niedziela, 4 czerwca 2017

Sowie opowieści #41 Artur Urbanowicz - Gałęziste




Na wstępie napiszę, że nie mam jeszcze dostępu do aparatu, ale zmieni się to w najbliższym tygodniu. Okładka „Gałęziste” zasługuje na specjalną sesję. Na pewno nie przepuszczę takiej okazji.


Są książki, które przyprawiają o dreszcze na samą myśl o nich. Jedną z takich pozycji jest „Gałęziste” Artura Urbanowicza. Powieść chciałam przeczytać i nie poznawać jednocześnie. Bardzo przyciągała mnie do siebie fabuła
i cała otoczka tajemnicy lasu. Lekko odpychało wydawnictwo, z którym mam różne doświadczenia. Niestety, nasze kontakty, często kończyły się na wielkim rozczarowaniu. Postanowiłam jednak dać szansę (wydawnictwu oraz autorowi) i przekonać się czy polski twórca potrafi wywołać gęsią skórkę na moich rękach. Czy się udało? Tego dowiecie się z dalszej części tekstu.



Do tej pory to on korzystał z matematycznych argumentów w tłumaczeniu ciemnocie, że jest ciemnotą, i po raz pierwszy spotkał się z sytuacją, w której to druga strona wytoczyła aż tak ciężkie działa. 


Fabuła

Karolina i Tomek, to para studentów z Warszawy. Dziewczyna pragnie spędzić okres wielkanocny na suwalszczyźnie. Przyciągają ją piękne tereny i perspektywa ciekawych wycieczek. Oboje pragną, aby w ich związku znowu zagościła harmonia. Wiedzą, że ostatnio nie da dobrze się u nich dzieje i trzeba zawalczyć o poprawę. Po komplikacjach
z zakwaterowaniem, trafią do Białodębów oraz pięknej gospodyni Natalii, która ciepło ich przyjmuje. Wioska położona jest w lesie, gdzie nie ma zasięgu, a Internet nigdy nie zawitał w te rejony. Na domiar złego, dowiadują się, że w domu znajdują się zwłoki. Niepokojące wydarzenia psują ich sielankowy czas. Z dnia na dzień jest coraz gorzej, a para nie wie co się dzieje. Czy da im się wydostać z suwalskich lasów? Czy uratują swój związek? Kim, tak naprawdę jest Natalia i jakie ma plany?


Moim zdaniem


 Siostro, tlenu! Szybko! - wypowiadałam ten tekst nagminnie podczas czytania „Gałęziste”. Wniknęłam się w fabułę od pierwszych stron. Książka dosłownie przykleiła mi się do palców. Artur Urbanowicz trafił
w moje lęki. Wiem, że każdy jakieś ma, ale moim największym jest ciemność, a jeszcze bardziej – co z tej ciemności wyskoczy. Czarny, wielki las – poziom przerażenia level hard. Nie zliczę ile razy wpadałam w hiperwentylację podczas czytania. Mój chłopak myślał, że mam jakiś atak. Ktoś pewnie zapyta: skoro tak się boisz, to po co czytasz? Bo jestem masochistką. Uwielbiam przeciwstawiać się swoim własnym lękom. Pomaga mi to odzyskać kontrolę nad własnym życiem. Podczas czytania, co chwilę gadałam do bohaterów, ale oczywiście nigdy mnie nie słuchali.

Karolina i Tomek są tak różni, że bardziej się chyba już nie da. Ona katoliczka, on ateista, Ona marzy
o romantycznym związku, on uwielbia cielesne rozkosze. Ona wierzy w zjawiska paranormalne i ich oddziaływanie na życie, on bierze za pewnik tylko to, co można objąć własnym umysłem. Ona jest wrażliwą dziewczyną bujającą w obłokach, on woli realizm
i twardo stąpać po ziemi, nigdy nie przyzna się do słabości. Para, dzięki wyjazdowi, próbuje ratować związek. Wiedzą, że jest to ostania deska ratunku, choć nie przyznają tego głośno. Kiedy trafiają do Białodębów, zaczyna atakować ich okoliczny las oraz sytuacje, których nie potrafią wyjaśnić. Karolina ma bardzo realistyczne koszmary senne i nie potrafi ich wyjaśnić. Ma wrażenie, że ciągle ktoś się jej przygląda, śledzi. W głowie Tomka pojawiają się co chwile nieprzyzwoite myśli względem Natalii. Czy powstrzyma swoje męskie zapędy?

Artur Urbanowicz przedstawił bardzo realistyczną historię z dużą dozą nadnaturalnych zjawisk. Mimo że daleko mu do perfekcji literackiej, to z jego tekstu bije bardzo duży potencjał. Wykreowana historia skutecznie maskuje jakiekolwiek mankamenty. Tajemnica, spisek oraz zagadki, skutecznie przykuły mnie do siedzenia. Nie mogłam się oderwać. W tamtym momencie, musiałam poznać zakończenie. Przyznaje, że bardzo zaskakuje i na pewno nie da się go przewidzieć w takiej formie.

Główny zamysł, czyli las jako wróg, jest bardzo ciekawym zabiegiem. Głównie ten wątek przyciągnął mnie do tekstu Pana Urbanowicza. Nie jest jedynym plusem, ale myślę, że największym. Ciekawy oraz nowatorski pomysł, wybija dzieło na tle innych. Zielone tereny jako wróg człowieka, potrafią przysporzyć o wielki niepokój. Autor, idealnie wplótł w nie baśni
i legendy suwalskich terenów. Kolejny, ciekawy punkt. Nie da się nie zauważyć miejscowego folkloru oraz przypowieści. Splecenie tych aspektów sprawia, że książkę czyta się z zapartym tchem. Autor przekonał mnie do zainteresowania się tym rejonem Polski, który wcześniej pomijałam. Nie wiem czy od razu ruszę na zwiedzanie, opowiedziana historia jest naprawdę przerażająca.

Oczywiście nie obyło się także bez minusów. Ja zawsze muszę coś znaleźć. Pierwszy i podstawowy, w mojej ocenie, to główni bohaterowie, a konkretnie ich relacje. Są tak sztuczne. Dawno nie spotkałam się z postaciami, od których aż tak trącałoby niechęcią. Ich kontakty są nierealne oraz wymuszone. Jakby byli parą znajomych, a nie osobami tworzącymi romantyczny związek. Bardzo męczyłam się podczas czytania ich wewnętrznych rozterek, które często były śmieszne. Wszystko czytało się bardzo topornie. Zdecydowanie obyłabym się bez nich. Drugim, nie do końca minusem, są opisy. A konkretnie szczegółowe opisy okolic oraz wszystkich przeżywanych wydarzeń. Jakby autor nie zostawiał nic wyobraźni czytelnika. Ok, lubię jak twórca przedstawia to co się dzieje w książce, ale nie do najmniejszego szczegółu.

Atmosfera „Gałęzistego” jest tak wyjątkowa, że nie daje o sobie zapomnieć. Jestem totalnie zakochana w wyobraźni autora. Wiem, że chcę więcej i więcej. Nie mogę się doczekać, co jego pokrętny umysł jeszcze zaserwuje. Czytanie twórczości Artura Urbanowicza jest jak cudowna katusza. Tak, dobrze czytacie. Czasem coś denerwuje, ciągnie się jak flaki z olejem, doprowadza do szału, ale ostateczne wyjaśnienie rekompensuje wszystkie cierpienia. Mój masochizm został zaspokojony w nadmiarze. Wpisuje nazwisko twórcy wysoko na swojej liście: do czytelniczego prześladowania. Autor, który przywrócił mi wiarę w polski thriller z elementami horroru oraz paranormalnych odniesień. Treść potrafi przyprawić
o szybsze bicie serca. Nie obyło się bez wielu elementów, gdzie jest po prostu strasznie. Można powiedzieć: Cud, miód. Wiem, że ta recenzja wydaje się lizodupstwem i motylkami oraz tęczą szczęścia. Trudno, taka jest prawda. Nie potrafię napisać inaczej. Kiedy coś jest dobre, to jest warte zainteresowania.

Mam wielką nadzieję, że dacie szansę Arturowi Urbanowiczowi
i „Gałęziste”. Jest to dobry przedstawiciel gatunku, który zasługuje na uwagę. Brakuje mu trochę do mistrzów, takich jak np. King, ale zapowiada się wyśmienicie. Chciałam zwrócić uwagę na fakt, że jest to debiut pisarki. Pierwsza książka? Jestem w szoku jaka jest dobra. Boję się co będzie dalej. Ok, bardziej ekscytuję. „Gałęziste” mimo braków, strasznie wciąga oraz przyciąga przedstawioną tematyką. Jestem na wielkie tak.






Moja ocena: 5,5/6









Za książkę chciałam podziękować autorowi, który chyba podskórnie wiedział, że jestem masochistką i spełni moje horrorowe fantazje. Dziękuję za dedykację. Za możliwość przeczytania, chciałam również podziękować Oli z bloga Stan: Zaczytany, bez której nie miałabym możliwości poznania tej cudownej książki. Kochana, robisz tak wiele dla innych :*


Czy recenzja przekonała moje sowixy do przeczytania książki? Powiedzcie czy jesteście gotowi na wycieczkę
i zwiedzanie suwalskich lasów?

2 komentarze: