie wpada w czerwień niż w pomarańcz...
Tak samo jak w przypadku kolegi powyżej -  dla cierpliwych. Jednak włożenie trochę wysiłku popłaca dając nam piekną barwę na powiece. Nie osypuje się w ciągu dnia, zostaje na swoim miejscu zgodnie z przeznaczeniem. Tonacja ciepła.





Następna grupa trzymająca władzę zebrała grono 4 przedstawicieli :




407 Grape

To jest dopiero kolor. Nie wiem, ale mi osobiście kojarzy się z moja ulubioną czekoladą i krową promującą łakocie. Jak w przypadku kolegów z pierwszej tury, odcień wymaga wysiłku, ale nie tak dużego jak w przypadku yelow or orange. Jak dla mnie jest to idealny wiosenny odcień. Szczególnie teraz kiedy pogoda nad nie rozpieszcza trzeba sobie ubarwić życie. Odcień Grape jest do tego najlepszy. Trzyma się długo. Osypuje minimalnie przy nakładaniu, ale jest sypki więc wiadomo jak to z nimi jest. Tonacja chłodna - taaaa...





408 Cornflower

Mój faworyt. Kocham ten odcień, kocham drobno zmieloną postać, kocham to jak się w nim czuje.
Jak sama nazwa wskazuje od razu przychodzi nam na myśl chaber.



Odcień przywodzi mi jeszcze na myśl wodę w Miami. W przeciwieństwie do poprzedników rozprowadza się jak po maśle. Nie pozostawia prześwitów. Bardzo dobrze blenduje się i łączy z innymi kolorami. Zdecydowanie odcień rzucający się w oczy.. Dla chłodnych karnacji, jednak jak wiemy ja się tym nie przejmuje :) Nie osypuje się w ciągu dnia, zostaje na miejscu. 





409 Emerald

Przed Państwem szmaragd w sypkiej postaci. 


Tonacja chłodna. Mimo swojej barwy nie rzuca się bardzo w oczy. Przy nakładaniu płynnie scala się z powieką dając ładny efekt w odcieniu zieleni. Kojarzy mi się z trawą, nie tą bardzo zieloną. Niestety daje prześwity.



510 Smoky silver

Stal w proszku. Moje pierwsze skojarzenie. W przeciwieństwie do reszty ( prócz violet) ma migoczące drobinki, które dają powalający efekt. Wielkim plusem jest to, że przy nakładaniu nie osypuje się na twarz i nie daje efektu bijącej w słońcu cery. Dobrze się nakłada, długo utrzymuje. Tonacja neutralna. Bardzo dobrze sprawdza się przy makijażu smokey eye, z nutka drapieżnego blasku :)





A teraz trochę zdjęć wszystkich kolegów poza Violet : 







Podsumowując są to naprawdę fajne produkty, w cudownych kolorach. Poświadczyć za to mogę ja : Ta, która zawsze musiała mieć coś co się błyszczy, a zakochałam się w matach :)
Kiedyś pigmenty sprzedawane były za 19,99 zł, terach ich cena zdecydowanie spadła i na stałe weszła wyprzedaż. Nie wiem czy to z powodu zmiany kolorystyki, którą może chce firma wprowadzić, ale upust 10 zł na sztuce to jest coś. Sama marka okresowo, co gazetka W Drogerii Natura, robi wyprzedaż swoich produktów za naprawdę dobre pieniądze. Żaden tam upust 2,3 zł. Dla przykładu powiem, że wkłady do paletek ostatnio zostały przecenione z 13,99 zł na 6,99 zł. Jak dla mnie jest to godne uwagi :)
Polecam, podpisuję  się i namawiam :)
A wy macie swoje ulubione pigmenty z KOBO, a może jeszcze nie używałyście, bądź wasza ocena jest zupełnie inna od mojej ?  
Piszcie w komentarzach, chętnie dowiem się co inni sądzą :)
Na koniec chciałam zapowiedzieć, że planuje wprowadzić małe zmiany w blogu, w stylu oceniania i urozmaicić też styl pisania. Jak widać pierwsze zmiany już weszły w życie Wypatrujcie więc i zapraszam do częstych odwiedzin.
Buziaki robaki :*:*

wtorek, 5 czerwca 2012

Jeszcze trochę o KOBO

Jeszcze jedna szybka notka dla ogłoszeń parafialnych.
Czekałam na ta promocje dość długo i się pojawiła..... kiedy nie mam kasy:(
Ale będę kombinować. Bardzo serdecznie wam polecam, bo produkty są warte swojej ceny, a ceny promocyjnej to już w ogóle :)
Ja mam trzy odcienie i 5 na oku :D

Do tego polecam wyprzedaż limitek, a szczególnie Elegance. Kocham każdą pomadkę i każdy cień, który z niej mam :)

Polecam robaki :*

Kobo Professional, True, mineral loose powder

Znowu ja :D
Ostatnia część recenzji na temat limitki True, mojego faworyta KOBO,
Czas na sypkie maleństwo 
Mineral Loose Powder, Matt effect :




Ze strony producenta :

Mineral Loose Powder
Puder  przeznaczony dla każdego rodzaju cery. Doskonale sprawdza się  przy cerze z niedoskonałościami .
Znakomicie się nakłada i jest bardzo wydajny. Łatwo przylega do skóry, nadając jej delikatny kolor bez efektu maski.
Składniki aktywne zawarte w pudrze:
Babmus - daje transparentne wykończenie bez efektu bielenia skóry, przez co zwiększa właściwości matujące pudru. Ze względu na strukturę cząsteczek wykazuje wysokie zdolności do absorbowania nadmiaru sebum, nadając cerze matowy wygląd i odczuwalną gładkość. Wykazuje właściwości pielęgnujące skórę.
Działa antybakteryjnie, łagodząco i reguluje aktywność gruczołów łojowych.
Biała glinka amazońska  - bogata w sole mineralne takie jak wapń, żelazo i potas.
Węglan wapnia - silnie absorbuje sebum.
Masło z nasion drzewa Cupuacu pochodzącego z lasów Amazonii - nadaje skórze elastyczność i gładkość dzięki zawartym w nim sterolom.
Zawiera również tlenek cynku, który działa antybakteryjnie, a w połączeniu z bielą tytanową tworzą naturalny filtr UVA i UVB.
Nieperfumowany, wolny od parabenów. 
KOBO MINERAL LOOSE POWDER 201
KOBO MINERAL LOOSE POWDER 202
Cena 23 zł



Moja opinia :

Mój odcień 202.
Nie ma parabenów, nie ma parabenów, nie ma parabenów. Mogłabym tak ciągle. Jest to wielki, wielki plus :)
Pojemność 8 gram. Niby pierwszy minus. 8 gram za 23 zł, troszku dużo. Ale...
Po pierwsze puder jest wydajny. Wystarczy trochę żeby ładnie zmatowić buzię. Jest lżejszy od moich innych pudrów. Ciężko jest mi powiedzieć, czy est to puder mineralny, ponieważ jest to mój pierwszy. Jest bardzo drobno zmielony, co mi pasuje. Dzięki temu można nabrać idealną ilość na pędzel.
Żeby nie było za słodko musiałam znaleźć wadę. Opakowanie jest zdecydowanie stworzone do działań stacjonarnych. Przenoszenie powoduje ciągłe wysypywanie produktów do wieczka, a otworzenie oznacza.... chyba nie muszę kończyć. Takie puf.... A jak nie puf to kombinowanie jak tu zrobić żeby mój pędzel tam nie utonął. 
Mimo tego, że producent naklejkę zakrywająca podzielił na dwa, dziurki są za duże. Jak widać odkleiłam tylko połowę. Nie chce wiedzieć co by się działo po odklejeniu całości.
Odcień ładnie stapia się ze skórą, ale puder najlepiej aplikować na idealnie wyschnięty podkład, inaczej mogą się stworzyć lekkie przebarwienia. Bardzo łatwo je rozetrzeć.
Psikusy przy opakowaniu wynagradza mi działanie.
Jestem typem osoby, której nos świeci jak latarnia morska i to po prostu widać. Nie znoszę tego faktu. Czy ciepło, czy zimno, świecenie musi być.
Puder Kryolan, był do dziś jedynym produktem, który w miarę sobie radził z tym faktem.
Ale ten czas się skończył. Różnicą między Kryolanem i KOBO, jest taka, że ten pierwszy jest przezroczysty, a KOBO nadaje lekką opaleniznę twarzy. Dla mnie to plus.
Sypkie cudo z KOBO idealnie matuje, a co najlepsze w ciepłe dni także działa. Nie mówię, że mój nos już nie błyszczy, nigdy, przenigdy, ale dzięki mineralnemu pudrowi, efekt matu utrzymuje się całkiem długo.
Na całej twarzy puder wytrzymuje mi cały dzień. Czasami mój dzień zaczyna się o 6, a kończy koło 24. I puder daje radę :)

Efekt przed i po :




Po :









Zaznaczam, że na twarzy mam sam puder :)

Podsumowanie :

Polecam. Zdecydowanie polecam. Mimo opakowania, mimo czasem latającego pyłku.
Musze dodać, że jest to pierwszy produkt KOBO z którego nie zeszły mi napisy :)
Bez zapachu.
Daje 9,5/10 za to opakowanie, ale jako produkt sam w sobie jest doskonały.

Jeśli macie jakieś pytania, to serdecznie zapraszam :)
Buziaki robaki :*